Zatrzymałem się i włożyłem ręce do kieszeni, rozciągniętej bluzy.
-Ach, kobiety. - powiedziałem dosyć głośno, żeby i ona mnie usłyszała. poszedłem z mozołem za nią. Mimo iż przyspieszała nadążałem. W moich myślach, przypomniała o swoim istnieniu, historia tego lasu. Kiedyś mieszkali tutaj tacy jak my. Ludzie się ich bali więc spalili las i doszczętnie zniszczyli chemikaliami. Od tego czasu pilnują żeby bór się nie odrodził i żebyśmy nie czuli się bezpieczni.
- Długo masz zamiar za mną iść? - zapytała z wyrzutem obracając się w moją stronę.
- Ile będzie trzeba. - uśmiechnąłem się złośliwie i przeszedłem obok niej.- Skoro jesteś taką optymistką to może załóż własne stado. Będzie się ono składało z takich półludzi jak ty.
Dziewczyna zamilkła. Fakt, był to genialny pomysł.
- Aa, ty? - zapytała ściszając głos.
- Już mówiłem, nie słuchałaś... - przerwałem. Postanowiłem nie mówić tego po raz drugi, bo pewnie by ją to jeszcze bardziej zdołowało. - Nie potrzebuję kogoś kto będzie się o mnie troszczył. Po za tym jestem lisem. Powinnaś o tym wiedzieć, jesteśmy sprytniejsi niż którekolwiek ze zwierząt. Potrafimy przeżyć długo bez jedzenia i wody, oraz wykiwać psy myśliwskie. Zresztą rób jak uważasz. I tak w końcu będziemy musieli się poddać.
< Luka, co zrobisz w tej sytuacji?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz