Otworzyłem usta by coś powiedzieć, jednak nie było mi to dane bo Amaya postanowiła chlusnąć w moją twarz wodą. Stanąłem na kamienistym dnie; woda sięgała mi bioder. Ja też ochlapałem dziewczynę.
Zaczęliśmy się wzajemnie ochlapywać wodą, a przy tym śmiać jak małe dzieci.
- Masz swoją nagrodę - oznajmiła w końcu Amaya.
- Mogła być lepsza - stwierdziłem z przekąsem.
- Jesteś chciwy - odparła z uśmiechem dziewczyna.
- Każdy taki jest - też się uśmiechnąłem.
Zawiał zimny wiatr.
- Wyjdźmy już, bo zimno - powiedziała dziewczyna. Skinąłem głową i wyszliśmy na brzeg. Niestety nie mięliśmy się czym wytrzeć i musieliśmy wrócić do chatki Sachiko cali mokrzy.
- Jak znajdziemy chatkę? - spytała kotka.
- Dojdźmy do kliffu, tam znajdziemy nasze ślady.
Ruszyliśmy do ścieżki prowadzącej na kliff. Tam szybko znaleźliśmy trop i wróciliśmy po nim do chatki.
<Amaya? Wybacz, że krótkie... Weny wciąż brak i brak ;__;>
wtorek, 29 kwietnia 2014
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Od Amayi - CD Len
Uśmiechnęłam się lekko, widząc iż chłopak siada obok mnie. Słońce
zaczęło przygrzewać przyjemnie, a na niebie zagościły różnokształtne,
białe chmurki. Wiatr tańczył cicho, między lasem, a zieloną trawą. Ptaki
zaczęły wesoło świergotać, a w dali dało się słyszeć skrzeczące,
wołanie bażanta. Taka pogoda dobrze na mnie działała. W dali zauważyłam
brązowego zająca, który żuł mozolnie trawę.
- Ścigamy się? - spytałam z uśmiechem na twarzy wskazując na ofiarę przyszłego pościgu.
- A twoje nogi? - spytał Len, wyraźnie zaprzeczając mojemu pomysłowi.
- Mówisz tak bo boisz się przegrać? - spytałam, próbując go rozdrażnić.- O mnie nie musisz się bać, jako kotka czuję się lepiej.
- Zmuszasz mnie? - zakpił, utrzymując uśmiech na twarzy.
- Jak ci się uda, dostaniesz nagrodę - szepnęłam, zbliżając się do niego. Po chwili wstałam, dosyć nieporadnie i zamieniłam się w kotkę. Zamruczałam i rozciągnęłam się. Kilka sekund później stał obok mnie Len zamieniony w wilka. Ruszyłam zanim, wypowiedzieliśmy "start". Biedny zając, wypluł trawę i zaczął uciekać, co chwilę skakając do góry i skręcając. Znaleźliśmy się w lesie. Len zaczął mnie doganiać, cóż mogłam się tego spodziewać. Co chwilę, jakieś spłoszone przez nas zwierzę, wyrwane ze snu zrywało się do ucieczki. Mech przyjemnie dotykał moich poduszek. Teren stał się górzysty, a zamiast ściółki pojawiły się kamienie. Przed nami pojawił się ogromny głaz, jakby część klifu. Ofiara skoczyła z krawędzi i zniknęła na dole. Rozległ się plusk wody, ale zanim zdążyłam się zorientować co jest na dole, skoczyłam. Len znacznie mnie wyprzedził i wpadliśmy do wody, zmieniając postać. To było dość głębokie jezioro, okryte pałkami i liliami wodnymi. Naszym pluskiem spłoszyliśmy stado kaczek, które wzbiło się w powietrze i zniknęło za horyontem. Wypłynęłamna powierzchnię i zaczęrpnęłam powietrza, przepełnionego słodkim zapachem dojrzewających kwiatów dzikich drzew.
- To gdzie moja nagroda? - usłyszałam wesoły głos Lena.
Obróciłam się i uśmiechnęłam widząc że podpływa do mnie.
- Chciałoby się. - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
<Len? Walcz o nagrodę xd>
- Ścigamy się? - spytałam z uśmiechem na twarzy wskazując na ofiarę przyszłego pościgu.
- A twoje nogi? - spytał Len, wyraźnie zaprzeczając mojemu pomysłowi.
- Mówisz tak bo boisz się przegrać? - spytałam, próbując go rozdrażnić.- O mnie nie musisz się bać, jako kotka czuję się lepiej.
- Zmuszasz mnie? - zakpił, utrzymując uśmiech na twarzy.
- Jak ci się uda, dostaniesz nagrodę - szepnęłam, zbliżając się do niego. Po chwili wstałam, dosyć nieporadnie i zamieniłam się w kotkę. Zamruczałam i rozciągnęłam się. Kilka sekund później stał obok mnie Len zamieniony w wilka. Ruszyłam zanim, wypowiedzieliśmy "start". Biedny zając, wypluł trawę i zaczął uciekać, co chwilę skakając do góry i skręcając. Znaleźliśmy się w lesie. Len zaczął mnie doganiać, cóż mogłam się tego spodziewać. Co chwilę, jakieś spłoszone przez nas zwierzę, wyrwane ze snu zrywało się do ucieczki. Mech przyjemnie dotykał moich poduszek. Teren stał się górzysty, a zamiast ściółki pojawiły się kamienie. Przed nami pojawił się ogromny głaz, jakby część klifu. Ofiara skoczyła z krawędzi i zniknęła na dole. Rozległ się plusk wody, ale zanim zdążyłam się zorientować co jest na dole, skoczyłam. Len znacznie mnie wyprzedził i wpadliśmy do wody, zmieniając postać. To było dość głębokie jezioro, okryte pałkami i liliami wodnymi. Naszym pluskiem spłoszyliśmy stado kaczek, które wzbiło się w powietrze i zniknęło za horyontem. Wypłynęłamna powierzchnię i zaczęrpnęłam powietrza, przepełnionego słodkim zapachem dojrzewających kwiatów dzikich drzew.
- To gdzie moja nagroda? - usłyszałam wesoły głos Lena.
Obróciłam się i uśmiechnęłam widząc że podpływa do mnie.
- Chciałoby się. - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
<Len? Walcz o nagrodę xd>
sobota, 26 kwietnia 2014
Problemik
W niedzielę może być mały problem ze skontaktowaniem się ze mną gdyż raczej nie będę mogła wstawić Waszych opowiadań. Powstawiam je jak wrócę czyli około wieczora (o ile oczywiście opowiadania mi wyślecie).
Pozdrawiam
Adminka
Milka215
Od Nessie - CD Hisashi
W pierwszym momencie stałam tam, zbita z
tropu i niezdolna do brzmiącej choć odrobinę logicznie odpowiedzi. Gdy
jednak wilk zniknął z mojego pola widzenia, poczułam niewytłumaczalną
chęć zatrzymania go. Zaczęłam biec w jego ślady i znalazłam... Ale
Hisashi był już człowiekiem. Jakoś trudniej mówiło mi się do niego pod
tą postacią.
- Zostań... - powiedziałam rozpaczliwie.
- Dlaczego nagle chcesz mnie zatrzymać? - spytał obojętnym tonem.
- No właśnie. Dlaczego? - zapytałam cicho sama siebie, głośno wyjawiając swoje myśli.
- Co? To ja się pytam. - odparł, lekko rozbawiony.
- Nie, bo ja chciałam... Nieważne.,,
- Już się za mną stęskniłaś?
- N-nie, wcale nie! - wykrzyknęłam, w duchu karcąc się za tę chwilę słabości. - Po prostu nie chcę być sama. Chciałabym żebyś został, nawet jeśli byłbyś kimś innym.
- Czyli równie dobrze mogę sobie pójść?
- Nie. Zaczekaj. Ja... się boję.
< Hisashi? Zostań! ^^ >
- Zostań... - powiedziałam rozpaczliwie.
- Dlaczego nagle chcesz mnie zatrzymać? - spytał obojętnym tonem.
- No właśnie. Dlaczego? - zapytałam cicho sama siebie, głośno wyjawiając swoje myśli.
- Co? To ja się pytam. - odparł, lekko rozbawiony.
- Nie, bo ja chciałam... Nieważne.,,
- Już się za mną stęskniłaś?
- N-nie, wcale nie! - wykrzyknęłam, w duchu karcąc się za tę chwilę słabości. - Po prostu nie chcę być sama. Chciałabym żebyś został, nawet jeśli byłbyś kimś innym.
- Czyli równie dobrze mogę sobie pójść?
- Nie. Zaczekaj. Ja... się boję.
< Hisashi? Zostań! ^^ >
Od Lena - CD Amayi
Po zjedzeniu zaproponowałem pomoc przy myciu talerzy, jednak Sachiko powiedziała, że da sobie radę. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem na werandę. Zobaczyłem Amayę siedzącą w bujnej trawie i dmuchając w dmuchawce. Ich nasiona leciały razem z wiatrem do lasu. Uśmiechnąłem się. Wiatr zawiał mocniej i włosy dziewczyny uniosły się.
Kotka wstała i zaczęła się kręcić, a lekka halka - w którą wcześniej się przebrała - powiewała cicho szeleszcząc.
- Tu jest pięknie - powiedziała cicho, a ja to usłyszałem tylko dzięki wiejącemu we mnie wiatrowi. Musiałem się z nią zgodzić. Przepięknie i spokojnie. Aż nie mogę uwierzyć, że kilka dni temu o mało nie zginąłem.
Odruchowo na samą myśl o zacieśniającym się sznurze pogładziłem szyję. Wciąż pozostawał na mniej lekki ślad twardej liny.
Podszedłem do dziewczyny i też usiadłem w trawie.
<Amayo? Naprawdę cierpię na brak weny ;/ >
Kotka wstała i zaczęła się kręcić, a lekka halka - w którą wcześniej się przebrała - powiewała cicho szeleszcząc.
- Tu jest pięknie - powiedziała cicho, a ja to usłyszałem tylko dzięki wiejącemu we mnie wiatrowi. Musiałem się z nią zgodzić. Przepięknie i spokojnie. Aż nie mogę uwierzyć, że kilka dni temu o mało nie zginąłem.
Odruchowo na samą myśl o zacieśniającym się sznurze pogładziłem szyję. Wciąż pozostawał na mniej lekki ślad twardej liny.
Podszedłem do dziewczyny i też usiadłem w trawie.
<Amayo? Naprawdę cierpię na brak weny ;/ >
Od Amayi CD Len
- Len? - szepnęłam, zaciskając dłoń w pięść.
- Tak? Coś się stało? - spytał, nadal się uśmiechając.
Chciał mi poprawić humor, ale chętnie znowu bym się popłakałam.
- Ona jest taka... jak my - szepnęłam cicho.- Tylko, że nie zamienia się w ssaka. Bardzo mnie to martwi, bo jest gołębicą.
- To dlatego nam pomogła?
- Nie tylko. Ją też skrzywdzili. Zabili jej rodziców, bo nie chcieli pracować z półludźmi.
- Biedna dziewczyna... Zastanawiam się jak ona przeżyła, tak długo. Oczywiście mogła zamieniać się w ptaka ale nie mogła nim być przez cały czas.
Sachiko przyszła z pękniętą tacą. Na czterech talerzach błyszczały usmażone rybie łuski. Skosztowałam kawałka i uznałam, że dziewczynka gotuje o wiele lepiej niż ja. Jeden talerz położyła na ziemi, a Maruu rzucił się do jedzenia. Po zjedzeniu wyszłam odetchnąć świeżym powietrzem. Było dosyć mroźno, jak na tę porę roku. Wiatr uderzył przyjemnie w moje szare włosy. Jakoś zrobiło mi się przykro. Kiedyś, zanim zaczęto na mnie eksperymentować, moje oczy były soczysto zielone, jak wiosenna trawa,a włosy czarne niczym heban. Czasem żałowałam, że urodziłam się półczłowiekiem. Pewnie moja historia i całe życie potoczyło się by inaczej. Ale nie powinnam już o tym myśleć. Jedyną przyjemną rzeczą było spotkanie Lena, bo te "nasze" inne przygody, chętnie usunęłabym z pamięci. Dobra dość. Już o tym nie myślę.
<Len? ;p>
- Tak? Coś się stało? - spytał, nadal się uśmiechając.
Chciał mi poprawić humor, ale chętnie znowu bym się popłakałam.
- Ona jest taka... jak my - szepnęłam cicho.- Tylko, że nie zamienia się w ssaka. Bardzo mnie to martwi, bo jest gołębicą.
- To dlatego nam pomogła?
- Nie tylko. Ją też skrzywdzili. Zabili jej rodziców, bo nie chcieli pracować z półludźmi.
- Biedna dziewczyna... Zastanawiam się jak ona przeżyła, tak długo. Oczywiście mogła zamieniać się w ptaka ale nie mogła nim być przez cały czas.
Sachiko przyszła z pękniętą tacą. Na czterech talerzach błyszczały usmażone rybie łuski. Skosztowałam kawałka i uznałam, że dziewczynka gotuje o wiele lepiej niż ja. Jeden talerz położyła na ziemi, a Maruu rzucił się do jedzenia. Po zjedzeniu wyszłam odetchnąć świeżym powietrzem. Było dosyć mroźno, jak na tę porę roku. Wiatr uderzył przyjemnie w moje szare włosy. Jakoś zrobiło mi się przykro. Kiedyś, zanim zaczęto na mnie eksperymentować, moje oczy były soczysto zielone, jak wiosenna trawa,a włosy czarne niczym heban. Czasem żałowałam, że urodziłam się półczłowiekiem. Pewnie moja historia i całe życie potoczyło się by inaczej. Ale nie powinnam już o tym myśleć. Jedyną przyjemną rzeczą było spotkanie Lena, bo te "nasze" inne przygody, chętnie usunęłabym z pamięci. Dobra dość. Już o tym nie myślę.
<Len? ;p>
Od Lena - CD Amayi
Obudziły mnie odgłosy rozmowy. Otwarłem oczy i zobaczyłem jak Amaya rozmawia z Sachiko. Uśmiechnąłem się.
- Dzień dobry - przywitałem się przeciągając.
- Len już wstał! - powiedziała Sachiko i pobiegła z Maruu do kuchni. - Zrobię śniadanie.
Amaya i ja z uśmiechem się zgodziliśmy. Jednak po chwili uśmiech Amayi nieco zbladł.
- Wszystko gra? - spytałem dziewczyny.
- Len... Czy możemy czuć się tu bezpieczni?
- Dziś postaram poszukać jakiegoś miejsca, gdzie moglibyśmy się schronić - powiedziałem z poważną miną.
- A ta chatka? - zdziwiła się Amaya.
- Już się dowiedzieli, że tam mieszkaliśmy i ją spalili. Zostały tylko zgliszcza.
Amaya posmutniała.
- Nie możemy tu za długo zostać, bo nas znajdą, a w tedy mogą zrobić też coś złego jej - wskazała głową na wesołą Sachiko.
- Wiem. Dlatego postaram się jak najszybciej znaleźć jakieś w miarę bezpieczne miejsce.
Uśmiechnąłem się próbując rozweselić dziewczynę.
<Amaya? Brak weny T.T>
- Dzień dobry - przywitałem się przeciągając.
- Len już wstał! - powiedziała Sachiko i pobiegła z Maruu do kuchni. - Zrobię śniadanie.
Amaya i ja z uśmiechem się zgodziliśmy. Jednak po chwili uśmiech Amayi nieco zbladł.
- Wszystko gra? - spytałem dziewczyny.
- Len... Czy możemy czuć się tu bezpieczni?
- Dziś postaram poszukać jakiegoś miejsca, gdzie moglibyśmy się schronić - powiedziałem z poważną miną.
- A ta chatka? - zdziwiła się Amaya.
- Już się dowiedzieli, że tam mieszkaliśmy i ją spalili. Zostały tylko zgliszcza.
Amaya posmutniała.
- Nie możemy tu za długo zostać, bo nas znajdą, a w tedy mogą zrobić też coś złego jej - wskazała głową na wesołą Sachiko.
- Wiem. Dlatego postaram się jak najszybciej znaleźć jakieś w miarę bezpieczne miejsce.
Uśmiechnąłem się próbując rozweselić dziewczynę.
<Amaya? Brak weny T.T>
Od Amayi - CD Len
Poczułam się o wiele lepiej po tej drzemce. Nogi już mnie tak nie piekły
jak wcześniej. Zastanawiałam się jaka maść czyni takie cuda. Na
zewnątrz było ciemno, widać obudziłam się przed ranem. Zastanawiałam się
gdzie podziewa się Len. Ach no tak... pewnie śpi. W końcu jest środek
nocy, co nie? Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła uśmiechnięta
dziewczynka.
- O, już nie śpisz? - spytała cicho.- Nie martw się, przyszłam tylko sprawdzić czy lepiej się czujesz?
- Aa, Len? Gdzie on jest? - spytałam cicho.
- Zasnął na fotelu, chyba musiał być bardzo zmęczony. Maruu razem z nim - uśmiechnęła się szeroko. - A tak po za tym, nie znam twojego imienia. Ja jestem Sachiko.
- Amaya, posłuchaj dlaczego zdecydowałaś się nam pomóc? - spytałam po chwili.
- Bo, bo... - dziewczynka przestraszyła się tego pytania. Ja natomiast znacznie zdziwiłam. - Ja jestem... taka jak WY... - opuściła głowę nisko i uderzała delikatnie stopą o ścianę.
Skąd ona...
- Czyli? Taka jak MY? - zapytałam i podniosłam się lekko. Podeszłam bliżej, opierając się o ścianę.
Nie spuszczałam oczu z dziewczynki.
- Ja też potrafię to zrobić. Zamienić się. Od razu wiedziałam, że muszę wam pomóc. Zanim tutaj dotarliście gołębie wyćwierkały mi, że zamierzają zabić dwóch... odmieńców. Moja nienawiść do tego idioty, burmistrza, narodziła się gdy moi rodzice odmówili współpracy. Obydwoje byli naukowcami ale nie chcieli robić okropnych eksperymentów, ze względu na swoją córkę. Byli szantażowani, aż w końcu straceni. Od tego momentu staram się pomagać. Maruu, nie jest zwykłym psem. To pies z laboratorium, często poddawany był eksperymentom. Wyczuł, że jesteście inni - jak ja.
Podeszłam do niej bliżej i uklęknęłam przed nią.
- Przykro mi, że te okrutne rządy dosięgły kogoś tak młodego jak ty - powiedziałam jej. Widziałam że jest smutna.- Pokażesz mi jak się zamieniasz?
Sachiko pokiwała lekko głową. Po chwili była już zwierzęciem. Ale nigdy czegoś takiego nie widziałam. Przede mną pojawił się biały i czysty jak łza gołąb. Ta dziewczynka była niezwykła, bo nigdy nie widziałam żeby ktoś zmienił się w ptaka. Wyglądała jak duch, przepięknej białej sukni. Po chwili przybrała ludzką formę, a jej oczy pokryły się łzami.
- Czemu płaczesz? - spytałam cicho i uśmiechnęłam się. Otarłam jej policzek moją dłonią.
- Bo się cieszę, że tu jesteście. Wreszcie mogę poznać kogoś równie "normalnego" - uśmiechnęła się przez łzy i nagle przytuliła mnie.
Gdy obie zeszłyśmy na dół, zauważyłam Lena,który spał opierając się o łokieć. Obok niego leżał na plecach piesek. Co chwilę ruszał tylną łapką, jakby biegł w powietrzu, chcąc dogonić królika.
Usiadłam na fotelu i odetchnęłam głęboko. Czy mogliśmy się czuć tutaj bezpieczni?
< Len? :3>
- O, już nie śpisz? - spytała cicho.- Nie martw się, przyszłam tylko sprawdzić czy lepiej się czujesz?
- Aa, Len? Gdzie on jest? - spytałam cicho.
- Zasnął na fotelu, chyba musiał być bardzo zmęczony. Maruu razem z nim - uśmiechnęła się szeroko. - A tak po za tym, nie znam twojego imienia. Ja jestem Sachiko.
- Amaya, posłuchaj dlaczego zdecydowałaś się nam pomóc? - spytałam po chwili.
- Bo, bo... - dziewczynka przestraszyła się tego pytania. Ja natomiast znacznie zdziwiłam. - Ja jestem... taka jak WY... - opuściła głowę nisko i uderzała delikatnie stopą o ścianę.
Skąd ona...
- Czyli? Taka jak MY? - zapytałam i podniosłam się lekko. Podeszłam bliżej, opierając się o ścianę.
Nie spuszczałam oczu z dziewczynki.
- Ja też potrafię to zrobić. Zamienić się. Od razu wiedziałam, że muszę wam pomóc. Zanim tutaj dotarliście gołębie wyćwierkały mi, że zamierzają zabić dwóch... odmieńców. Moja nienawiść do tego idioty, burmistrza, narodziła się gdy moi rodzice odmówili współpracy. Obydwoje byli naukowcami ale nie chcieli robić okropnych eksperymentów, ze względu na swoją córkę. Byli szantażowani, aż w końcu straceni. Od tego momentu staram się pomagać. Maruu, nie jest zwykłym psem. To pies z laboratorium, często poddawany był eksperymentom. Wyczuł, że jesteście inni - jak ja.
Podeszłam do niej bliżej i uklęknęłam przed nią.
- Przykro mi, że te okrutne rządy dosięgły kogoś tak młodego jak ty - powiedziałam jej. Widziałam że jest smutna.- Pokażesz mi jak się zamieniasz?
Sachiko pokiwała lekko głową. Po chwili była już zwierzęciem. Ale nigdy czegoś takiego nie widziałam. Przede mną pojawił się biały i czysty jak łza gołąb. Ta dziewczynka była niezwykła, bo nigdy nie widziałam żeby ktoś zmienił się w ptaka. Wyglądała jak duch, przepięknej białej sukni. Po chwili przybrała ludzką formę, a jej oczy pokryły się łzami.
- Czemu płaczesz? - spytałam cicho i uśmiechnęłam się. Otarłam jej policzek moją dłonią.
- Bo się cieszę, że tu jesteście. Wreszcie mogę poznać kogoś równie "normalnego" - uśmiechnęła się przez łzy i nagle przytuliła mnie.
Gdy obie zeszłyśmy na dół, zauważyłam Lena,który spał opierając się o łokieć. Obok niego leżał na plecach piesek. Co chwilę ruszał tylną łapką, jakby biegł w powietrzu, chcąc dogonić królika.
Usiadłam na fotelu i odetchnęłam głęboko. Czy mogliśmy się czuć tutaj bezpieczni?
< Len? :3>
piątek, 25 kwietnia 2014
Od Hisashi - CD Nessie
Popatrzyłem na nią obojętnym wzrokiem. Nie miałem nastroju do unoszenia
się, śmiania czy płakania. To, że mnie oskarżyła..? Nie przejąłem się
tym. Odwróciłem się do niej tyłem i popatrzyłem w niebo...
- Skoro to moja wina, to nie będę powodował, że bardziej błądzisz... - powiedziałem oschle.
Byłem pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Mój nos był nadal cały we krwi. Mój węch irytował mnie, ale i tak wiedziałem, że nic nie mogłem zrobić.
Wiedziałem, że wszystko to moja wina. Gdybym jej nie wyciągnął na ten 'spacer' nie siedzielibyśmy tu.
- Mała... - wymamrotałem.
- Nie mów tak na mnie! - uniosła się przerywając mi.
Popatrzyłem na nią smutnym wzrokiem. Moje uszy oklapły, a ogon zaczął zamiatać kurz dookoła.
- Przepraszam... - zrobiłem krok w stronę lasu - Nie będę dalej Cię kłopotać, więc lepiej jak nasze drogi się rozejdą...
- HI-HIsashi... - usłyszałem wyszeptane moje imię.
- Żegnaj... Nessie - w tym samym czasie zniknąłem między drzewami.
To nie jest tak, że odszedłem od dziewczyny... Martwię się o nią, ale nie mogę nic zrobić. Ktoś nie ma ochoty na moje towarzystwo, nic nie szkodzi...
<Nessie? Pa pa?! :c >
- Skoro to moja wina, to nie będę powodował, że bardziej błądzisz... - powiedziałem oschle.
Byłem pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Mój nos był nadal cały we krwi. Mój węch irytował mnie, ale i tak wiedziałem, że nic nie mogłem zrobić.
Wiedziałem, że wszystko to moja wina. Gdybym jej nie wyciągnął na ten 'spacer' nie siedzielibyśmy tu.
- Mała... - wymamrotałem.
- Nie mów tak na mnie! - uniosła się przerywając mi.
Popatrzyłem na nią smutnym wzrokiem. Moje uszy oklapły, a ogon zaczął zamiatać kurz dookoła.
- Przepraszam... - zrobiłem krok w stronę lasu - Nie będę dalej Cię kłopotać, więc lepiej jak nasze drogi się rozejdą...
- HI-HIsashi... - usłyszałem wyszeptane moje imię.
- Żegnaj... Nessie - w tym samym czasie zniknąłem między drzewami.
To nie jest tak, że odszedłem od dziewczyny... Martwię się o nią, ale nie mogę nic zrobić. Ktoś nie ma ochoty na moje towarzystwo, nic nie szkodzi...
<Nessie? Pa pa?! :c >
Od Nessie - CD Hisashi
Przez cały ten czas zacinał deszcz, czułam przenikliwe zimno, a
perspektywa nocy spędzonej w lesie wydawała się wręcz przerażająca.
Spojrzałam na wilka. Już przymknął oczy, ale ja wiedziałam, że nie dam
rady zasnąć. Oparłam się o kamień obok niego, podciągnęłam kolana i
opatuliłam się szczelniej bluzą. W końcu zasnęłam, sama nie wiem kiedy,
kamiennym snem. Poczułam, jak ktoś delikatnie mną potrząsa.
- Nessie, czas wstawać. - siedział przy mnie Hisashi, już przeistoczony w wilka. Byłam na wpół przytomna, więc nie przypominałam sobie ostatnich zdarzeń. Rozejrzałam się wokół z narastającym zdziwieniem.
- Gdzie... gdzie ja jestem? - spytałam, odsuwając się od niego na względnie bezpieczną odległość.
- W lesie. - odpowiedział bardzo zwyczajnym tonem.
Natychmiast wróciła mi pamięć. Popadłam w lekką panikę.
- Co teraz robimy?! Zgubiliśmy się... Nie wiemy gdzie wataha... Może są już gdzie indziej i... nie znajdziemy ich! - wybuchnęłam.
- Spokojnie, mała... Coś wymyślimy.
- Coś wymyślimy? - jego reakcja wprawiła mnie w jeszcze większą irytację - A niby co? T-to Twoja wina! - zawołałam oskarżycielsko, wmawiając sobie, że go nienawidzę i że jest dla mnie nikim.
Odsunęłam się jeszcze bardziej, po czym odwróciłam wzrok, żeby nadać swoim słowom większego znaczenia.
< Hisashi? Co teraz? :V >
- Nessie, czas wstawać. - siedział przy mnie Hisashi, już przeistoczony w wilka. Byłam na wpół przytomna, więc nie przypominałam sobie ostatnich zdarzeń. Rozejrzałam się wokół z narastającym zdziwieniem.
- Gdzie... gdzie ja jestem? - spytałam, odsuwając się od niego na względnie bezpieczną odległość.
- W lesie. - odpowiedział bardzo zwyczajnym tonem.
Natychmiast wróciła mi pamięć. Popadłam w lekką panikę.
- Co teraz robimy?! Zgubiliśmy się... Nie wiemy gdzie wataha... Może są już gdzie indziej i... nie znajdziemy ich! - wybuchnęłam.
- Spokojnie, mała... Coś wymyślimy.
- Coś wymyślimy? - jego reakcja wprawiła mnie w jeszcze większą irytację - A niby co? T-to Twoja wina! - zawołałam oskarżycielsko, wmawiając sobie, że go nienawidzę i że jest dla mnie nikim.
Odsunęłam się jeszcze bardziej, po czym odwróciłam wzrok, żeby nadać swoim słowom większego znaczenia.
< Hisashi? Co teraz? :V >
Od Lena - CD Amayi
Na górze były trzy pokoje z czego jedna to była sypialnia. drugi to na pewno łazienka, a trzeci nie mam pojęcia. Maruu z małym problemem otworzył drzwi do sypialni. Wszedłem do środka i położyłem delikatnie Amayę na dużym, małżeńskim łóżku. Dziewczyna szybko się ułożyła i przykryła, po czym spojrzała na mnie.
- A ty? - spytała.
- Na razie nie będę spać - odparłem. Miałem zamiar w ogóle nie spać w nocy.
- To nie zdrowe - stwierdziła Amaya. - Masz się przespać. To rozkaz.
Uśmiechnąłem się.
- Spokojnie, nic mi nie będzie.
Usiadłem na krawędzi łóżka, po czym odgarnąłem Amayi włosy z twarzy.
- Ty potrzebujesz więcej snu by się zregenerować.
Amaya położyła się na boku. Po kilku minutach zasnęła.
gdy byłem pewny, że śpi już głęboko wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Ostrożnie zamknąłem za sobą drzwi.
Zszedłem na parter do małej dziewczynki.
- Dziękuję za pomoc... eee...
- Sachiko. Mów mi Sachiko! - powiedziała z uśmiechem dziewczynka.
- Dziękuję za pomoc, Sachiko. Ja jestem Len.
- Krótkie i proste do zapamiętania - stwierdziła Sachiko radośnie.
Skierowałem się do wyjścia.
- Gdzie wychodzisz? - spytała z ciekawością dziewczynka odkładając wielką książkę. Zadziwiające, że taka mała, a już tak dobrze opanowała sztukę czytania!
- Pilnuj tej dziewczyny, póki nie wrócę - powiedziałem do Sachiko. - Niedługo wrócę.
Wyszedłem i zamknąłem drzwi. Zamieniłem się w wilka i pomknąłem do lasu. Chciałem przynajmniej spróbować zatrzeć widoczne ślady oraz sprawdzić co się dzieje przy domku, w którym dotychczas mieszkaliśmy.
Śladów nie zostawiliśmy dużo, więc było łatwo je zamaskować. Inna sprawa z naszym drogim domkiem.
Musieli się dowiedzieć gdzie mieszkaliśmy gdyż po chatce zostały tylko zgliszcza. Tak, raczej starali się usunąć miejsce gdzie moglibyśmy się schować. Zawróciłem do domku Sachiko.
- A ty? - spytała.
- Na razie nie będę spać - odparłem. Miałem zamiar w ogóle nie spać w nocy.
- To nie zdrowe - stwierdziła Amaya. - Masz się przespać. To rozkaz.
Uśmiechnąłem się.
- Spokojnie, nic mi nie będzie.
Usiadłem na krawędzi łóżka, po czym odgarnąłem Amayi włosy z twarzy.
- Ty potrzebujesz więcej snu by się zregenerować.
Amaya położyła się na boku. Po kilku minutach zasnęła.
gdy byłem pewny, że śpi już głęboko wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Ostrożnie zamknąłem za sobą drzwi.
Zszedłem na parter do małej dziewczynki.
- Dziękuję za pomoc... eee...
- Sachiko. Mów mi Sachiko! - powiedziała z uśmiechem dziewczynka.
- Dziękuję za pomoc, Sachiko. Ja jestem Len.
- Krótkie i proste do zapamiętania - stwierdziła Sachiko radośnie.
Skierowałem się do wyjścia.
- Gdzie wychodzisz? - spytała z ciekawością dziewczynka odkładając wielką książkę. Zadziwiające, że taka mała, a już tak dobrze opanowała sztukę czytania!
- Pilnuj tej dziewczyny, póki nie wrócę - powiedziałem do Sachiko. - Niedługo wrócę.
Wyszedłem i zamknąłem drzwi. Zamieniłem się w wilka i pomknąłem do lasu. Chciałem przynajmniej spróbować zatrzeć widoczne ślady oraz sprawdzić co się dzieje przy domku, w którym dotychczas mieszkaliśmy.
Śladów nie zostawiliśmy dużo, więc było łatwo je zamaskować. Inna sprawa z naszym drogim domkiem.
Musieli się dowiedzieć gdzie mieszkaliśmy gdyż po chatce zostały tylko zgliszcza. Tak, raczej starali się usunąć miejsce gdzie moglibyśmy się schować. Zawróciłem do domku Sachiko.
<Amaya? Moja wena nie wygasła....>
Od Amayi - CD Lena
Chwila szczęścia nie trwała jednak długo. Musieliśmy uciekać. Z dala od
miasta, ponieważ za niedługo skapną się, że nie ma mnie ani Lena. Po
godzinie marszu, musieliśmy się zatrzymać, bo moje nogi odmawiały
posłuszeństwa. Mimo tego, że Len nalegał iż może wziąć mnie na ręce, ja
upierałam żebyśmy zostali. Usnęliśmy pod drzewem, w ciągłym niepokoju i
strachu. Wyruszyliśmy gdy kiedy wstało słońce, dzięki temu uniknęliśmy
przemęczenia z powodu upału. Zaczęłam dziwnie wątpić, w to że uda nam
się uciec. Zawsze mogą przecież nas znaleźć, a gdy to zrobią nie będzie
kolorowo. Przed południem powitał nas wesoły szum rzeki, spragnieni
wypiliśmy kilka dużych łyków. Chciałam z nim porozmawiać, jednak
brakowało mi sił. Miałam nadzieję, że za niedługo zakończymy naszą
wędrówkę. Moje nogi spuchły, a na skórze pojawiły się dziwne plamy.
Chłopak nadal upierał się przy swoim, że jest w stanie mnie ponieść.
Całkowicie opadłam z sił, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Ból był
nie do zniesienia, dlatego zaczęłam się nadmiernie pocić.
- Len... chyba widzę tęczę... - uśmiechnęłam się nieprzytomnie do niego, przyprawiając go o zmartwienie. Bał się o mnie.- Oo, patrz czy ten dom, nie przypomina ci domku czarownicy?- wystawiłam rękę wskazując na polanę.
- Co ty wyglądu... - nagle ujrzał przed sobą nieduży dom.
Rzeczywiście przypominał chatkę Baby Jagi, ale to przez to że jego ściany porastał bluszcz.
Gdy Len tam doszedł, położył mnie delikatnie na ziemi. Otwarł drzwi. W środku było ciemno i śmierdziało... psem? Nagle usłyszeliśmy warczenie, a przez pokój przemknęło światło świeczki, oświetlając ścianę z kominkiem. Ogromny cień psa odbił się na nim.
- Czy to... - odezwał się grobowy głos.
Warczenie psa ucichło i nagle w całym domu zrobiło się jasno
-... goście! - przed nami stała mała dziewczynka o czarnych włosach i przyjemnym spojrzeniu. Była uśmiechnięta i tryskała jakąś dobrą energią.
Obydwoje się zdziwiliśmy, widząc dziecko ubrane w prześcieradło. Nagle coś rzuciło się na Lena i upadł na ziemię. To był ów sprawca naszego przerażenia. Mały, szary, puchaty piesek o wyglądzie husky'ego, lizał chłopaka po twarzy.
- Skąd ty wytrzasnąłeś, tego Pokemona? - spytałam nieprzytomnym tonem.
Lecz przerwała mi dziewczynka, łapiąc rozradowanego psa za brzuszek:
- Nie stójcie tak w progu! Wejdźcie.
- Eee, moja dziewczyna potrzebuje pomocy i...
- Proszę! Zapraszam! - zachęciła go ręką siedmiolatka.
Len wziął mnie na ręce i położył na kanapie w środku. Dom był piękny w środku. sprawiał wrażenie nowoczesnego i bardzo zadbanego.
- Zaraz się nią zajmę. Maruu! - zawołała na pieska.- Przynieś piłkę!
Pies zaczął biec po schodach w górę. - A ty usiądź! Niegrzecznie tak stać. - warknęła ,uśmiechnięta dziewczynka, na Lena.
Chłopak spełnił jej prośbę. Wciąż był zdziwiony. Po chwili dziewczynka bardzo dokładnie posmarowała moje nogi i zabandażowała. W tym czasie piesek, dosłownie, zleciał ze schodów z dużą encyklopedią. dziewczynka pobiegła do niego i położyła książkę na dużym stole. Coś mruczała pod nosem. Len odchrząknął.
- Wybacz, że cię niepokoimy, pewnie twoi rodzice się zdziwią gdy nas to zobaczą...
- Moi rodzice... zostali zabrani... przez złego burmistrza - odpowiedziała smutnym tonem. Po chwili zmieniła temat.- Postaram się wam pomóc z całych moich sił. Możecie u mnie zostać ile chcecie, nikt nie wie o mojej chatce w lesie.
- Dziękujemy - odparł szybko Len.
- Hej, Len. Pozwól, że ja... zamknę na chwilę oczy... dobrze... ale mnie obudź, jak będzie... już .... ranek...
Dziewczynka spojrzała na mnie ze zdziwieniem, po czym poprawiła mi poduszkę.
- Nie martw się. Ona tylko usnęła. Obudzi się - powiedziała do Lena.- Teraz trzeba ją przenieść, na górę. Wybaczcie ale mam tylko jedno łóżko i kanapę. A ja zazwyczaj śpię tutaj, więc musicie się zmieścić na górze. Idź za Maruu, do sypialni moich... rodziców... połóż ją tam i niech odpoczywa.
Len skinął głową. Chyba nie mógł wydusić słowa, przez to co stało się przed chwilą. Wziął mnie na ręce i poszedł za psem.
Całkiem miła ta dziewczynka. Czy ją też dosięgnął gniew władz miasta? I dlaczego chce nam pomóc?
< Len, ta dziewczynka chce nam pomóc xd Wybacz, że tak późno T-T>
- Len... chyba widzę tęczę... - uśmiechnęłam się nieprzytomnie do niego, przyprawiając go o zmartwienie. Bał się o mnie.- Oo, patrz czy ten dom, nie przypomina ci domku czarownicy?- wystawiłam rękę wskazując na polanę.
- Co ty wyglądu... - nagle ujrzał przed sobą nieduży dom.
Rzeczywiście przypominał chatkę Baby Jagi, ale to przez to że jego ściany porastał bluszcz.
Gdy Len tam doszedł, położył mnie delikatnie na ziemi. Otwarł drzwi. W środku było ciemno i śmierdziało... psem? Nagle usłyszeliśmy warczenie, a przez pokój przemknęło światło świeczki, oświetlając ścianę z kominkiem. Ogromny cień psa odbił się na nim.
- Czy to... - odezwał się grobowy głos.
Warczenie psa ucichło i nagle w całym domu zrobiło się jasno
-... goście! - przed nami stała mała dziewczynka o czarnych włosach i przyjemnym spojrzeniu. Była uśmiechnięta i tryskała jakąś dobrą energią.
Obydwoje się zdziwiliśmy, widząc dziecko ubrane w prześcieradło. Nagle coś rzuciło się na Lena i upadł na ziemię. To był ów sprawca naszego przerażenia. Mały, szary, puchaty piesek o wyglądzie husky'ego, lizał chłopaka po twarzy.
- Skąd ty wytrzasnąłeś, tego Pokemona? - spytałam nieprzytomnym tonem.
Lecz przerwała mi dziewczynka, łapiąc rozradowanego psa za brzuszek:
- Nie stójcie tak w progu! Wejdźcie.
- Eee, moja dziewczyna potrzebuje pomocy i...
- Proszę! Zapraszam! - zachęciła go ręką siedmiolatka.
Len wziął mnie na ręce i położył na kanapie w środku. Dom był piękny w środku. sprawiał wrażenie nowoczesnego i bardzo zadbanego.
- Zaraz się nią zajmę. Maruu! - zawołała na pieska.- Przynieś piłkę!
Pies zaczął biec po schodach w górę. - A ty usiądź! Niegrzecznie tak stać. - warknęła ,uśmiechnięta dziewczynka, na Lena.
Chłopak spełnił jej prośbę. Wciąż był zdziwiony. Po chwili dziewczynka bardzo dokładnie posmarowała moje nogi i zabandażowała. W tym czasie piesek, dosłownie, zleciał ze schodów z dużą encyklopedią. dziewczynka pobiegła do niego i położyła książkę na dużym stole. Coś mruczała pod nosem. Len odchrząknął.
- Wybacz, że cię niepokoimy, pewnie twoi rodzice się zdziwią gdy nas to zobaczą...
- Moi rodzice... zostali zabrani... przez złego burmistrza - odpowiedziała smutnym tonem. Po chwili zmieniła temat.- Postaram się wam pomóc z całych moich sił. Możecie u mnie zostać ile chcecie, nikt nie wie o mojej chatce w lesie.
- Dziękujemy - odparł szybko Len.
- Hej, Len. Pozwól, że ja... zamknę na chwilę oczy... dobrze... ale mnie obudź, jak będzie... już .... ranek...
Dziewczynka spojrzała na mnie ze zdziwieniem, po czym poprawiła mi poduszkę.
- Nie martw się. Ona tylko usnęła. Obudzi się - powiedziała do Lena.- Teraz trzeba ją przenieść, na górę. Wybaczcie ale mam tylko jedno łóżko i kanapę. A ja zazwyczaj śpię tutaj, więc musicie się zmieścić na górze. Idź za Maruu, do sypialni moich... rodziców... połóż ją tam i niech odpoczywa.
Len skinął głową. Chyba nie mógł wydusić słowa, przez to co stało się przed chwilą. Wziął mnie na ręce i poszedł za psem.
Całkiem miła ta dziewczynka. Czy ją też dosięgnął gniew władz miasta? I dlaczego chce nam pomóc?
< Len, ta dziewczynka chce nam pomóc xd Wybacz, że tak późno T-T>
Od Hisashi - CD Nessie
Nie ucieszył mnie ten pomysł. Chciałem go
wykończyć... Yh. Dlaczego nie uciekła? Dlaczego kazała mi przestać?
Przecież dałbym se rade... Przejechałem pazurami po wilku i rzuciłem się
w stronę dziewczyny. Schylając się wbiegłem pod jej nogi, a prostując
usadziłem na swoim grzbiecie i pobiegłem zostawiając wilka. Poczułem
jedynie, jak dziewczyna trzyma się mocno mojej sierści by nie spaść...
- D-Daleko jeszcze? - powiedziała po dłuższym czasie. - Nie, zaraz będziemy z powrotem... - powiedziałem pod nosem rozglądając się dookoła. Tak, to prawda. Zgubiłem się. Świetnie! I co dziewczyna se pomyśli?! Co mogłem zrobić?! Polegać na własnej kiepskiej, podkreślam kiepskiej pamięci. Nie mogłem wywęszyć drogi do namiotu, bo wilk przejechał mój nos i czułem jedynie krew wypływającą strumieniami. Po ok. godzinie zatrzymałem się w środku lasu. Dyszałem i patrzyłem się przed siebie pustym wzrokiem. - Co jest? - dziewczyna spytała po chwili ciszy. - Wybacz Nessie... - wydyszałem i zakaszlałem - zgubiliśmy się... - zmęczony upadłem na ziemię. - H-Hisashi! Popatrzyłem na dziewczynę kątem oka i podszedłem pod duży kamień. Ułożyłem się jako wilk i skuliłem. - Chodź tu... - wymamrotałem i zamknąłem oczy - jutro poszukamy. Dziś za ciemno już. - Ale..! - krzyknęła na mnie, ale ja jej przerwałem - Jeżeli będziemy szukać dalej, to się jeszcze bardziej zgubimy... - westchnąłem - Dobranoc.. <Nessie? Dobranoc ^^> |
||
Od Ririchiyo
Nienawidzę ludzi....a czemu ? bo są oszustami i próbują się podlizać dosłownie każdemu.Kiedy byłam mała i dokuczali mi w szkole.Przychodzili nauczyciele i krzyczeli na nich tylko po to żeby moja rodzina lepiej na nich patrzyła.Ale co to dawało mi ? jedynie cierpiałam.Zawsze trzymałam się na poboczu tak samo tutaj.Podczas pełni wyrastają mi uszy i ogon za to przez resztę czasu wyglądam normalnie.No prawie gdyby nie to że mogę zmienić się w lisa o dziesięciu ogonach.Jak zwykle podczas zachodu księżyca ruszyłam nad jezioro i siadając na gałęzi w postaci lisa czuwałam.Zauważyłam że ktoś nadchodzi więc kiedy osoba była blisko zeskoczyłam prosto pod nogi.
-Co tutaj robisz ?- warknęłam.
<?>
-Co tutaj robisz ?- warknęłam.
<?>
Nieobecnosc
Z powodu spraw osobistych adminka Yuuko do poniedziałku będzie nieobecna. Prosiłabym o wysyłanie formularzy, opowiadań do drugiej adminki milki.
Dziękuję .
Dziękuję .
czwartek, 24 kwietnia 2014
Od Luki CD Seiki
Widziałam jak bezsensownie próbuje powstrzymać śmiech.
- Z takim "nadgarstkiem" to ty padniesz, mój drogi.
- Żebyś się nie zdziwiła..
Zaczęłam patrzeć się na otoczenie, o mój Boże .. Nigdy w życiu nie widziałam piękniejszego krajobrazu. Wszędzie takie tajemnicze kwiaty, słońce pięknie oświetlało konary drzew.
- Na co się tak patrzysz ?
- Na, na to wszystko.
- Podoba ci się ?
- Tu jest rewelacyjnie !
Rewelacyjnie? To za lekkie określenie! Tu było cudownie, bosko. Idealnie by się tu mieszkało gdyby założyło się rodzinę ! Eee ? Luka? Nie za szybko ty lecisz? Wgl on na pewno nigdy Nigdy w życiu nie chciałby KIEDYS powtarzam KIEDYS założyć z tobą rodzinę ! Poza tym ogarnij się! Do Czego ty zmierzasz?! Masz dopiero 17 lat !
- Też mi się podoba. Chodź, pokaże ci .. em tu niedaleko jest domek.
- A ktoś w nim jest ?! - wzdrygnęłam się.
- Nie, tylko duchy..
- Aha jasne ! Idiota ! - mruknęłam.
< Seiki ^^ Teraz dążymy do małżeństwa?! XDDDDD >
- Z takim "nadgarstkiem" to ty padniesz, mój drogi.
- Żebyś się nie zdziwiła..
Zaczęłam patrzeć się na otoczenie, o mój Boże .. Nigdy w życiu nie widziałam piękniejszego krajobrazu. Wszędzie takie tajemnicze kwiaty, słońce pięknie oświetlało konary drzew.
- Na co się tak patrzysz ?
- Na, na to wszystko.
- Podoba ci się ?
- Tu jest rewelacyjnie !
Rewelacyjnie? To za lekkie określenie! Tu było cudownie, bosko. Idealnie by się tu mieszkało gdyby założyło się rodzinę ! Eee ? Luka? Nie za szybko ty lecisz? Wgl on na pewno nigdy Nigdy w życiu nie chciałby KIEDYS powtarzam KIEDYS założyć z tobą rodzinę ! Poza tym ogarnij się! Do Czego ty zmierzasz?! Masz dopiero 17 lat !
- Też mi się podoba. Chodź, pokaże ci .. em tu niedaleko jest domek.
- A ktoś w nim jest ?! - wzdrygnęłam się.
- Nie, tylko duchy..
- Aha jasne ! Idiota ! - mruknęłam.
< Seiki ^^ Teraz dążymy do małżeństwa?! XDDDDD >
Ririchiyo Shirakiin
Nazwisko: Shirakiin
Pseudonim: Chi|Riri
Płeć: Kobieta
Wiek: 16
Rasa: Lis
Stanowisko: Szpieg
Partner/ka: --
Charakter: Cicha|Tajemnicza|Niezależna|Dowiesz się wkrótce....
Aparycja:
Dziewczyna średniego wzrostu.Ma długie kruczo-czarne włosy i fiołkowe
oczy.Nie lubi towarzystwa i kocha samotność.Czasem lubi się odezwać,ale
kiedy jest potrzeba.
Moce: Umysłowe (np.może zakażać mózg lub kontrolować go.)|Duchowe (np. może przywołać lub wyssać czyjąś duszę.)
Historia:Kiedy
była mała miała siostrę której nienawidziła,tak samo rodziny.W jej
żyłach płynęła najwięcej krwi dzięki której mogła zmieniać się w
kota.Jej rodzice gardząc nią bardziej niż "chroniąc" kazali służbie
opiekować się nią.Jej siostrę obdarzyli opieką i miłością a ją porzucili
w końcu uciekła nie pozostawiając po sobie nic.Potem nie pamięta jak
się tu znalazła.
Sterujący: FerioCity
Inne zdjęcia:
od Lena - CD Amayi
Amayi nie było już dłuższy czas co mnie zaczęło niepokoić. Od razu ten czarnowłosy chłopak mi się nie podobał. Nagle burmistrz na mnie skinął, a ja posłusznie podszedłem.
- Gdzie ona jest? - spytał przyciszonym głosem. Ja pokręciłem tylko głową.
- Idź jej poszukać - nakazał burmistrz. Skłoniłem się i wyszedłem śpiesznym krokiem z sali bankietowej. Gdy byłem w korytarzu zacząłem biec, a prowadził mnie mój wilczy węch. Doszedłem do pokoju, w którym powinna znajdować się Amaya. Nacisnąłem klamkę.
Zamknięte!
Nacisnąłem mocniej. Dalej nie chciały się otworzyć!
Usłyszałem ciche jęki Amayi.
- Panienko! - zacząłem wołać przez drzwi. - Niech panienka otworzy drzwi!
- Wybacz, sługusie - odparł mi męskie głos. - Panienka jest teraz zajęta.
Dość tego udawania - to była moja pierwsza myśl. I ta myśl miała chyba rację. Zacząłem walić w drzwi i kopać je. Niestety na próżno.
- Zostaw ją! - zacząłem krzyczeć.
- Sługusie, czyżby była dla ciebie taka cenna? - znów ten sam głos.
- Jest dla mnie cenniejsza od mojego życia - odparłem machinalnie. Rozpędziłem się i mocno kopnąłem drzwi. Wypadły z zawiasów z głośnym hukiem.
Czarnowłosy chłopak - mniej więcej w moim wieku - trzymał mocno Amayę.
- Ostrzegam cię - zacząłem, a moje brwi się zbiegły - zostaw ją, jeśli ci zycie miłe.
On tylko się zaśmiał, a Amaya patrzyła na mnie przerażona.
- Jako sługus nie masz żadnych praw.
Zza mankietu wyciągnąłem nóż.
- Wybacz, ale nie jestem sługusem. Jestem tym, który powinien nie żyć.
Chłopak nie zrozumiał. Podszedłem do niego wciąż trzymając nóż. On cofnął się o krok.
- Teraz puścisz ją, natychmiast.
Chłopak wyprostował się.
- Ani mi się śni.
Walnąłem go w nos. On wypuścił Amayę po czym złapał się za twarz. Zaczął rozcierać obolałe miejsce. Amaya przylgnęła do mnie.
- L-Len! - zaczęła, ale ja ją szybko ucieszyłem.
- Uciekamy - odparłem.
By było szybciej wziąłem ją na ręce i wybiegłem z pokoju. Pobiegłem do końca korytarza. Było tam okno. Szybko je otworzyłem i stanąłem na parapecie. Pobliski budynek nie był daleko, a okno też nie było wysoko umieszczone. Skoczyłem na dach sąsiedniego budynku.
- Gdzie ona jest? - spytał przyciszonym głosem. Ja pokręciłem tylko głową.
- Idź jej poszukać - nakazał burmistrz. Skłoniłem się i wyszedłem śpiesznym krokiem z sali bankietowej. Gdy byłem w korytarzu zacząłem biec, a prowadził mnie mój wilczy węch. Doszedłem do pokoju, w którym powinna znajdować się Amaya. Nacisnąłem klamkę.
Zamknięte!
Nacisnąłem mocniej. Dalej nie chciały się otworzyć!
Usłyszałem ciche jęki Amayi.
- Panienko! - zacząłem wołać przez drzwi. - Niech panienka otworzy drzwi!
- Wybacz, sługusie - odparł mi męskie głos. - Panienka jest teraz zajęta.
Dość tego udawania - to była moja pierwsza myśl. I ta myśl miała chyba rację. Zacząłem walić w drzwi i kopać je. Niestety na próżno.
- Zostaw ją! - zacząłem krzyczeć.
- Sługusie, czyżby była dla ciebie taka cenna? - znów ten sam głos.
- Jest dla mnie cenniejsza od mojego życia - odparłem machinalnie. Rozpędziłem się i mocno kopnąłem drzwi. Wypadły z zawiasów z głośnym hukiem.
Czarnowłosy chłopak - mniej więcej w moim wieku - trzymał mocno Amayę.
- Ostrzegam cię - zacząłem, a moje brwi się zbiegły - zostaw ją, jeśli ci zycie miłe.
On tylko się zaśmiał, a Amaya patrzyła na mnie przerażona.
- Jako sługus nie masz żadnych praw.
Zza mankietu wyciągnąłem nóż.
- Wybacz, ale nie jestem sługusem. Jestem tym, który powinien nie żyć.
Chłopak nie zrozumiał. Podszedłem do niego wciąż trzymając nóż. On cofnął się o krok.
- Teraz puścisz ją, natychmiast.
Chłopak wyprostował się.
- Ani mi się śni.
Walnąłem go w nos. On wypuścił Amayę po czym złapał się za twarz. Zaczął rozcierać obolałe miejsce. Amaya przylgnęła do mnie.
- L-Len! - zaczęła, ale ja ją szybko ucieszyłem.
- Uciekamy - odparłem.
By było szybciej wziąłem ją na ręce i wybiegłem z pokoju. Pobiegłem do końca korytarza. Było tam okno. Szybko je otworzyłem i stanąłem na parapecie. Pobliski budynek nie był daleko, a okno też nie było wysoko umieszczone. Skoczyłem na dach sąsiedniego budynku.
***
W lesie było cicho.
Zatrzymałem się pod jednym z wielkich dębów i posadziłem Amayę na pobliskim omszałym kamieniu. Ja kucnąłem przed nią.
- Pokaż nogi - powiedziałem.
Dziewczyna lekko podniosła spódnicę i pokazała mi nogi.
- Bolą? - spytałem.
- Bardzo.
- Nie wyleczyły się do końca. Musisz je oszczędzać.
Wstałem i wtedy został mi wymierzony potężny cios z liści w prawy policzek.
- Czemu nic nie mówiłeś!? - krzyknęła Amaya.
- Nie mogłem. To było dla mojego i twojego bezpieczeństwa.
Po policzkach dziewczyny zaczęły lecieć duże łzy.
- Było mi tak strasznie smutno! Nawet nie wiesz co przeżyłam, głąbie!
Uśmiechnąłem się lekko.
- Wybacz - powiedziałem.
Amaya przytuliła mnie mocno, a ja ją objąłem.
- Tęskniłam za tobą, Len.
<Amaya? Prawda wyszła na jaw ^^>
Od Amayi CD Len
Na stole było pełno jedzenia. Musiałam się powstrzymywać od spróbowania, chociaż jedna z żon bogatych naukowców nakłaniała mnie to tego. Mój honor na to nie pozwalał. Niestety. Cały czas musiałam wstawać od stolika, bo jakiś idiota ubzdurał sobie taniec ze mną, a przez to czułam że nogi mi wysiadają. Nie dość że dopiero co zagoiły się po długiej rehabilitacji, to jeszcze ciągłe ich przemęczanie mogło całkowicie je wykończyć. Zauważyłam jak obok mnie siada jakiś chłopak. Być może niewiele starszy ode mnie. Miał czarne włosy i zadarty nos oraz lekko spiczasty podbródek co dodawało mu dziwnej pewności siebie. Cały czas się we mnie wpatrywał co przyprawiało mnie o dreszcze.
- Jak ci na imię? - spytał odgarniając mi włosy z czoła.
Chciałam go uderzyć jednak z ukosa zauważyłam poważną twarz burmistrza. Pokręcił on głową.
- A...amaya - powiedziałam nieśmiało.
- Cóż, piękne imię. Miło mi cię poznać jestem Takeshi. Miałabyś ochotę przejść się ze mną na plac? Mógłbym pokazać ci ogród.
- Tak, bardzo chętnie - skinęłam głową i wstałam od stołu.
To była dobra chwila by uciec. Nawet zbyt dobra... Szliśmy przez korytarz - ja ze spuszczoną głową, on ze wzrokiem wbitym we mnie.
- Widzę że jesteś nieśmiała - odpowiedział, próbując się do mnie przybliżyć.
Poczułam jak kładzie mi rękę na ramieniu. Nagle stanęłam i oznajmiłam że muszę iść do toalety.
- Jasne poczekam tu na ciebie - rzekł szorstko.
Co on sobie do cholery myślał?! Czy ja wyglądam jak pierwsza lepsza panienka do "towarzystwa"? Pobiegłam w stronę toalety. Po chwili się zgubiłam i weszłam do pierwszego lepszego pomieszczenia. Po krótkim szukaniu włącznika, zapaliłam światło. Pomieszczenie chyba należało do jakiegoś dzieciaka.
- Dobrze się bawisz? - usłyszałam głos za sobą.
Obróciłam się i ujrzałam Takeshi.
- Myślałam że tutaj jest łazie...
Nagle chwycił mnie mocno za rękę. Dotknął mojego policzka.
- Co robisz? Zostaw mnie w spokoju - syknęłam próbując go ugryźć.
- Widzę że trafiła mi się niezła sztuka - zaśmiał się i chwycił jedną ręką, moją talię.
Próbowałam się wyrwać, gdy nagle z pomocą przyszła mi kocia forma. Zamieniłam się w kotkę i skoczyłam mu na twarz, drapiąc skórę. On jednak okazał się za silny i gdy już miałam odskoczyć chwycił mnie za kark. Syknęłam i zaczęłam miauczeć. Ruszałam moimi łapami w celu dosięgnięcia twarzy chłopaka. Ten tylko rzucił mną o podłogę i kopnął. Pobiegł do drzwi i zatrzasnął je, zamykając na klucz. Powróciłam do ludzkiej formy i uderzyłam w drzwi.
- Wypuść mnie! - krzyczałam.
Mogłam się domyślić. Nikt nie przyjdzie mi na pomoc i to dlatego że byłam INNA. W pokoju nawet nie było okna, wtedy mogłabym wyskoczyć i uciec. Zsunęłam się po ścianie i zalałam łzami.
< Len, taki średni ten incydent ale nic nie mogłam wymyślić T-T>
- Jak ci na imię? - spytał odgarniając mi włosy z czoła.
Chciałam go uderzyć jednak z ukosa zauważyłam poważną twarz burmistrza. Pokręcił on głową.
- A...amaya - powiedziałam nieśmiało.
- Cóż, piękne imię. Miło mi cię poznać jestem Takeshi. Miałabyś ochotę przejść się ze mną na plac? Mógłbym pokazać ci ogród.
- Tak, bardzo chętnie - skinęłam głową i wstałam od stołu.
To była dobra chwila by uciec. Nawet zbyt dobra... Szliśmy przez korytarz - ja ze spuszczoną głową, on ze wzrokiem wbitym we mnie.
- Widzę że jesteś nieśmiała - odpowiedział, próbując się do mnie przybliżyć.
Poczułam jak kładzie mi rękę na ramieniu. Nagle stanęłam i oznajmiłam że muszę iść do toalety.
- Jasne poczekam tu na ciebie - rzekł szorstko.
Co on sobie do cholery myślał?! Czy ja wyglądam jak pierwsza lepsza panienka do "towarzystwa"? Pobiegłam w stronę toalety. Po chwili się zgubiłam i weszłam do pierwszego lepszego pomieszczenia. Po krótkim szukaniu włącznika, zapaliłam światło. Pomieszczenie chyba należało do jakiegoś dzieciaka.
- Dobrze się bawisz? - usłyszałam głos za sobą.
Obróciłam się i ujrzałam Takeshi.
- Myślałam że tutaj jest łazie...
Nagle chwycił mnie mocno za rękę. Dotknął mojego policzka.
- Co robisz? Zostaw mnie w spokoju - syknęłam próbując go ugryźć.
- Widzę że trafiła mi się niezła sztuka - zaśmiał się i chwycił jedną ręką, moją talię.
Próbowałam się wyrwać, gdy nagle z pomocą przyszła mi kocia forma. Zamieniłam się w kotkę i skoczyłam mu na twarz, drapiąc skórę. On jednak okazał się za silny i gdy już miałam odskoczyć chwycił mnie za kark. Syknęłam i zaczęłam miauczeć. Ruszałam moimi łapami w celu dosięgnięcia twarzy chłopaka. Ten tylko rzucił mną o podłogę i kopnął. Pobiegł do drzwi i zatrzasnął je, zamykając na klucz. Powróciłam do ludzkiej formy i uderzyłam w drzwi.
- Wypuść mnie! - krzyczałam.
Mogłam się domyślić. Nikt nie przyjdzie mi na pomoc i to dlatego że byłam INNA. W pokoju nawet nie było okna, wtedy mogłabym wyskoczyć i uciec. Zsunęłam się po ścianie i zalałam łzami.
< Len, taki średni ten incydent ale nic nie mogłam wymyślić T-T>
Od Seiki CD Luki
- Jesteś głupia - warknąłem na nią, oglądając jej ranę.
Wnyki mocno zatrzasnęły się na jej skórze.
- Nie mów tak! - odpowiedziała cicho, bliska wybuchu wściekłości.
- Czy ty mnie nienawidzisz? Bo nie mogę zrozumieć, dlaczego ryzykujesz swoje życie w mojej obronie...
- Bo cię kocham, a po za tym sam zostałeś ranny. Więc co, miałam cię zostawić na śmierć?
- Umiem się sam obronić. Pokaże ci, zaatakuj mnie - powiedziałem pewnym siebie tonem.
- Nie żartuj - prychnęła. - Nie musisz mi demonstrować swojej siły.
- Zrób to! - krzyknąłem.
W sumie sam nie wiem co mnie napadło. Luka, była dla mnie tak ważna, że zapragnąłem by w ogóle nie myślała o tym by mnie chronić. Sam doskonale to umiałem, a po za tym jestem facetem, co nie? Luka niechętnie wstała i zaatakowała mnie. Zablokowałem jej cios ręką, co było błędem.
- Auć... nie w nadgarstek... - mruknąłem i włożyłem dłoń do zimnej wody.
- Właśnie widzę jak umiesz się obronić - powiedziała nadąsana.
To było całkiem zabawne. Prawie wybuchnąłem śmiechem. Powstrzymał mnie tylko mój honor, lecz mimo to musiałem przytkać usta dłonią.
< Luka? ;3 Kłótnia przedmałżeńska XDD>
Wnyki mocno zatrzasnęły się na jej skórze.
- Nie mów tak! - odpowiedziała cicho, bliska wybuchu wściekłości.
- Czy ty mnie nienawidzisz? Bo nie mogę zrozumieć, dlaczego ryzykujesz swoje życie w mojej obronie...
- Bo cię kocham, a po za tym sam zostałeś ranny. Więc co, miałam cię zostawić na śmierć?
- Umiem się sam obronić. Pokaże ci, zaatakuj mnie - powiedziałem pewnym siebie tonem.
- Nie żartuj - prychnęła. - Nie musisz mi demonstrować swojej siły.
- Zrób to! - krzyknąłem.
W sumie sam nie wiem co mnie napadło. Luka, była dla mnie tak ważna, że zapragnąłem by w ogóle nie myślała o tym by mnie chronić. Sam doskonale to umiałem, a po za tym jestem facetem, co nie? Luka niechętnie wstała i zaatakowała mnie. Zablokowałem jej cios ręką, co było błędem.
- Auć... nie w nadgarstek... - mruknąłem i włożyłem dłoń do zimnej wody.
- Właśnie widzę jak umiesz się obronić - powiedziała nadąsana.
To było całkiem zabawne. Prawie wybuchnąłem śmiechem. Powstrzymał mnie tylko mój honor, lecz mimo to musiałem przytkać usta dłonią.
< Luka? ;3 Kłótnia przedmałżeńska XDD>
środa, 23 kwietnia 2014
Od Lena - CD Amayi
Skłoniłem się w pasie mówiąc ciche "Yes, sir!", po czym wyszedłem łapiąc Amayę za rękę. Nie wyrywała mi się.
- Co ci powiedział - odezwałem się nagle. Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale po chwili zrozumiała o co chodzi.
- Mam być jego partnerką na dzisiejszym bankiecie. Tam gdzie ty i inni chłopcy jedziecie.
- Rozumiem - odparłem.
Nastała chwila ciszy, którą przerwała kotka.
- Dziękuję.
Spojrzałem na nią nie za bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
- Za wczoraj - dodała szybko. - Dzięki temu było mi lżej.
Wzruszyłem ramionami.
- Bardzo proszę - odparłem.
- Od kiedy tu służysz?
Musiałem się chwilę zastanowić, by wymyślić sensowną odpowiedź. Przecież nie mogłem powiedzieć "Od wczorajszego bankietu".
- Od kilku dni - powiedziałem w końcu.
- Widziałeś egzekucję pewnego chłopca? Takiego w mniej więcej moim wieku?
- Nie. Ale słyszałem coś niecoś od innych sług.
- Ja tam byłam i stałam na tym cholernym podium. A ten młodzieniec to był mój chłopak. Jesteś do niego bardzo podobny, dlatego wczoraj nazwałam cię jego imieniem.
- Len?
Skinęła głową.
- Bardzo mi przykro z powodu twojej straty - doszliśmy do jej pokoju. - Musisz tutaj zaczekać dopóki ktoś tu po ciebie nie przyjdzie.
Otworzyłem jej drzwi, a ona weszła; po czym zamknąłem.
- Co ci powiedział - odezwałem się nagle. Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale po chwili zrozumiała o co chodzi.
- Mam być jego partnerką na dzisiejszym bankiecie. Tam gdzie ty i inni chłopcy jedziecie.
- Rozumiem - odparłem.
Nastała chwila ciszy, którą przerwała kotka.
- Dziękuję.
Spojrzałem na nią nie za bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
- Za wczoraj - dodała szybko. - Dzięki temu było mi lżej.
Wzruszyłem ramionami.
- Bardzo proszę - odparłem.
- Od kiedy tu służysz?
Musiałem się chwilę zastanowić, by wymyślić sensowną odpowiedź. Przecież nie mogłem powiedzieć "Od wczorajszego bankietu".
- Od kilku dni - powiedziałem w końcu.
- Widziałeś egzekucję pewnego chłopca? Takiego w mniej więcej moim wieku?
- Nie. Ale słyszałem coś niecoś od innych sług.
- Ja tam byłam i stałam na tym cholernym podium. A ten młodzieniec to był mój chłopak. Jesteś do niego bardzo podobny, dlatego wczoraj nazwałam cię jego imieniem.
- Len?
Skinęła głową.
- Bardzo mi przykro z powodu twojej straty - doszliśmy do jej pokoju. - Musisz tutaj zaczekać dopóki ktoś tu po ciebie nie przyjdzie.
Otworzyłem jej drzwi, a ona weszła; po czym zamknąłem.
***
Była godzina 5. Burmistrz kazał się zbierać. Byłem już przebrany i gotowy. Pół godziny wcześniej na moją prośbę Mary podcięła mi włosy i znów je ułożyła. Teraz sięgały mi brody, a czego z tyłu były krótsze. Burmistrz nie zwrócił na nas (czyli na mnie innych chłopców) uwagi. Skupił się raczej na Amayi. Ona zaś zauważyła moją zmianę fryzury i uśmiechnęła się.
Wszyscy weszliśmy do dużej limuzyny. Wcześniej poznałem imiona moich towarzyszy sług. Byli to Sage, Morty, Raphael, Emis oraz Alkul. Cała nasza szósta siedziała naprzeciwko Burmistrza. Wszyscy mięliśmy wzrok wlepiony w podłogę lub kolana.
Miejsce bankietu było ogromne. Był to raczej ogromny pałac otoczony wspaniałymi i symetrycznymi ogrodami. Pałac też był symetryczny. Na powitanie nas przyszło dwóch niemal identycznych ubranych na czarno lokai. Otworzyli oni nam najpierw bramę ogrodu i zaprowadzili pod drzwi. Były ogromne; miały chyba wysokość 3 metrów. Lokaje zapukali 3 razy, po czym wrota otworzyły się same. Pokłonili się i burmistrz wszedł. Ja i reszta chłopców ruszyliśmy o jakieś 6 kroków za nim. Amaya szła obok niego. Ubrana została w długą łososiową, balową sukienkę z białymi kokardkami i falbankami. Wyglądała naprawdę pięknie.
My - jako służba - zostaliśmy przydzieleni do noszenia potraw. Wszyscy się śmiali, gadali i tańczyli. Amaya cieszyła się wielkim powodzeniem mimo swojej odmienności. Wielu mężczyzn z nią tańczyło. Może to i dobrze?
Ale w pewnym momencie wydarzył się pewien niemiły dla Amayi incydent...
<Amaya? Jaki to będzie incydent? ^-^>
Od Nessie CD Hisashi
Nie chciałam go zostawić, więc nie uciekłam. Tym bardziej, że zapewne zgubiłabym się jak poprzednim razem. Wobec dwóch wilków szarpiących się niemal w morderczym uścisku byłam zupełnie bezradna. Przemiana w małego kociątka z pewnością by mi nie pomogła. Moje moce również niewiele tu uczynią, ale wreszcie postanowiłam użyć swej zdolności władania nad wiatrem w celu odepchnięcia złowrogiego wilka tak, żeby nie zranić chłopaka. Skierowałam dłonie przed siebie i zgięłam palce do wewnątrz. Pomiędzy nimi z czystej materii powstała kula wirującego powietrza. Po chwili nieznacznym, lecz precyzyjnym ruchem dłoni nasłałam wiatr na przeciwnika. Cofnął się przerażony, ale nie zdołał uniknąć ataku i za sprawą rozhukanego żywiołu silnie uderzył w najbliższe drzewo, osuwając się na podłoże. Rzucił na mnie zawistne spojrzenie. Hisashi podbiegł do niego, prawdopodobnie z zamiarem zadania ciosu przesądzającego losy walki, ale zanim to zrobił, krzyknęłam:
- Zostaw go! Nie wiesz, co się z nim stało... Zaraz może się podnieść... Uciekajmy. - popatrzałam na niego wyczekująco.
< Hisashi? Zwiewamy? c: >
- Zostaw go! Nie wiesz, co się z nim stało... Zaraz może się podnieść... Uciekajmy. - popatrzałam na niego wyczekująco.
< Hisashi? Zwiewamy? c: >
Od Amayi CD Len
Cała ta cholerna impreza trwała bardzo długo. Połowa osób zdążyła wyjść przed północą, jednak ci co nie mieli żon i dzieci siedzieli do popołudnia. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Uniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś służącego o czarnych włosach.
- Musisz iść. Burmistrz nakazuje ci abyś do niego przyszła.
Po chwili wstałam i szłam przez korytarz za lokajem. Otworzył on drzwi do biura, w którym śmierdziało tuszem drukarskim i papierosami. Zauważyłam że siedzi on na fotelu przy biurku i przeglądał papiery.
- Dziękuję, że ją tutaj przyprowadziłeś. Możesz iść i zawołaj kilku lokaji. Tych których spotkasz pierwszych. Niech się tu zjawią.
Skinął głową i wyszedł. Burmistrz wstał i podszedł do mnie. Ja przechyliłam głowę w drugą stronę, by na niego nie patrzeć.
- Spodobałaś się moim gościom, dlatego dzisiaj zabiorę cię jako moja partnerka na bankiet w ośrodku badawczym. Oczywiście jeżeli będziesz się źle zachowywać - przybliżył się do mnie znacznie i złapał za ramię- potraktujemy cię czymś złym.
Co on sobie myślał?! Jako partnerka, boże... Jak dobrze że dzrwi ponownie się otworzyły. Do pokoju weszło kilku chłopaków, mniej więcej w moim wieku, w tym lokaj który wczoraj mi pomógł, dając mi kanapkę i wodę. Był taki podobny do Lena. Ale pewnie to nie był on...
- Wy! - wskazał, burmistrz, palcem na służących.- Pojedziecie ze mną na bankiet. Muszę pokazać się z kimś u boku, żebym nie wyszedł na jakiegoś biedaka. A teraz idźcie. A ty zaprowadzisz ją do pokoju.
Wskazał na Lena, a ja poszłam za nim.
<Len? Sprawę imprezy zostawiam tobie c:>
- Musisz iść. Burmistrz nakazuje ci abyś do niego przyszła.
Po chwili wstałam i szłam przez korytarz za lokajem. Otworzył on drzwi do biura, w którym śmierdziało tuszem drukarskim i papierosami. Zauważyłam że siedzi on na fotelu przy biurku i przeglądał papiery.
- Dziękuję, że ją tutaj przyprowadziłeś. Możesz iść i zawołaj kilku lokaji. Tych których spotkasz pierwszych. Niech się tu zjawią.
Skinął głową i wyszedł. Burmistrz wstał i podszedł do mnie. Ja przechyliłam głowę w drugą stronę, by na niego nie patrzeć.
- Spodobałaś się moim gościom, dlatego dzisiaj zabiorę cię jako moja partnerka na bankiet w ośrodku badawczym. Oczywiście jeżeli będziesz się źle zachowywać - przybliżył się do mnie znacznie i złapał za ramię- potraktujemy cię czymś złym.
Co on sobie myślał?! Jako partnerka, boże... Jak dobrze że dzrwi ponownie się otworzyły. Do pokoju weszło kilku chłopaków, mniej więcej w moim wieku, w tym lokaj który wczoraj mi pomógł, dając mi kanapkę i wodę. Był taki podobny do Lena. Ale pewnie to nie był on...
- Wy! - wskazał, burmistrz, palcem na służących.- Pojedziecie ze mną na bankiet. Muszę pokazać się z kimś u boku, żebym nie wyszedł na jakiegoś biedaka. A teraz idźcie. A ty zaprowadzisz ją do pokoju.
Wskazał na Lena, a ja poszłam za nim.
<Len? Sprawę imprezy zostawiam tobie c:>
Od Lena - CD Amayi
Nie podobało mi się to jak traktują Amayę. Ale co mogłem zrobić? Jednocześnie miałem nadzieję, że mnie zbytnio nie rozpoznała. W pewnym momencie zauważyłem jak sprowadzają ją ze sceny i gdzieś prowadzą. Domyśliłem się, że będzie raczej głodna i zmęczona. Szybko wziąłem butelkę wody i kilka kanapek z zaplecza i wyszedłem z sali bankietowej.
Nie szukałem długo jej więzienia. Dzięki temu, że jestem wilkiem mój węch jest bardzo dobry. Dosyć szybko znalazłem pokój i do niego wszedłem. Było zgaszone światło; nie zapaliłem go.
W mroku dostrzegłem lśniące oczy dziewczyny. Podszedłem do niej.
- Masz tutaj kilka kanapek i wodę - powiedziałem kładąc przed nią butelkę i talerzyk.
Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem.
- Len? - wyszeptała cicho.
- Jestem Edward - odparłem szybko nie patrząc jej w oczy. - Szybko jedz i pij nim tu przyjdą.
Amaya nie zadawała więcej pytań. Chyba jednak zgasiłem nadzieję na mój powrót. Nagle drzwi rozwarły się szeroko i stanął w nich lokaj.
- Ej ty! - wskazał na mnie. - Co ty tu robisz?
- Przepraszam! - odparłem szybko wstając. - Chciałem dać jej tylko wodę i kilka kromek. Byłem pewny, że jest zmęczona.
Lokaj zmierzył mnie wzrokiem, po czym wzruszył ramionami.
- Ja ci nic nie zrobię, ale burmistrz może nie być zadowolony gdy się o tym dowie. Nie martw się, nie powiem mu. Tylko nie rób tego więcej.
- Tak jest! - szybko odpowiedziałem i skłoniłem się w pasie. Szybko wymaszerowałem, a lokaj zamknął za mną drzwi.
Znów trafiłem do sali bankietowej gdzie znów zacząłem usługiwać.
Wciąż nie wiedziałem jak ją uwolnić!
Nie szukałem długo jej więzienia. Dzięki temu, że jestem wilkiem mój węch jest bardzo dobry. Dosyć szybko znalazłem pokój i do niego wszedłem. Było zgaszone światło; nie zapaliłem go.
W mroku dostrzegłem lśniące oczy dziewczyny. Podszedłem do niej.
- Masz tutaj kilka kanapek i wodę - powiedziałem kładąc przed nią butelkę i talerzyk.
Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem.
- Len? - wyszeptała cicho.
- Jestem Edward - odparłem szybko nie patrząc jej w oczy. - Szybko jedz i pij nim tu przyjdą.
Amaya nie zadawała więcej pytań. Chyba jednak zgasiłem nadzieję na mój powrót. Nagle drzwi rozwarły się szeroko i stanął w nich lokaj.
- Ej ty! - wskazał na mnie. - Co ty tu robisz?
- Przepraszam! - odparłem szybko wstając. - Chciałem dać jej tylko wodę i kilka kromek. Byłem pewny, że jest zmęczona.
Lokaj zmierzył mnie wzrokiem, po czym wzruszył ramionami.
- Ja ci nic nie zrobię, ale burmistrz może nie być zadowolony gdy się o tym dowie. Nie martw się, nie powiem mu. Tylko nie rób tego więcej.
- Tak jest! - szybko odpowiedziałem i skłoniłem się w pasie. Szybko wymaszerowałem, a lokaj zamknął za mną drzwi.
Znów trafiłem do sali bankietowej gdzie znów zacząłem usługiwać.
Wciąż nie wiedziałem jak ją uwolnić!
<Amayo? <3 Trzeba cię jakoś ratować...>
Od Luki CD Seiki
Schowałam się w krzakach, widziałam jak bezsensownie przeszukują nasz dawny dom. Ah Cholera znów te "nasz", mój dawny dom i chwilowego Ah co ja gadam.
- Nie ma ich, przeszukajcie las, nie mogą być daleko! Na zachód!
Osz ty, przecież zostawiam tam Seiki! Jak go złapią, on nie da rady się bronić!
- Tu jestem, cześć ... - mruknęłam wychodząc z lasu.
- Łapać ją !
Dobra , teraz trzeba kierować się nie wschód a on prowadzi przez.. Miasto. Pięknie, cudownie ! Świetnie.. Ah co mam do stracenia ? Zaczęłam w ciele lisa biec do miasta. Tam ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było i szybko zgubiłam tamtych. Zaczęłam wracać gdy przez moją nieuwagę wpadłam we wnyki kłusownika. Aj no, nie boli tak bardzo choć też nie łaskocze. Zagryzłam łańcuch ze wnykami i Szłam dalej na 3 łapach. Na szczęście po 5 minutach zobaczyłam chłopaka..
< Wenus brakus ;/ Seiki >
- Nie ma ich, przeszukajcie las, nie mogą być daleko! Na zachód!
Osz ty, przecież zostawiam tam Seiki! Jak go złapią, on nie da rady się bronić!
- Tu jestem, cześć ... - mruknęłam wychodząc z lasu.
- Łapać ją !
Dobra , teraz trzeba kierować się nie wschód a on prowadzi przez.. Miasto. Pięknie, cudownie ! Świetnie.. Ah co mam do stracenia ? Zaczęłam w ciele lisa biec do miasta. Tam ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było i szybko zgubiłam tamtych. Zaczęłam wracać gdy przez moją nieuwagę wpadłam we wnyki kłusownika. Aj no, nie boli tak bardzo choć też nie łaskocze. Zagryzłam łańcuch ze wnykami i Szłam dalej na 3 łapach. Na szczęście po 5 minutach zobaczyłam chłopaka..
< Wenus brakus ;/ Seiki >
Od Amayi CD Len
Spojrzałam lekko do góry. Jeden z gości -raczej naukowiec- przypatrywał mi się dokładnie. Po chwili podszedł do siedzącego burmistrza i coś zaczął szeptać. Prezydent miasta skinął głową i odpowiedział cicho "świetny pomysł". Po chwili wstał i uderzył małym srebrnym, widelcem w kieliszek, napełniony po brzegi czerwonym szampanem.
- Drodzy naukowcy! - odezwał się z uśmiechem.- Jesteśmy tutaj by przedyskutować kilka spraw. Jedną z nich jest spalenie lasu, który może być siedliskiem tych paskudnych istot i wyłapanie ich. Następną rzeczą budowa ośrodka badawczego, na terenia spalonego boru. A teraz pragnę państwu zademonstrować jednego z tych mutantów. Została ona złapana przez niejaką wspaniałą kobietę - Mię Nagishi! Pragnę podziękować jej z całego serca. Za chwilę wprowadzimy na scenę jedną z nich i wtedy zobaczycie, jak niebezpieczne mogą byś te stworzenia.
Po chwili usiadł i rozległy się oklaski.
- Ej ty... - powiedział do najbliższego lokaja. Był nim Len.- Powiedz Akiemu by wyprowadził JĄ z sali i przygotował do występu. I ruszaj się.
Zauważyłam jak ten "lokaj" podchodzi do mężczyzny, który mnie tutaj przyprowadził, coś do niego szepcze, po czym odpina mnie od ściany.
- No wstawaj... - warknął na mnie.- A ty już idź to nie przedstawienie!
Wyprowadził mnie z sali i zaprowadził do pokoju. Podał ręcznik i miskę z wodą, bym mogła się wytrzeć. Zawołał po chwili jakąś wytrawnie ubraną kobietę, która przygotowała mi ubranie. Była to czerwono- łososiowa sukienka (podobna do sukienek jakie noszą łyżwiarki figurowe), która świetnia grała z moimi oczyma. Była stosunkowo krótka, co nie podobało mi się. Później mężczyzna wprowadził mnie za kulisy sceny. Obok mnie zauważyłam jakiegoś człowieka, ubranego w garnitur. Wyszedł na środek sceny gdzie był mikrofon i przemówił z uśmiechem:
- Drodzy goście! Dowiedzieli się państwo iż za chwilę odbędzie się pokaz. Proszę o uwagę.
Gdy zszedł ze sceny dosłownie wypchnięto mnie na nią. Słyszałam pogwizdywania i śmiechy.
- No zamieniaj się brzydulo... - syknął mój "opiekun", po czym zagroził, że uderzy mnie batem.
Niestety nie miałam wyjścia. Zamieniłam się w kotkę , a naukowcy i ich rodziny zaczęły coś szeptać: "to niesamowite", " jak ona to zrobiła?" Następnie kazali mi skakać jak jakiejś małpie cyrkowej przez obręcze, a gdy tego nie zrobiłam dostałam batem. Wszyscy śmiali się w niebogłosy, a najabardziej burmistrz. Po skończonym pokazie, wyprowadzili mnie zmęczoną z sali i zamknęli w pokoju. Bankiet jednak nadal trwał i często słyszałam głośne śmiechy i wiwaty. Byłam strasznie głodna, jednak nikt się o mnie nie zatroszczył.
<Len? :3>
- Drodzy naukowcy! - odezwał się z uśmiechem.- Jesteśmy tutaj by przedyskutować kilka spraw. Jedną z nich jest spalenie lasu, który może być siedliskiem tych paskudnych istot i wyłapanie ich. Następną rzeczą budowa ośrodka badawczego, na terenia spalonego boru. A teraz pragnę państwu zademonstrować jednego z tych mutantów. Została ona złapana przez niejaką wspaniałą kobietę - Mię Nagishi! Pragnę podziękować jej z całego serca. Za chwilę wprowadzimy na scenę jedną z nich i wtedy zobaczycie, jak niebezpieczne mogą byś te stworzenia.
Po chwili usiadł i rozległy się oklaski.
- Ej ty... - powiedział do najbliższego lokaja. Był nim Len.- Powiedz Akiemu by wyprowadził JĄ z sali i przygotował do występu. I ruszaj się.
Zauważyłam jak ten "lokaj" podchodzi do mężczyzny, który mnie tutaj przyprowadził, coś do niego szepcze, po czym odpina mnie od ściany.
- No wstawaj... - warknął na mnie.- A ty już idź to nie przedstawienie!
Wyprowadził mnie z sali i zaprowadził do pokoju. Podał ręcznik i miskę z wodą, bym mogła się wytrzeć. Zawołał po chwili jakąś wytrawnie ubraną kobietę, która przygotowała mi ubranie. Była to czerwono- łososiowa sukienka (podobna do sukienek jakie noszą łyżwiarki figurowe), która świetnia grała z moimi oczyma. Była stosunkowo krótka, co nie podobało mi się. Później mężczyzna wprowadził mnie za kulisy sceny. Obok mnie zauważyłam jakiegoś człowieka, ubranego w garnitur. Wyszedł na środek sceny gdzie był mikrofon i przemówił z uśmiechem:
- Drodzy goście! Dowiedzieli się państwo iż za chwilę odbędzie się pokaz. Proszę o uwagę.
Gdy zszedł ze sceny dosłownie wypchnięto mnie na nią. Słyszałam pogwizdywania i śmiechy.
- No zamieniaj się brzydulo... - syknął mój "opiekun", po czym zagroził, że uderzy mnie batem.
Niestety nie miałam wyjścia. Zamieniłam się w kotkę , a naukowcy i ich rodziny zaczęły coś szeptać: "to niesamowite", " jak ona to zrobiła?" Następnie kazali mi skakać jak jakiejś małpie cyrkowej przez obręcze, a gdy tego nie zrobiłam dostałam batem. Wszyscy śmiali się w niebogłosy, a najabardziej burmistrz. Po skończonym pokazie, wyprowadzili mnie zmęczoną z sali i zamknęli w pokoju. Bankiet jednak nadal trwał i często słyszałam głośne śmiechy i wiwaty. Byłam strasznie głodna, jednak nikt się o mnie nie zatroszczył.
<Len? :3>
Od Lena - CD Amayi
Stanąłem przed wysokim budynkiem. Przed chwilą widziałem jak wchodzi tam burmistrz. Zmierzyłem go wzrokiem. Był wysoki i bardzo bogato zdobiony. Wziąłem głęboki oddech. Raz kozie śmierć!
Okrążyłem budynek. Znalazłem drzwi dla służby i wszedłem nimi. Trafiłem do kuchni. Był tam straszny gwar. Jeden z lokai - jak mi zdawało - wskazał na mnie ręką.
- Hej ty! - krzyknął. - Jak ci na imię?
Musiałem szybko wymyślić jakieś sensowne imię. Mojego prawdziwego zdradzić nie mogłem.
- Edward - odparłem w końcu. Lokaj zmierzył mnie spojrzeniem.
- Mary, pomóż się mu przebrać; będzie usługiwał w sali balowej.
Poczułem ciągnięcie za rękę. Spojrzałem w bok i zauważyłem rudą dziewczynę w stroju pokojówki.
- Chodź, dam ci strój - powiedziała Mary i zaprowadziła mnie do spokojniejszego miejsca. Chwilę pogrzebała w starej skrzyni po czym wyjęła komplet stroju typowego sługi. Wskazała mi kotarę. Szybko wziąłem strój i poszedłem za kurtynę. Po paru minutach wyszedłem w stroju. Była to biała koszula, a na to brązowa kamizelka. Czarne spodnie pachniały świeżością, a czarne buty lśniły od wypastowania. Tak, to ewidentnie nie jest strój w moim typie.
- Trzeba coś zrobić z włosami - stwierdziła Mary oceniając mój wygląd. Dopiero teraz spostrzegłem, że moje włosy są rozpuszczone i nie podtrzymuje je moja czarna wstążka.
- Tak jest dobrze - szybko odparłem. Dzięki temu będzie mnie trudniej rozpoznać.
- Przynajmniej daj się uczesać.
Nagle w ręce Mary znalazł się grzebień. Wiedząc, że jestem na przegranej pozycji pozwoliłem się uczesać.
Gdy służąca skończyła przedziałek miałem na środku, a niesforna grzywka teraz była starannie rozczesana i ułożona po bokach głowy. Nie wyglądałem tak jak zawsze. Wyglądałem zupełnie inaczej!
Mary szybko zaprowadziła mnie do kuchni po drodze instruując bym się nie garbił, gapił i nie odzywał. Przyjąłem wszystko skinieniem głowy.
W kuchni wręczono mi tacę z przystawkami czyli ogromną ilością kanapek z najróżniejszymi dodatkami. Zająłem miejsce w środku kolumny młodych służących niosących podobne tace. Na komendę lokaja drzwi otwarły się i weszliśmy po kolei tace stawiając na stole. Gdy przechodziłem przez drzwi zauważyłem pod ścianą uwiązaną Amayę. Odetchnąłem z ulgą widząc, że nic poważnego jej nie jest. W tym samym momencie jakiś dzieciuch rzucił w nią ciastem. Najwyższą siłą woli powstrzymałem się by do niej nie podbiec. Gdy położyłem tacę skierowałem się jak pozostali do wyjścia, ale lokaj zatrzymał mnie i kilku innych chłopców ruchem ręki.
Miałem zostać i usługiwać przy stole.
Okrążyłem budynek. Znalazłem drzwi dla służby i wszedłem nimi. Trafiłem do kuchni. Był tam straszny gwar. Jeden z lokai - jak mi zdawało - wskazał na mnie ręką.
- Hej ty! - krzyknął. - Jak ci na imię?
Musiałem szybko wymyślić jakieś sensowne imię. Mojego prawdziwego zdradzić nie mogłem.
- Edward - odparłem w końcu. Lokaj zmierzył mnie spojrzeniem.
- Mary, pomóż się mu przebrać; będzie usługiwał w sali balowej.
Poczułem ciągnięcie za rękę. Spojrzałem w bok i zauważyłem rudą dziewczynę w stroju pokojówki.
- Chodź, dam ci strój - powiedziała Mary i zaprowadziła mnie do spokojniejszego miejsca. Chwilę pogrzebała w starej skrzyni po czym wyjęła komplet stroju typowego sługi. Wskazała mi kotarę. Szybko wziąłem strój i poszedłem za kurtynę. Po paru minutach wyszedłem w stroju. Była to biała koszula, a na to brązowa kamizelka. Czarne spodnie pachniały świeżością, a czarne buty lśniły od wypastowania. Tak, to ewidentnie nie jest strój w moim typie.
- Trzeba coś zrobić z włosami - stwierdziła Mary oceniając mój wygląd. Dopiero teraz spostrzegłem, że moje włosy są rozpuszczone i nie podtrzymuje je moja czarna wstążka.
- Tak jest dobrze - szybko odparłem. Dzięki temu będzie mnie trudniej rozpoznać.
- Przynajmniej daj się uczesać.
Nagle w ręce Mary znalazł się grzebień. Wiedząc, że jestem na przegranej pozycji pozwoliłem się uczesać.
Gdy służąca skończyła przedziałek miałem na środku, a niesforna grzywka teraz była starannie rozczesana i ułożona po bokach głowy. Nie wyglądałem tak jak zawsze. Wyglądałem zupełnie inaczej!
Mary szybko zaprowadziła mnie do kuchni po drodze instruując bym się nie garbił, gapił i nie odzywał. Przyjąłem wszystko skinieniem głowy.
W kuchni wręczono mi tacę z przystawkami czyli ogromną ilością kanapek z najróżniejszymi dodatkami. Zająłem miejsce w środku kolumny młodych służących niosących podobne tace. Na komendę lokaja drzwi otwarły się i weszliśmy po kolei tace stawiając na stole. Gdy przechodziłem przez drzwi zauważyłem pod ścianą uwiązaną Amayę. Odetchnąłem z ulgą widząc, że nic poważnego jej nie jest. W tym samym momencie jakiś dzieciuch rzucił w nią ciastem. Najwyższą siłą woli powstrzymałem się by do niej nie podbiec. Gdy położyłem tacę skierowałem się jak pozostali do wyjścia, ale lokaj zatrzymał mnie i kilku innych chłopców ruchem ręki.
Miałem zostać i usługiwać przy stole.
<Amayo? wybacz, ale chyba jeszcze nie mogę za bardzo pomóc...>
Od Amayi CD Len
Płakałam. Tak głośno, że burmistrz kazał zamknąć mnie na dwie kłódki. Cóż, naprawdę źle się czułam i nie mogłam tego nazwać. To było coś większego niż smutek. W końcu udało mi się usnąć, jednakże po kilku minutach obudził mnie hałas. Drzwi otwarły się i zauważyłam jakiegoś młodego mężczyznę. Podszedł do mnie i na mojej szyi zapiął coś podobnego do psiej kolczatki. Pomyślałam, że nie ma sensu się szarpać i próbować uciec. Straciłam chęć do życia i do walki o wolność. Wyprowadził mnie z pokoju.
***
Szliśmy korytarzem, a ściany pokryte były szczerym złotym kolorem. Tu i ówdzie wisiały na nich obrazy, przedstawiające różne sceny codziennego życia oraz autoportrety. Weszliśmy do ogromnej sali, gdzie ułożone były dwa stoły, pokryte falbankowym obrusem.
- Goście zaraz się zejdą. Porozmawiam z naukowcami o twojej przyszłości - odezwał się głos za mną. Obok mnie przeszedł gruby burmistrz, uśmiechając się chytrze.- Widzę, że płakałaś. Nie masz o co, lepiej dla nas wszystkich, że on zginął.
Z moich oczu ponownie popłynęły łzy. Mężczyzna, który mnie prowadził, przywiązał do mojej "obroży" łańcuch i zawiesił o haczyk w ścianie. Usiadłam no podłodze, ciągle płacząc. Słyszałam jak do sali wchodzą ludzie, w pięknych i barwnych strojach. Gdy sala się napełniła,wszyscy zaczęli głośno rozmawiać i śmiać się. Podniosłam lekko głowę i jakiś dzieciak, rzucił we mnie ciastem. Zaczął się głośno śsmiać i od razu pobiegł opowiedzieć o wszystkim mamie. Ta zaczęła bić mu brawo. Starłam lepki krem z mojej twarzy. Oczywiście. Byłam tylko zwykłą lalką, którą można pomiatać.
<Len, pomóż! >
***
Szliśmy korytarzem, a ściany pokryte były szczerym złotym kolorem. Tu i ówdzie wisiały na nich obrazy, przedstawiające różne sceny codziennego życia oraz autoportrety. Weszliśmy do ogromnej sali, gdzie ułożone były dwa stoły, pokryte falbankowym obrusem.
- Goście zaraz się zejdą. Porozmawiam z naukowcami o twojej przyszłości - odezwał się głos za mną. Obok mnie przeszedł gruby burmistrz, uśmiechając się chytrze.- Widzę, że płakałaś. Nie masz o co, lepiej dla nas wszystkich, że on zginął.
Z moich oczu ponownie popłynęły łzy. Mężczyzna, który mnie prowadził, przywiązał do mojej "obroży" łańcuch i zawiesił o haczyk w ścianie. Usiadłam no podłodze, ciągle płacząc. Słyszałam jak do sali wchodzą ludzie, w pięknych i barwnych strojach. Gdy sala się napełniła,wszyscy zaczęli głośno rozmawiać i śmiać się. Podniosłam lekko głowę i jakiś dzieciak, rzucił we mnie ciastem. Zaczął się głośno śsmiać i od razu pobiegł opowiedzieć o wszystkim mamie. Ta zaczęła bić mu brawo. Starłam lepki krem z mojej twarzy. Oczywiście. Byłam tylko zwykłą lalką, którą można pomiatać.
<Len, pomóż! >
Od Seiki CD Luki
- Nie pójdziesz tam!- zakazałem jej.
To był bardzo głupi pomysł.
- Spokojnie, poradzę sobie - powiedziała cicho i odbiegła ode mnie.
Ach... kobiety, jak sobie coś ubzurają to nic ich nie zatrzyma. Chwilę patrzyłem jak odchodzi, po czym ruszyłem przez las. Usłyszałem szum wody. Czyżby w pobliżu była rzeka? Po chwili moim oczom ukazał się wspaniały widok. Przede mną znajdował się wysoki wodospad, a w wodzie jaśniały piękne łuski ryb. Idealne miejsce, tylko ciekawe czy ludzie je znają. Czy tu przychodzą? Cóż nie dowiemy się tego, dopóki tu nie zamieszkamy. Czemu mówię w liczbie mnogiej... Przecież nie wiem czy Luka będzie chciała ze mną zamieszkać. A tak w ogóle, to na razie o tym nie mówmy. Zszedłem po stromym klifie i zorientowałem się, że pod najbliższą sosną, jest niewielki domek, raczej szopa.
<Luka? Brak weny.>
To był bardzo głupi pomysł.
- Spokojnie, poradzę sobie - powiedziała cicho i odbiegła ode mnie.
Ach... kobiety, jak sobie coś ubzurają to nic ich nie zatrzyma. Chwilę patrzyłem jak odchodzi, po czym ruszyłem przez las. Usłyszałem szum wody. Czyżby w pobliżu była rzeka? Po chwili moim oczom ukazał się wspaniały widok. Przede mną znajdował się wysoki wodospad, a w wodzie jaśniały piękne łuski ryb. Idealne miejsce, tylko ciekawe czy ludzie je znają. Czy tu przychodzą? Cóż nie dowiemy się tego, dopóki tu nie zamieszkamy. Czemu mówię w liczbie mnogiej... Przecież nie wiem czy Luka będzie chciała ze mną zamieszkać. A tak w ogóle, to na razie o tym nie mówmy. Zszedłem po stromym klifie i zorientowałem się, że pod najbliższą sosną, jest niewielki domek, raczej szopa.
<Luka? Brak weny.>
wtorek, 22 kwietnia 2014
Od Hisashi CD Nessie
Nie ukryję, ale dziewczyna lekko mnie zdezorientowała. Najpierw drży ze strachu, potem wrzeszczy, a teraz się przytula?! No to ja już nie wiem. Albo ona ma tak w naturze, a jak nie, to ja jestem chyba walnięty w łeb...
- Spokojnie - starałem się jakoś uspokoić dziewczynę - To pewnie jeden z nas.
Popatrzyłem na wilka przed nami. Było widać, że szykuje się do ataku. Odsunąłem dziewczynę od siebie.
- Uciekaj - zamieniłem się w wilka i zasłoniłem dziewczynę swoim ciałem.
Na moim pysku pojawił się mały uśmiech. Chciało mi się śmiać, ale jakoś się powstrzymałem. Zrobiłem krok do wilka i poczułem, jak mój ogon jest ściskany. Gdy popatrzyłem za siebie zauważyłem Nessie, która trzyma mój ogon z całych swoich sił.
- Ty też uciekaj! - krzyknęła na mnie - Hisashi, nie zostawię Cie tu na śmierć!
W jej drżącym głosie słyszałem strach. Czułem jak jej ciało drży.
- Mała... - wyszeptałem
- Nie mów tak na mnie! - wrzasnęła i pociągnęła mnie za ogon.
Jęknąłem cicho i jakoś wyrwałem ogon.
- Uciekaj! - posłałem jej groźne spojrzenie.
- Ty też! - ścisnęła pięści jak by miała mnie pobić.
Tak... Dziewczyna uszczęśliwiła mnie w jakiś sposób. Ale fakt, faktem rozkojarzyłem się w 100%. Wilk skoczył na mnie, pchając mnie na dziewczynę. Oboje uderzyliśmy w drzewo. Szybko stanąłem na cztery łapy i osłoniłem dziewczynę.
- Biegnij! - wywrzeszczałem i rzuciłem się na wilka.
<Nessie? U... grubo XD>
- Spokojnie - starałem się jakoś uspokoić dziewczynę - To pewnie jeden z nas.
Popatrzyłem na wilka przed nami. Było widać, że szykuje się do ataku. Odsunąłem dziewczynę od siebie.
- Uciekaj - zamieniłem się w wilka i zasłoniłem dziewczynę swoim ciałem.
Na moim pysku pojawił się mały uśmiech. Chciało mi się śmiać, ale jakoś się powstrzymałem. Zrobiłem krok do wilka i poczułem, jak mój ogon jest ściskany. Gdy popatrzyłem za siebie zauważyłem Nessie, która trzyma mój ogon z całych swoich sił.
- Ty też uciekaj! - krzyknęła na mnie - Hisashi, nie zostawię Cie tu na śmierć!
W jej drżącym głosie słyszałem strach. Czułem jak jej ciało drży.
- Mała... - wyszeptałem
- Nie mów tak na mnie! - wrzasnęła i pociągnęła mnie za ogon.
Jęknąłem cicho i jakoś wyrwałem ogon.
- Uciekaj! - posłałem jej groźne spojrzenie.
- Ty też! - ścisnęła pięści jak by miała mnie pobić.
Tak... Dziewczyna uszczęśliwiła mnie w jakiś sposób. Ale fakt, faktem rozkojarzyłem się w 100%. Wilk skoczył na mnie, pchając mnie na dziewczynę. Oboje uderzyliśmy w drzewo. Szybko stanąłem na cztery łapy i osłoniłem dziewczynę.
- Biegnij! - wywrzeszczałem i rzuciłem się na wilka.
<Nessie? U... grubo XD>
Od Lena - CD Amayi
Gdy zauważyłem jak strażnik bije Amayę próbowałem podbiec, ale na próżno. Znów potraktowano mnie paralizatorem, ale o mniejszej mocy. Jedynie upadłem na jedno kolano. Było to jednak dość by mnie zatrzymać. Amayę odwleczono - prawie dosłownie - na druga stronę podium. Mnie natomiast pchnięto na środek drewnianego podestu. Obok mnie stanął burmistrz.
- Drogi ludu - zaczął uroczyście. - Nie jest wam zapewne obce stwierdzenie, że wśród nas żyją odmieńcy. Potrafią oni zmienić się w wybrane zwierzę. Niektóre bardzo miłe i słodkie - wskazał na Amayę. - Inne zaś z kolei w brutalne, niebezpieczne bestie - wskazał na mnie. Teraz w pewnym sensie zmuszono mnie o przybrania wilczej formy. Oczywiście prawie od razu znów byłem człowiekiem. - Omamili nas i mówią, że możemy być przyjaciółmi. Nie ma większej bujdy! To zło wcielone. I dzięki tej egzekucji chciałbym pokazać co się stanie gdy taki ktoś wpadnie w nasze łapska. Chodzi mi o to by dobrowolnie zaczęli się oddawać w nasze ręce, a w tedy nie zostaną zabici. Ci natomiast dopuścili się haniebnych czynów za, które zostaną zabici.
Teraz zarządca podszedł do mnie i uniósł mi podbródek patrząc mi prosto w oczy.
- Jej jak na razie nie zabijemy - stwierdził. - Wydaje się być cennym okazem, który musimy zbadać. Ty natomiast jesteś zwykłym, nic nie wartym wilkiem, który niedługo zniknie z tego świata.
Burmistrz odsunął się. Na jego miejscu pojawił się człowiek z zamaskowaną twarzą. Spojrzał na mnie, po czym założył mi na głowę sznur. Czyli tak chcięli się mnie pozbyć; nie za pomocą gilotyny. Spod maski zobaczyłem jedynie znajome spojrzenie. Wiem, że już gdzieś je widziałem, ale nie mogłem odgadnąć gdzie. Mrugnął do mnie! Czy to może być moja szansa? Jednak chyba nie. Zaczęli mnie unosić, a ja się dusiłem. Traciłem grunt, miejsce oparcia. Brakowało mi tchu... Dusiłem się. Ostatnim co widziałem było przerażenie Amayi. Później świat mi się zamazał.
- Drogi ludu - zaczął uroczyście. - Nie jest wam zapewne obce stwierdzenie, że wśród nas żyją odmieńcy. Potrafią oni zmienić się w wybrane zwierzę. Niektóre bardzo miłe i słodkie - wskazał na Amayę. - Inne zaś z kolei w brutalne, niebezpieczne bestie - wskazał na mnie. Teraz w pewnym sensie zmuszono mnie o przybrania wilczej formy. Oczywiście prawie od razu znów byłem człowiekiem. - Omamili nas i mówią, że możemy być przyjaciółmi. Nie ma większej bujdy! To zło wcielone. I dzięki tej egzekucji chciałbym pokazać co się stanie gdy taki ktoś wpadnie w nasze łapska. Chodzi mi o to by dobrowolnie zaczęli się oddawać w nasze ręce, a w tedy nie zostaną zabici. Ci natomiast dopuścili się haniebnych czynów za, które zostaną zabici.
Teraz zarządca podszedł do mnie i uniósł mi podbródek patrząc mi prosto w oczy.
- Jej jak na razie nie zabijemy - stwierdził. - Wydaje się być cennym okazem, który musimy zbadać. Ty natomiast jesteś zwykłym, nic nie wartym wilkiem, który niedługo zniknie z tego świata.
Burmistrz odsunął się. Na jego miejscu pojawił się człowiek z zamaskowaną twarzą. Spojrzał na mnie, po czym założył mi na głowę sznur. Czyli tak chcięli się mnie pozbyć; nie za pomocą gilotyny. Spod maski zobaczyłem jedynie znajome spojrzenie. Wiem, że już gdzieś je widziałem, ale nie mogłem odgadnąć gdzie. Mrugnął do mnie! Czy to może być moja szansa? Jednak chyba nie. Zaczęli mnie unosić, a ja się dusiłem. Traciłem grunt, miejsce oparcia. Brakowało mi tchu... Dusiłem się. Ostatnim co widziałem było przerażenie Amayi. Później świat mi się zamazał.
***
Obudziły mnie zimne krople padające na moją twarz. Powoli otworzyłem oczy. Byłem cały w błocie. Rozejrzałem się wokół. Najpierw zauważyłem Sterty śmieci, które walały się wokół. Tak to było wysypisko. Później sprawdziłem na czym siedzę... Szybko się zerwałem i próbowałem cofnąć. Pode mną piętrzył się stos trupów. Byli to tacy jak ja; niektórzy nie mieli głowy (ci którzy spotkali się z gilotyną), a twarze innych przyozdabiały okropne grymasy (to byli ci, którzy tak jak ja skończyli na sznurach). Martwe dziwolągi kończyły na wysypisku.
Czyli jednak żyję... Ale jak?! Czemu to przeżyłem? W każdym razie... Teraz Amaya myśli, iż jestem martwy. Mogę to w jakiś sposób wykorzystać? Mogę. Przez jakiś czas mogę nie zdradzać Amayi mojej twarzy; nie będzie wiedziała o moim istnieniu, a to może się przydać. Tak plan był prosty: jak najdłużej udawać kogo innego dla bezpieczeństwa. Jednocześnie wiedziałem, że kotce, to się nie spodoba. Ale mogła to być jedyna szansa na ratunek Amayi.
<Amaya? Prawie zginąłem ;P>
Od Luki CD Seiki
Śmialiśmy się, ale po chwili ja uświadomiłam sobie że wrócą po swojego królika doświadczalnego.. Tak szybko nie odpuszczą, zwłaszcza gdy mam baardzo potężna moc. Moja twarz z wesołej zmieniła się w poważną.
- Co jest ? - zapytał .
- Oni po mnie wrócą ..
Nagle moje oczy stały się całe białe (tak się dzieje gdy mam wizję). Zobaczyłam ich jak szykują się do kolejnego ataku ale tym razem mają ze sobą.. bombę ?! Co oni chcą wysadzić nasz dom w powietrze ?! Zaraz czemu powiedziałam "nasz" ?! Pf nie jesteśmy małżeństwem o czym ty myślisz, Luka ! Nie czas na to ! Musimy się zwinąć stąd w trybie natychmiastowym.
- Idziemy !
- Gdzie ??
- Jak najdalej stąd, szybko!
Na szczęście mógł już trochę chodzić. Gdy byliśmy już daleko .
- Wracam -powiedziałam.
- Co ? Zwariowałaś !
- Spokojnie, ja tylko załatwię z nimi parę spraw i tyle. Nie szukaj mnie. - wstałam i ruszyłam z powrotem.
< Weno gdzie jesteś?! ;-; Seiki >
- Co jest ? - zapytał .
- Oni po mnie wrócą ..
Nagle moje oczy stały się całe białe (tak się dzieje gdy mam wizję). Zobaczyłam ich jak szykują się do kolejnego ataku ale tym razem mają ze sobą.. bombę ?! Co oni chcą wysadzić nasz dom w powietrze ?! Zaraz czemu powiedziałam "nasz" ?! Pf nie jesteśmy małżeństwem o czym ty myślisz, Luka ! Nie czas na to ! Musimy się zwinąć stąd w trybie natychmiastowym.
- Idziemy !
- Gdzie ??
- Jak najdalej stąd, szybko!
Na szczęście mógł już trochę chodzić. Gdy byliśmy już daleko .
- Wracam -powiedziałam.
- Co ? Zwariowałaś !
- Spokojnie, ja tylko załatwię z nimi parę spraw i tyle. Nie szukaj mnie. - wstałam i ruszyłam z powrotem.
< Weno gdzie jesteś?! ;-; Seiki >
Od Chihiro
Podłe paskudne miasto, myślałam. Szłam właśnie uliczką, oddzielającą główny plac od mrocznej części miasta. Niewątpliwie właśnie się zgubiłam. Nagle obok mnie przeszedł policjant, a ja uderzyłam go ramieniem, udając że się przeciągam.
- Ups, sorry... - parsknęłam śmiechem.
- Ach te dzisiejsze małolaty - zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- Nie dość, proszę pana, że ja małolata. Ja jeszcze jestem mutantem - krzyknęłam i zamieniłam się w wilka.
Policjant zerwał się z miejsca i wyciągnął pistolet. Zaczął strzelać gdzie popadnie. Okrążyłam go i odcięłam mu głowę. Trochę krwi, błeee... Nie no w sumie ją lubię, ale krew takiej brzydoty. Aż mi ciarki przeszły. Nagle przede mną zauważyła kogoś. Ludzką postać. Przygotowałam miecz, do następnej rzezi, myśląc że dana istota jest strażnikiem.
< Ktoś :3? >
- Ups, sorry... - parsknęłam śmiechem.
- Ach te dzisiejsze małolaty - zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- Nie dość, proszę pana, że ja małolata. Ja jeszcze jestem mutantem - krzyknęłam i zamieniłam się w wilka.
Policjant zerwał się z miejsca i wyciągnął pistolet. Zaczął strzelać gdzie popadnie. Okrążyłam go i odcięłam mu głowę. Trochę krwi, błeee... Nie no w sumie ją lubię, ale krew takiej brzydoty. Aż mi ciarki przeszły. Nagle przede mną zauważyła kogoś. Ludzką postać. Przygotowałam miecz, do następnej rzezi, myśląc że dana istota jest strażnikiem.
< Ktoś :3? >
Od Yuuki CD Noir'a
- Brzydko - mruknęłam i uśmiechnęłam się. - Myślałam, że mieszkasz w jakimś drewnianym domu na skraju polany, skąd widać morze, a fale uderzają o krańce klifu.
Rozmarzyłam się do reszty.
- Chyba powinnaś już iść... - mruknął chłopak.
- Eee, tam nie spieszy mi się - odpowiedziałam, po czym zaczęłam się rozglądać, dotykając wszystkiego. Nieumyślnie zaczepiłam o kawałek "zasłony" i przewróciłam się. Naraz tamta część całkowicie się rozwaliła.
- Ups... hehehe, to ci ciekawe zdarzenie - zaśmiałam się sztucznie przez zęby i zaczęłam się cofać. Chłopa patrzył się na mnie ze wściekłością.
- To ja już pójdę, o chyba ktoś mnie woła! Już idę mamusiu - odpowiedziałam i zaczęłam uciekać. Skoczyłam przez wyjście, do góry i zamieniłam się w sarnę. Chłopak jednak nie odpuścił. Pobiegł za mną, także przybierając zwierzęcą formę. Mimo iż biegł, na pewno, szybciej ode mnie, ja zręczniej omijałam drzewa. Jego poroże, co chwile plątało się w gałęzie. Wybiegłam przez las, na drogę. Nagle uderzyło we mnie jakieś sportowe auto. Wyleciałam w powietrze i uderzyłam o asfalt. Kierowca owego samochodu nawet się nie zatrzymał.
< Noir, co zrobisz xd?>
Rozmarzyłam się do reszty.
- Chyba powinnaś już iść... - mruknął chłopak.
- Eee, tam nie spieszy mi się - odpowiedziałam, po czym zaczęłam się rozglądać, dotykając wszystkiego. Nieumyślnie zaczepiłam o kawałek "zasłony" i przewróciłam się. Naraz tamta część całkowicie się rozwaliła.
- Ups... hehehe, to ci ciekawe zdarzenie - zaśmiałam się sztucznie przez zęby i zaczęłam się cofać. Chłopa patrzył się na mnie ze wściekłością.
- To ja już pójdę, o chyba ktoś mnie woła! Już idę mamusiu - odpowiedziałam i zaczęłam uciekać. Skoczyłam przez wyjście, do góry i zamieniłam się w sarnę. Chłopak jednak nie odpuścił. Pobiegł za mną, także przybierając zwierzęcą formę. Mimo iż biegł, na pewno, szybciej ode mnie, ja zręczniej omijałam drzewa. Jego poroże, co chwile plątało się w gałęzie. Wybiegłam przez las, na drogę. Nagle uderzyło we mnie jakieś sportowe auto. Wyleciałam w powietrze i uderzyłam o asfalt. Kierowca owego samochodu nawet się nie zatrzymał.
< Noir, co zrobisz xd?>
Od Amayi CD Len
Czułam jakbym spała latami. Otworzyłam moje oczy i zauważyłam coś dziwnego. Znajdowałam się w szklanej tubie, wypełnionej po brzegi szkarłatną wodą, na moich ustach zawieszona była maska, a do moich nóg i czaszki poprzyczepiane druciki. Za szybą zauważyłam jakiegoś człowieka w białym kitlu z teczką, a na niej kilka kartek. Coś zapisywał. Przechyliłam głowę w dół i usłyszałam kilka wyrazów. naukowiec rozmawiał z jakąś dziwną kobietą w czarnych włosach. Była ubrana niezwykle wyzywająco. Nagle przyłożyła mu pistolet do głowy.
- Panno, Mio! - rzekł człowiek, dotykając i zniżając lufę pistoletu.- Proszę mnie wysłuchać. Ona nie jest gotowa żeby wyjść poza sterylne pomieszczenie. Prawie zabiła jednego z moich pracowników, używając umysłu.
- A teraz to niech pan mnie posłucha! - krzyknęła uderzając go palcem w ramię.- Jeżeli pan jej nie wyda, będę zmuszona zlikwidować kilka osób z tego nielegalnego ośrodka badawczego. Burmistrz będzie bardzo zadowolony.
Naukowiec zawahał się wyraźne, po czym lekko skinął głową. Nacisnął zielony przycisk na panelu, a woda zaczęła spływać ku odpływowi. Do komory wpuszczony został gaz, który natychmiast mnie uśpił.
***
Otworzyłam oczy. Byłam właśnie zamknięta w jakimś pojeździe. Wstałam z wielkim trudem i poczłapałam do zakratowanego okienka. Widziałam ulicę i ludzi, idących za pojazdem. Nie ludzi, lecz tłum! Usłyszałam donośny głos z mikrofonu, gdy nagle stanęliśmy i poleciałam do tyłu. Moje nogi jeszcze bolały, nie mogłam chodzić. Byłam ubrana w jakąś balową, bordową suknię.
- Kolorek będzie pasował ci do krwi z twojego łba - odezwał się głos, zza otwierających się drzwi.
Do pojazdu wszedł rosły mężczyzna. Podszedł do mnie i chwycił mnie za podbródek, oglądając dokładnie.
- Szkoda, że jesteś tą paskudą. Mógłbym się z tobą ożenić! - zaśmiał się złośliwie.
Szarpnęłam się i oplułam mu twarz. Wziął mnie brutalnie za ramię i pociągnął. Moja noga wygięła się do tyłu, co wyglądało tak nienaturalnie. Boże... Wyszliśmy na plac, a później na podium, gdzie prezydent powitał mnie, a za mną kłusowniczkę o czarnych włosach. Stanęłam z boku, wraz z dryblasem. Zaczęłam płakać.
- Amaya! - usłyszałam ciche wołanie.
Rozglądnęłam się i zauważyłam Lena. Nie wyglądał za dobrze. Rzuciłam się w jego stronę, prawie niezauważalnie. Podszedł w moją stronę, lecz ograniczał go łańcuch na szyi. Podciągnęłam się z podłogi by być bliżej niego.
- Cholerny łańcuch! - odrzekł cicho.
Udało mi się jedynie chwycić go za rękę i musnąć delikatnie jego usta, gdy poczułam że wymyka mi się. Uderzył go jakiś mężczyzna.
- Zostaw go! - krzyknęłam, głośniej. Wtedy poczułam, uderzenie w plecy.
- Zła kicia! - zaśmiał się mój strażnik.
< Len? xd Jest moc, jest akcja xd>
- Panno, Mio! - rzekł człowiek, dotykając i zniżając lufę pistoletu.- Proszę mnie wysłuchać. Ona nie jest gotowa żeby wyjść poza sterylne pomieszczenie. Prawie zabiła jednego z moich pracowników, używając umysłu.
- A teraz to niech pan mnie posłucha! - krzyknęła uderzając go palcem w ramię.- Jeżeli pan jej nie wyda, będę zmuszona zlikwidować kilka osób z tego nielegalnego ośrodka badawczego. Burmistrz będzie bardzo zadowolony.
Naukowiec zawahał się wyraźne, po czym lekko skinął głową. Nacisnął zielony przycisk na panelu, a woda zaczęła spływać ku odpływowi. Do komory wpuszczony został gaz, który natychmiast mnie uśpił.
***
Otworzyłam oczy. Byłam właśnie zamknięta w jakimś pojeździe. Wstałam z wielkim trudem i poczłapałam do zakratowanego okienka. Widziałam ulicę i ludzi, idących za pojazdem. Nie ludzi, lecz tłum! Usłyszałam donośny głos z mikrofonu, gdy nagle stanęliśmy i poleciałam do tyłu. Moje nogi jeszcze bolały, nie mogłam chodzić. Byłam ubrana w jakąś balową, bordową suknię.
- Kolorek będzie pasował ci do krwi z twojego łba - odezwał się głos, zza otwierających się drzwi.
Do pojazdu wszedł rosły mężczyzna. Podszedł do mnie i chwycił mnie za podbródek, oglądając dokładnie.
- Szkoda, że jesteś tą paskudą. Mógłbym się z tobą ożenić! - zaśmiał się złośliwie.
Szarpnęłam się i oplułam mu twarz. Wziął mnie brutalnie za ramię i pociągnął. Moja noga wygięła się do tyłu, co wyglądało tak nienaturalnie. Boże... Wyszliśmy na plac, a później na podium, gdzie prezydent powitał mnie, a za mną kłusowniczkę o czarnych włosach. Stanęłam z boku, wraz z dryblasem. Zaczęłam płakać.
- Amaya! - usłyszałam ciche wołanie.
Rozglądnęłam się i zauważyłam Lena. Nie wyglądał za dobrze. Rzuciłam się w jego stronę, prawie niezauważalnie. Podszedł w moją stronę, lecz ograniczał go łańcuch na szyi. Podciągnęłam się z podłogi by być bliżej niego.
- Cholerny łańcuch! - odrzekł cicho.
Udało mi się jedynie chwycić go za rękę i musnąć delikatnie jego usta, gdy poczułam że wymyka mi się. Uderzył go jakiś mężczyzna.
- Zostaw go! - krzyknęłam, głośniej. Wtedy poczułam, uderzenie w plecy.
- Zła kicia! - zaśmiał się mój strażnik.
< Len? xd Jest moc, jest akcja xd>
Od Seiki CD Luki
Na drugi dzień czułem się o wiele lepiej. Woda z moich płuc powoli ustępowała z każdym kaszlnięciem. Luka była bardzo troskliwa, zawsze mi pomagała lub starała się spełnić to co chciałem. Kiedy usiadła obok mnie spytała:
- I jak się czujesz.
- Jakoś - uśmiechnąłem się w grymasie bólu. - Lecz narzekać nie mogę. A co do tego zdarzenia dzisiaj, chodzi o twoją nową moc. Co oni ci zrobili?
Luka chwilę w ogóle się nie odzywała. Tylko westchnęła.
- Mówili coś o tym, że ludzie będą mogli posiąść niektóre z naszych mocy, oraz gadali o skutkach ubocznych.
- Mam pewną teorię - odrzekłem po chwili.- Widocznie gdy wpadasz w złość coś musi dziać w twoim umyśle, skoro wybuchasz piorunami.
- Możliwe.
- Czyli na to wychodzi że będziesz gotowała mi obiady - uśmiechnąłem się złośliwie.- Twoja nowa moc jest właśnie po to.
- Haha, co ty wygadujesz. Całkiem zgłupiałeś - zaśmiała się i rzuciła się na mnie dla zabawy.
Zaśmiałem się głośno. Wszystko było dobrze. Jak na razie, oczywiście.
< Luka :3 >
- I jak się czujesz.
- Jakoś - uśmiechnąłem się w grymasie bólu. - Lecz narzekać nie mogę. A co do tego zdarzenia dzisiaj, chodzi o twoją nową moc. Co oni ci zrobili?
Luka chwilę w ogóle się nie odzywała. Tylko westchnęła.
- Mówili coś o tym, że ludzie będą mogli posiąść niektóre z naszych mocy, oraz gadali o skutkach ubocznych.
- Mam pewną teorię - odrzekłem po chwili.- Widocznie gdy wpadasz w złość coś musi dziać w twoim umyśle, skoro wybuchasz piorunami.
- Możliwe.
- Czyli na to wychodzi że będziesz gotowała mi obiady - uśmiechnąłem się złośliwie.- Twoja nowa moc jest właśnie po to.
- Haha, co ty wygadujesz. Całkiem zgłupiałeś - zaśmiała się i rzuciła się na mnie dla zabawy.
Zaśmiałem się głośno. Wszystko było dobrze. Jak na razie, oczywiście.
< Luka :3 >
Od Nessie - CD Hisashi
Byłam wprost w świetnym położeniu. Nie
mogłam go opuścić, bo w przeciwnym razie zostałabym gdzieś w lesie,
pozostawiona sama sobie. Bardzo sprytnie to wszystko wymyślił.
Żałowałam, że nie przybrałam postaci kotki, kiedy trzymał mnie za
nadgarstek.
- Gdzie Ty idziesz...? - zdobyłam się w końcu na odwagę i zapytałam.
- A czemu cię to tak interesuje?
- Bo... po prostu... chcę wiedzieć. - rzuciłam na niego spojrzenie pełne niepokoju i przerażenia.
- Jak dojdziemy, to zobaczysz. - puścił do mnie oko.
- Ale potem, masz odprowadzić mnie z powrotem!
- Może... - jego ton stał się tajemniczy.
- C-co?
- Spokojnie, mała, ja tylko żartowałem. - odpowiedział z uśmiechem.
Jego słowa uspokoiły mnie, ale jednocześnie spowodowały, że jeszcze bardziej się na niego wściekłam.
- Wcale nie jestem... - urwałam.
Zza gęstwiny wydobył się czarny wilk nadzwyczajnych rozmiarów. Zbliżał się do nas, powarkując. Mimo woli odruchowo przytuliłam się do chłopaka.
< Hisashi? Nie jestem mała! ;3 >
- Gdzie Ty idziesz...? - zdobyłam się w końcu na odwagę i zapytałam.
- A czemu cię to tak interesuje?
- Bo... po prostu... chcę wiedzieć. - rzuciłam na niego spojrzenie pełne niepokoju i przerażenia.
- Jak dojdziemy, to zobaczysz. - puścił do mnie oko.
- Ale potem, masz odprowadzić mnie z powrotem!
- Może... - jego ton stał się tajemniczy.
- C-co?
- Spokojnie, mała, ja tylko żartowałem. - odpowiedział z uśmiechem.
Jego słowa uspokoiły mnie, ale jednocześnie spowodowały, że jeszcze bardziej się na niego wściekłam.
- Wcale nie jestem... - urwałam.
Zza gęstwiny wydobył się czarny wilk nadzwyczajnych rozmiarów. Zbliżał się do nas, powarkując. Mimo woli odruchowo przytuliłam się do chłopaka.
< Hisashi? Nie jestem mała! ;3 >
Od Noir'a CD Yuuki
-Brawo-zacząłem klaskać a w moim gł0osie było słychać nutkę ironii.
Dziewczyna przez chwilę patrzyła nie obecnym wzrokiem w ziemię.Po chwili jednak otrząsnęła się i powiedziała prędko-To co idziemy do twojego domu?
-Mojego domu?-spytałem zdziwiony.-O ile wiem to cię nie zapraszałem-zmieżyłem ostrym spojrzeniem nawet atrakcyjną dziewczynę.
-Noooo,wiem ale chciała bym zobaczyć jak mieszkają jelenie.-powiedziała przeciągając wszystkie słowa tak, jakby wciąż myślała nad tym czy nie zabżmią głupio.
Westchnąłem.
-Chodź.-powiedziałem zdezorientowany.
Dziewczyna z triumfem poszła za mną.To było nie daleko, a dokładzie w miejscu gdzie ziemia obsunęła się tworząc płytką jaskinię.Zeszliśmy w dół i byliśmy na miejscu.Korzenie drzew tworzyły ncoś w sytlu zasłon.
-To tu.Widzisz.Tu mieszkam.Zaspokoiłaś ciekawość?-uniosłem brew
<Yuuki?Sory że krótkie>
Dziewczyna przez chwilę patrzyła nie obecnym wzrokiem w ziemię.Po chwili jednak otrząsnęła się i powiedziała prędko-To co idziemy do twojego domu?
-Mojego domu?-spytałem zdziwiony.-O ile wiem to cię nie zapraszałem-zmieżyłem ostrym spojrzeniem nawet atrakcyjną dziewczynę.
-Noooo,wiem ale chciała bym zobaczyć jak mieszkają jelenie.-powiedziała przeciągając wszystkie słowa tak, jakby wciąż myślała nad tym czy nie zabżmią głupio.
Westchnąłem.
-Chodź.-powiedziałem zdezorientowany.
Dziewczyna z triumfem poszła za mną.To było nie daleko, a dokładzie w miejscu gdzie ziemia obsunęła się tworząc płytką jaskinię.Zeszliśmy w dół i byliśmy na miejscu.Korzenie drzew tworzyły ncoś w sytlu zasłon.
-To tu.Widzisz.Tu mieszkam.Zaspokoiłaś ciekawość?-uniosłem brew
<Yuuki?Sory że krótkie>
Chihiro Takeda
Imię: Chihiro
Nazwisko: Takeda
Pseudonim: Chi, najbardziej ją denerwuje chyba Misia.
Płeć: kobieta
Wiek: 17 lat.
Rasa: wilk
Stanowisko: zwiazdowca
Partner/ka: Jak uporasz się z jej charakterkiem, to może masz szanse.
Charakter: Chi jest niezwykle pewna siebie. Jeżeli coś sobie ubzdura to trzyma się przy tym. Rzadko pomaga komukolwiek, a jeśli już to w ważnych sprawach. Jest twarda i stanowcza. Nienawidzi ludzi, ale także stroni się od półludzi.
Aparycja: Jest do chuda, niezbyt wysoka dziewczyna, o czarnych włosach i niebieskich oczach. Ubiera się w szkolny, czarny mundurek, związany u kołnierza czerwoną chustą i krótką spódniczkę. Ma potargane podkolanówki. Jako wilczyca ma jasnobrązową sierść, podchodzącą do kolor kremowy. Posiada długie uszy, które w środku mają barwę oceaniczną. Jej oczy są koloru bursztynu. Ogon ma spięty złotymi bransoletami. Tu i ówdzie na skórze oraz sierści ma piękne ozdoby.
Głos: David Guetta - She Wolf
Nazwisko: Takeda
Pseudonim: Chi, najbardziej ją denerwuje chyba Misia.
Płeć: kobieta
Wiek: 17 lat.
Rasa: wilk
Stanowisko: zwiazdowca
Partner/ka: Jak uporasz się z jej charakterkiem, to może masz szanse.
Charakter: Chi jest niezwykle pewna siebie. Jeżeli coś sobie ubzdura to trzyma się przy tym. Rzadko pomaga komukolwiek, a jeśli już to w ważnych sprawach. Jest twarda i stanowcza. Nienawidzi ludzi, ale także stroni się od półludzi.
Aparycja: Jest do chuda, niezbyt wysoka dziewczyna, o czarnych włosach i niebieskich oczach. Ubiera się w szkolny, czarny mundurek, związany u kołnierza czerwoną chustą i krótką spódniczkę. Ma potargane podkolanówki. Jako wilczyca ma jasnobrązową sierść, podchodzącą do kolor kremowy. Posiada długie uszy, które w środku mają barwę oceaniczną. Jej oczy są koloru bursztynu. Ogon ma spięty złotymi bransoletami. Tu i ówdzie na skórze oraz sierści ma piękne ozdoby.
Głos: David Guetta - She Wolf
Moce: Telekineza i władanie nad powietrzem
Historia: Została porzucona, jako niemowlę, przy świątyni mnichów po tym jak jej rodzice dowiedzieli się o tajemnych mocach. Mnisi przyjęli ją z otwartymi ramionami i traktowali jak normalną osobę. Kiedyś nauczyła się władać mieczem samurajskim. Pewnego dnia, musiała opuścić świątynię, ponieważ ścigał ją Osamu Takiroya. Udało jej się dotrzec tutaj.
Sterujący: MagicznaPL
Historia: Została porzucona, jako niemowlę, przy świątyni mnichów po tym jak jej rodzice dowiedzieli się o tajemnych mocach. Mnisi przyjęli ją z otwartymi ramionami i traktowali jak normalną osobę. Kiedyś nauczyła się władać mieczem samurajskim. Pewnego dnia, musiała opuścić świątynię, ponieważ ścigał ją Osamu Takiroya. Udało jej się dotrzec tutaj.
Sterujący: MagicznaPL
Od Gakupo CD Rei
Słysząc strzał od razu zerwaliśmy się na równe nogi.
- Damn! Rei, musimy znaleźć kryjówkę przed kłusownikami.
- Jakby ktoś się pytał to ja chętna nie jestem na stawanie z nimi twarzą w twarz - mówiła lekko przestraszona strzałem, dziewczyna.
- Masz rację. Jeżeli dzierżą w nóż, to nasze szanse są minimalne, wręcz zerowe.
Po chwili usłyszeliśmy czyjeś kroki. Ktoś się do nas zbliżał.
- Tu są te stwory! Dziwadła! - odezwał się niski, męski głos zza krzaków.
- W nogi! - krzyknęliśmy do siebie, po czym zmieniliśmy się w wilki.
Facet z dobermanami, brunet, dziwny z niego jest typ. Ma psy, bo sam by sobie w niczym nie poradził. Niech te jego "skarby" go pożrą. Psychiczny człowiek.
Gość cały czas chybiał.
- Hana, Momo, Hibu bierzcie go! Dotto, Haiga, Asurito, na samice! - zirytowany wypuścił psy ze smyczy.
- Rei! - krzyknąłem. Psy mnie dopadły, zaczęły się na mnie rzucać jak oszalałe. Powoli opadałem z sił.
<Rei?>
- Damn! Rei, musimy znaleźć kryjówkę przed kłusownikami.
- Jakby ktoś się pytał to ja chętna nie jestem na stawanie z nimi twarzą w twarz - mówiła lekko przestraszona strzałem, dziewczyna.
- Masz rację. Jeżeli dzierżą w nóż, to nasze szanse są minimalne, wręcz zerowe.
Po chwili usłyszeliśmy czyjeś kroki. Ktoś się do nas zbliżał.
- Tu są te stwory! Dziwadła! - odezwał się niski, męski głos zza krzaków.
- W nogi! - krzyknęliśmy do siebie, po czym zmieniliśmy się w wilki.
Facet z dobermanami, brunet, dziwny z niego jest typ. Ma psy, bo sam by sobie w niczym nie poradził. Niech te jego "skarby" go pożrą. Psychiczny człowiek.
Gość cały czas chybiał.
- Hana, Momo, Hibu bierzcie go! Dotto, Haiga, Asurito, na samice! - zirytowany wypuścił psy ze smyczy.
- Rei! - krzyknąłem. Psy mnie dopadły, zaczęły się na mnie rzucać jak oszalałe. Powoli opadałem z sił.
<Rei?>
Od Hisashi CD Nessie
- Hej, hej, hej... - powiedziałem łapiąc dziewczynę za rękę.
Yh. Znów ją wyrwała... No cóż, może parzę? Nie wiem. Mniejsza o to...
- Co? - popatrzyła się na mnie lekko poddenerwowana.
- Gdzie zmykasz? - podniosłem brwi i zrobiłem minę zaciekawionego.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Jej twarz mówiła: 'Stary, odwal się ode mnie'. Cóż ja mogłem biedny zrobić? Dziewczyna mnie się boi, a ja nawet nie wiem dlaczego. Wiem, to chore. Musze ją jakoś do siebie przekonać...
- Chodź - chwyciłem ją za nadgarstek, ale tak by nie uciekła.
- C-Co?! N-Nie, puszczaj! - krzyczała.
Ciągnąłem ją w głąb lasu. Muszę przyznać trochę było z nią kłopotów, no ale to dziewczyna... Dziewczyny w ogóle są jakieś dziwne... Wreszcie po jakiś czasie ją puściłem. Popatrzyłem na trzęsącą się lekko ze strachu dziewczynę.
- Nie bój się... Nie zgwałcę Cie - powiedziałem śmiejąc się cicho i ruszyłem dalej - Nie oddalaj się, bo się zgubisz - posłałem jej promienny uśmiech.
Dziewczyna chcąc, czy nie poszła za mną. Oczywiście nie szła obok mnie. Westchnąłem i popatrzyłem na nią.
- Mała... dlaczego się mnie boisz?
- M-Mała?! - powiedziała oburzona.
Było widać, że się czerwienie. Chyba sama o tym wiedziała, bo odwróciła się do mnie plecami.
- Nie mów na mnie 'Mała'! - bąknęła.
- Dobrze... Mała... - zaśmiałem się ruszyłem dalej.
<Nessie (Mała?) :3 >
Yh. Znów ją wyrwała... No cóż, może parzę? Nie wiem. Mniejsza o to...
- Co? - popatrzyła się na mnie lekko poddenerwowana.
- Gdzie zmykasz? - podniosłem brwi i zrobiłem minę zaciekawionego.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Jej twarz mówiła: 'Stary, odwal się ode mnie'. Cóż ja mogłem biedny zrobić? Dziewczyna mnie się boi, a ja nawet nie wiem dlaczego. Wiem, to chore. Musze ją jakoś do siebie przekonać...
- Chodź - chwyciłem ją za nadgarstek, ale tak by nie uciekła.
- C-Co?! N-Nie, puszczaj! - krzyczała.
Ciągnąłem ją w głąb lasu. Muszę przyznać trochę było z nią kłopotów, no ale to dziewczyna... Dziewczyny w ogóle są jakieś dziwne... Wreszcie po jakiś czasie ją puściłem. Popatrzyłem na trzęsącą się lekko ze strachu dziewczynę.
- Nie bój się... Nie zgwałcę Cie - powiedziałem śmiejąc się cicho i ruszyłem dalej - Nie oddalaj się, bo się zgubisz - posłałem jej promienny uśmiech.
Dziewczyna chcąc, czy nie poszła za mną. Oczywiście nie szła obok mnie. Westchnąłem i popatrzyłem na nią.
- Mała... dlaczego się mnie boisz?
- M-Mała?! - powiedziała oburzona.
Było widać, że się czerwienie. Chyba sama o tym wiedziała, bo odwróciła się do mnie plecami.
- Nie mów na mnie 'Mała'! - bąknęła.
- Dobrze... Mała... - zaśmiałem się ruszyłem dalej.
<Nessie (Mała?) :3 >
Od Lena - CD Amayi
Obudziłem się w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Leżałem na podłodze. W jednej ścianie było małe okratowane okienko. Zobaczyłem na ręce dziwną bransoletkę z moim imieniem nazwiskiem i jakimś numerem?
- Len Kagamine; 388728 - przeczytałem na głos. Powoli usiadłem opierając się plecami o ścianę i rozejrzałem się wokół. Miałem na sobie szary prosty bezrękawnik i jakieś luźne spodnie. Nogi były bose.
- Gdzie jestem?
Nagle wspomnienia napłynęły z przytłaczającą ilością. Jednak pamiętałem jednie jak wisiałem i ukłucie, a po chwili cień.
Usłyszałem nagle hałas dobiegający z zewnątrz. Podszedłem do drzwi - które można było odróżnić od reszty ściany dzięki klamce i małemu okratowanemu okienku. Ledwo sięgałem do lufciku w drzwiach, ale jednak coś widziałem. Zobaczyłem tylko wysoką postać zamykającą drzwi od sąsiedniej celi. Po chwili skierował się w stronę moich drzwi. Gdy tylko włożył klucz odbiegłem na drugi koniec celi. Po chwili w drzwiach stanął wysoki mężczyzna, który skłonił się w pół wpuszczając do środka czarnowłosą kobietę.
- Całkiem niezłą zdobycz udało ci się znaleźć, Morris - zwróciła się do mężczyzny.
- Dziękuję pani - odparł mężczyzna wciąż się kłaniając.
- Kim jesteś? - spytałem. - Gdzie ja jestem?
Kobieta zaśmiała się.
- Jestem Mia Nagishi; polująca na półludzie, jednak specjalizuję się w jeleniach. Ale ty złapałeś się w jedną z moich pułapek, a jako półczłowiek nie mogłam cię zostawić, mimo, iż jesteś wilkiem - uśmiechnęła się z pogardą. - Z tego co słyszałam za przyprowadzenie ciebie do burmistrza mozna dostać całkiem niezłą sumkę.
Zacisnąłem wargi.
- A gdzie jestem?
- Jesteś w jednej z moich cel. Niedługo i tak wezmę cie do burmistrza i sprzedam.
Zapadła chwila ciszy.
- I nie próbuj żadnych sztuczek; Morris dobrze zna się na najróżniejszych torturach.
Od razu moja chęć ucieczki zmalała do zera. Mia mierzyła mnie wzrokiem jeszcze jakiś czas, po czym wyszła nakazując swemu podwładnemu mnie pilnować. Drzwi się zatrzasnęły i usłyszałem tylko szczęk klucza w zamku.
Po jakichś 2 godzinach Mia znów do mnie zawitała, ale tym razem miała w ręku moje ciuchy. Rzuciła mi ubrania i kazała się przebrać. Szybko zmieniłem odzież. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem po czym kazała Morrisowi mnie skuć i wyprowadzić. Na ręce założył mi metalowe kajdany. Byly luźne i wiedziałem, że mógłbym je zdjąć gdyby były normalne. Problem polegał na tym, że normalne one nie były. Gdybym tylko spróbował ucieczki lub zdjąć kajdany od razu kopnął by mnie prąd. Oprócz tego były połączone łańcuszkiem z obrożą na szyi, która również była pod napięciem. Wniosek? Próba ucieczki = pokopanie prądem i unieruchomienie paralizatorem.
Przed celą stała Mia. Przyjrzała się pracy podwładnego, po czym ruszyła szybkim krokiem w lewo. Zostałem popchnięty; od razu zrozumiałem, że mam za nią iść.
Nie wyszedłem na zewnątrz zostałem poprowadzony do - swego rodzaju - garażu. Czekał tam rząd białych ciężarówek. Kazano mi wejść do jednej z nich. Nim jeszcze zamknięto drzwiczki furgonetki zauważyłem jak z jednej ciężarówki wynoszą nieprzytomną dziewczynę... Nie mogłem uwierzyć! To była Amaya! Rzuciłem się do drzwiczek wykrzykując jej imię, ale od razu zostałem potraktowany prądem i paralizatorem. Znów traciłem kontakt z rzeczywistością. Amaya była w niebezpieczeństwie, a ja? Ja tu dawałem sobą pomiatać tym gnojkom. Żałosne.
- Len Kagamine; 388728 - przeczytałem na głos. Powoli usiadłem opierając się plecami o ścianę i rozejrzałem się wokół. Miałem na sobie szary prosty bezrękawnik i jakieś luźne spodnie. Nogi były bose.
- Gdzie jestem?
Nagle wspomnienia napłynęły z przytłaczającą ilością. Jednak pamiętałem jednie jak wisiałem i ukłucie, a po chwili cień.
Usłyszałem nagle hałas dobiegający z zewnątrz. Podszedłem do drzwi - które można było odróżnić od reszty ściany dzięki klamce i małemu okratowanemu okienku. Ledwo sięgałem do lufciku w drzwiach, ale jednak coś widziałem. Zobaczyłem tylko wysoką postać zamykającą drzwi od sąsiedniej celi. Po chwili skierował się w stronę moich drzwi. Gdy tylko włożył klucz odbiegłem na drugi koniec celi. Po chwili w drzwiach stanął wysoki mężczyzna, który skłonił się w pół wpuszczając do środka czarnowłosą kobietę.
- Całkiem niezłą zdobycz udało ci się znaleźć, Morris - zwróciła się do mężczyzny.
- Dziękuję pani - odparł mężczyzna wciąż się kłaniając.
- Kim jesteś? - spytałem. - Gdzie ja jestem?
Kobieta zaśmiała się.
- Jestem Mia Nagishi; polująca na półludzie, jednak specjalizuję się w jeleniach. Ale ty złapałeś się w jedną z moich pułapek, a jako półczłowiek nie mogłam cię zostawić, mimo, iż jesteś wilkiem - uśmiechnęła się z pogardą. - Z tego co słyszałam za przyprowadzenie ciebie do burmistrza mozna dostać całkiem niezłą sumkę.
Zacisnąłem wargi.
- A gdzie jestem?
- Jesteś w jednej z moich cel. Niedługo i tak wezmę cie do burmistrza i sprzedam.
Zapadła chwila ciszy.
- I nie próbuj żadnych sztuczek; Morris dobrze zna się na najróżniejszych torturach.
Od razu moja chęć ucieczki zmalała do zera. Mia mierzyła mnie wzrokiem jeszcze jakiś czas, po czym wyszła nakazując swemu podwładnemu mnie pilnować. Drzwi się zatrzasnęły i usłyszałem tylko szczęk klucza w zamku.
Po jakichś 2 godzinach Mia znów do mnie zawitała, ale tym razem miała w ręku moje ciuchy. Rzuciła mi ubrania i kazała się przebrać. Szybko zmieniłem odzież. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem po czym kazała Morrisowi mnie skuć i wyprowadzić. Na ręce założył mi metalowe kajdany. Byly luźne i wiedziałem, że mógłbym je zdjąć gdyby były normalne. Problem polegał na tym, że normalne one nie były. Gdybym tylko spróbował ucieczki lub zdjąć kajdany od razu kopnął by mnie prąd. Oprócz tego były połączone łańcuszkiem z obrożą na szyi, która również była pod napięciem. Wniosek? Próba ucieczki = pokopanie prądem i unieruchomienie paralizatorem.
Przed celą stała Mia. Przyjrzała się pracy podwładnego, po czym ruszyła szybkim krokiem w lewo. Zostałem popchnięty; od razu zrozumiałem, że mam za nią iść.
Nie wyszedłem na zewnątrz zostałem poprowadzony do - swego rodzaju - garażu. Czekał tam rząd białych ciężarówek. Kazano mi wejść do jednej z nich. Nim jeszcze zamknięto drzwiczki furgonetki zauważyłem jak z jednej ciężarówki wynoszą nieprzytomną dziewczynę... Nie mogłem uwierzyć! To była Amaya! Rzuciłem się do drzwiczek wykrzykując jej imię, ale od razu zostałem potraktowany prądem i paralizatorem. Znów traciłem kontakt z rzeczywistością. Amaya była w niebezpieczeństwie, a ja? Ja tu dawałem sobą pomiatać tym gnojkom. Żałosne.
***
Obudziło mnie mocne kopnięcie w brzuch. Od razu zwinąłem się z bólu. Przygniotła mnie do tego nagła fala wspomnień. Szybko jednak się otrząsnąłem i wstałem. Przede mną stał Morris. Gdy zobaczył, że stoję odwrócił się i pokłonil się swojej pani. Ja natomiast zmarszczyłem brwi. Nie byłem już w ciężarówce. Staliśmy przed drzwiami do pokoju burmistrza.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Mia ruszyła, a Morris znów mnie pchnął. Spojrzałem na niego jedynie spode łba, ale nic nie powiedziałem.
- Och, Mio! - powitał burmistrz kobietę. - Jestem rad, że postanowiłaś złapać dla mnie tego odmieńca.
- Daj spokój, James - olała go Mia. - Po za tym wplątał się w moją pułapkę zupełnie przypadkiem. Jednak oczekuję solidnej zapłaty.
- Oczywiście - odparł zarządca już mniej uroczystym głosem. - Gdy tylko zobaczę jak jego głowa odlatuję od reszty ciała.
Przełknąłem ślinę i odruchowo przyłożyłem dłoń do szyi.
- Chcesz teraz to zobaczyć? - spytała panna.
- Egzekucję będzie miał publiczną i dramatyczną - odparł burmistrz.
- James, wiesz, że nie jestem cierpliwą kobietą.
- Tak, jednak dziwolągi są sprytne i lubią uciekać. Gdy będę pewny, że nie żyje sowicie się wynagrodzę.
Burmistrz zmrużył oczy i uśmiechnął się złośliwie.
<Amaya? Trochę dramaturgii jak widzisz DX>
Od Luki CD Seiki
Nie obyło się bez strażników..
- Ucieczka ? Po moim TRUPIE.
- Proszę pana jeżeli pan natychmiast nie zejdzie mi z drogi załatwię to według moich zasad wiec odsuń się łaskawie - mówiłam z wyraźnym gniewem.
- Jak juz mówiłem, po moim trupie. - zaśmiał się.
Eh, jest nowy wiec nic o mnie nie wie .. Trudno.
- To sie da załatwić - mruknęłam i wytworzyłam kule w której był i ktora kopala go cały czas prądem gdy tylko się szarpał.
- Daje mu góra godzinę- mruknęłam cicho.
Wyszliśmy bez zadrapania w porównaniu z tamtymi .. tzn no przynajmniej ja .
Szybko znałam sie w domu, dzięki Bogu ze mam jakieś zdolności medyczne. Za kryłam prawie całego go bandażami, teraz wystarczy czekać na chwile prawdy.
< Wybacz ze krótkie nie mam dziś czasu x.x Seiki >
- Ucieczka ? Po moim TRUPIE.
- Proszę pana jeżeli pan natychmiast nie zejdzie mi z drogi załatwię to według moich zasad wiec odsuń się łaskawie - mówiłam z wyraźnym gniewem.
- Jak juz mówiłem, po moim trupie. - zaśmiał się.
Eh, jest nowy wiec nic o mnie nie wie .. Trudno.
- To sie da załatwić - mruknęłam i wytworzyłam kule w której był i ktora kopala go cały czas prądem gdy tylko się szarpał.
- Daje mu góra godzinę- mruknęłam cicho.
Wyszliśmy bez zadrapania w porównaniu z tamtymi .. tzn no przynajmniej ja .
Szybko znałam sie w domu, dzięki Bogu ze mam jakieś zdolności medyczne. Za kryłam prawie całego go bandażami, teraz wystarczy czekać na chwile prawdy.
< Wybacz ze krótkie nie mam dziś czasu x.x Seiki >
Od Amayi CD Len
Gdy się obudziłam zauważyłam zniknięcie Lena. Na początku przez moją głowę przeszła jedna myśl- pewnie jest teraz w mieście. Wyszłam niezdarnie na zewnątrz i usiadłam pod drzewem. Czekałam, obserwując ptaki i słuchając ich śpiewu. Gdy minęło południe postanowiłam go poszukać. Tak się martwiłam. Czy Len chciał zrobić mi kawał? Jeżeli tak, to coś mu nie wyszło.
- Len, to nie jest śmieszne..- zawołała opierając się o drzewo w lesie.
Moją uwagę zwrócił kawałek sznura zawieszonego na drzewie. Był odcięty mniej więcej obok węzła. Podeszłam bliżej i stanęłam na czymś, co pękło. Pod moją nogą znalazłam szczątki niewielkiej strzykawki z piórkiem na końcu.
- O nie! - krzyknęłam prawie się przewracając.- Len! Boże...
Udało mi się zmienić w kotkę. Starałam się złapać jego ślad, lecz nie udawało mi się to. Gdy miałam się już poddać, poczułam lekkie uszczypnięcie w okolicy łopatki. Spojrzałam w bok i ujrzałam podobną strzykawkę. Niestety za nim zdążyłam ją ściągnąć łapą, środek usypiający zaczął działać. Jedyne co zauważyłam to podchodzącego do mnie człowieka.
<Len? Co się będzie dziać xd>
- Len, to nie jest śmieszne..- zawołała opierając się o drzewo w lesie.
Moją uwagę zwrócił kawałek sznura zawieszonego na drzewie. Był odcięty mniej więcej obok węzła. Podeszłam bliżej i stanęłam na czymś, co pękło. Pod moją nogą znalazłam szczątki niewielkiej strzykawki z piórkiem na końcu.
- O nie! - krzyknęłam prawie się przewracając.- Len! Boże...
Udało mi się zmienić w kotkę. Starałam się złapać jego ślad, lecz nie udawało mi się to. Gdy miałam się już poddać, poczułam lekkie uszczypnięcie w okolicy łopatki. Spojrzałam w bok i ujrzałam podobną strzykawkę. Niestety za nim zdążyłam ją ściągnąć łapą, środek usypiający zaczął działać. Jedyne co zauważyłam to podchodzącego do mnie człowieka.
<Len? Co się będzie dziać xd>
Od Seiki CD Luki
Patrzyłem się na nią. Póki mogłem, to robić.
- Luka, ty musisz stąd iść... musisz uciekać. Oni... nas szukają. Chcą wszystkich...
- Nie zostawię cię, co ty sobie myślisz! -zapłakała głośno.
- Wiesz...niektórzy muszą oddać za kogoś życie, żeby oni mogli żyć.
- Co ty wygadujesz?!
- Ja... umieram. Nie dam już rady.
- Nie kłam!- krzyknęła i położyła mi ciepłą rękę na policzku.- Pomogę ci stąd wyjść, tylko proszę, przestań tak mówić.
Dźwignęła mnie lekko to góry.
- Jeżeli umrę to wiedz, że cię kocham i zawsze będę przy tobie.
Pokiwala głową. Zamieniłem się w lisa by było jej prościej mnie przeciągnąć.
<Luka, jakie krótkie *^* Brak weny.>
- Luka, ty musisz stąd iść... musisz uciekać. Oni... nas szukają. Chcą wszystkich...
- Nie zostawię cię, co ty sobie myślisz! -zapłakała głośno.
- Wiesz...niektórzy muszą oddać za kogoś życie, żeby oni mogli żyć.
- Co ty wygadujesz?!
- Ja... umieram. Nie dam już rady.
- Nie kłam!- krzyknęła i położyła mi ciepłą rękę na policzku.- Pomogę ci stąd wyjść, tylko proszę, przestań tak mówić.
Dźwignęła mnie lekko to góry.
- Jeżeli umrę to wiedz, że cię kocham i zawsze będę przy tobie.
Pokiwala głową. Zamieniłem się w lisa by było jej prościej mnie przeciągnąć.
<Luka, jakie krótkie *^* Brak weny.>
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Od Lena - CD Amayi
To było piękne. Mimo obecnych czasów śmialiśmy się jak dzieci, które niczym się nie przejmują. A przecież to jest takie ulotne - przecież jutro mogę zginąć... Jejku! O czym ja myślę?! Obiecałem jej, że jej nie zostawię, więc nie mogę nagle umrzeć.
Amaya ziewnęła.
- Chcesz iść spać? - spytałem. Skinęła głową.
Pomogłem jej się ułożyć. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, jednak w końcu zasnęła. Wyglądała bardzo słodko. Uśmiechnąłem się patrząc na nią.
Już nieco później usłyszałem na zewnątrz jakiś trzask. Zmarszczyłem brwi i otworzyłem lekko drzwi by sprawdzić co się dzieje. Nie mogłem nic dostrzec. Czy ktoś nas dostrzegł? Wyszedłem i cicho zatrzasnąłem drzwi by nie niepokoić Amayi. Zszedłem z małej werandy i zacząłem się wyraźniej rozglądać. Nie mogłem nic dostrzec. Poszedłem głębiej. Znów to samo. W końcu zapuściłem się w las - i to był mój błąd. Ktoś ustawił pułapkę i gdy tylko dotknąłem nogą twardego sznura oplótł mnie i pociągnął za nią do góry; głowę miałem przy ziemi. Nie była to komfortowa czy wygodna pozycja. Jednocześnie nie mogłem go sobie zdjąć. Usłyszałem szybkie kroki. Zauważyłem między drzewami cień. Celował we mnie czymś. Zamknąłem oczy; nie byłem gotowy by odejść z tego świata.
Jednak zamiast bólu poczułem ukłucie. Po chwili zacząłem tracić kontakt z rzeczywistością. To była strzałka usypiająca!
Ostatnim o czym pomyślałem było to by Amaya była bezpieczna.
Amaya ziewnęła.
- Chcesz iść spać? - spytałem. Skinęła głową.
Pomogłem jej się ułożyć. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, jednak w końcu zasnęła. Wyglądała bardzo słodko. Uśmiechnąłem się patrząc na nią.
Już nieco później usłyszałem na zewnątrz jakiś trzask. Zmarszczyłem brwi i otworzyłem lekko drzwi by sprawdzić co się dzieje. Nie mogłem nic dostrzec. Czy ktoś nas dostrzegł? Wyszedłem i cicho zatrzasnąłem drzwi by nie niepokoić Amayi. Zszedłem z małej werandy i zacząłem się wyraźniej rozglądać. Nie mogłem nic dostrzec. Poszedłem głębiej. Znów to samo. W końcu zapuściłem się w las - i to był mój błąd. Ktoś ustawił pułapkę i gdy tylko dotknąłem nogą twardego sznura oplótł mnie i pociągnął za nią do góry; głowę miałem przy ziemi. Nie była to komfortowa czy wygodna pozycja. Jednocześnie nie mogłem go sobie zdjąć. Usłyszałem szybkie kroki. Zauważyłem między drzewami cień. Celował we mnie czymś. Zamknąłem oczy; nie byłem gotowy by odejść z tego świata.
Jednak zamiast bólu poczułem ukłucie. Po chwili zacząłem tracić kontakt z rzeczywistością. To była strzałka usypiająca!
Ostatnim o czym pomyślałem było to by Amaya była bezpieczna.
<Amaya? Chyba trochę akcji ^^>
Od Luki CD Seiki
Do cholery jasnej wszystko co się działo widziałam w wizji, zaczęłam znów cała się elektryzować do tego stopnia ze to co we mnie udawało martwą zniknęło. Szybko skierowałam się w kierunku wyjścia. Gdzie jest Seiki?! Lochy ! No tak ! Polecialam tam jak jakaś strzała i ujrzałam chłopaka leżącego w kałuży krwi.
- O mój Boże - szybko do niego Podeszłam.
- Seiki, Seiki ! SEIKI DO CHOLERY! Nie strasz mnie!
On się nie odzywał. Zaczęłam płakać.
- Jak mogłeś na to pozwolić, jak .. Moje życie.. Bez ciebie nie ma sensu.. Wstawaj ! Bo powtórzy się końcowa scena z Romeo i Julii! SEIKI!
Teraz to już ryczalam.
- L .. Luka ? - powiedział lekko chrapliwym głosem.
- Jestem, cii ..
- Jestem w niebie, a sądziłem ze trafię do piekła. To przez ciebie prawda? Jesteś moim aniołem który poprosił Boga o łaskę ?-ledwo patrzył na oczy.
-Co ty ! Popatrz, ja żyję rozumiesz ? Żyje i jestem przy tobie, nie opuszczę cie dopóki nie będziesz chciał żebym to uczyniła, nigdy nikt nas nie rozdzieli- te słowa popłynely ze mnie nawet nie wiem kiedy.
< Z weną co raz gorzej ;-; Seiki ^^ >
- O mój Boże - szybko do niego Podeszłam.
- Seiki, Seiki ! SEIKI DO CHOLERY! Nie strasz mnie!
On się nie odzywał. Zaczęłam płakać.
- Jak mogłeś na to pozwolić, jak .. Moje życie.. Bez ciebie nie ma sensu.. Wstawaj ! Bo powtórzy się końcowa scena z Romeo i Julii! SEIKI!
Teraz to już ryczalam.
- L .. Luka ? - powiedział lekko chrapliwym głosem.
- Jestem, cii ..
- Jestem w niebie, a sądziłem ze trafię do piekła. To przez ciebie prawda? Jesteś moim aniołem który poprosił Boga o łaskę ?-ledwo patrzył na oczy.
-Co ty ! Popatrz, ja żyję rozumiesz ? Żyje i jestem przy tobie, nie opuszczę cie dopóki nie będziesz chciał żebym to uczyniła, nigdy nikt nas nie rozdzieli- te słowa popłynely ze mnie nawet nie wiem kiedy.
< Z weną co raz gorzej ;-; Seiki ^^ >
Od Amayi CD Len
- To najpiękniejsze opowiadanie jakie słyszałam- pochwaliłam go, kładąc moją głowę na jego ramieniu.
Chmury tego popołudnia były przepiękne. Układały się we wspaniałe góry, które albo się zmniejszały albo robiły się coraz większe. Miałam nadzieję, że wyjdę z tego, chciałam biegać i skakać jak dawniej. Starałam się wstać i zacząć chodzić, oczywiście nie obyło się bez drobnej pomocy Lena. Gdy poczułam się zbyt zmęczona, wyglądałam jak sadzonka jakiegoś kwiatka. Moje ubranie było całkowicie pokryte zielenią, a na rękach i buzi widniała ziemia. We włosach miałam zaś suche liście.
Pod wieczór bardzo chciałam zamienić się w kotkę. Niestety coś nie wyszło i wyrosły mi tylko uszy i wąsy. Obydwoje zaczęliśmy się śmiać ale "jakoś" nie mogłam tego cofnąć. Zaczęłam panikować, lecz po chwili udało mi się powrócić do kociej formy.
<Len? Brak weny ;-;>
Chmury tego popołudnia były przepiękne. Układały się we wspaniałe góry, które albo się zmniejszały albo robiły się coraz większe. Miałam nadzieję, że wyjdę z tego, chciałam biegać i skakać jak dawniej. Starałam się wstać i zacząć chodzić, oczywiście nie obyło się bez drobnej pomocy Lena. Gdy poczułam się zbyt zmęczona, wyglądałam jak sadzonka jakiegoś kwiatka. Moje ubranie było całkowicie pokryte zielenią, a na rękach i buzi widniała ziemia. We włosach miałam zaś suche liście.
Pod wieczór bardzo chciałam zamienić się w kotkę. Niestety coś nie wyszło i wyrosły mi tylko uszy i wąsy. Obydwoje zaczęliśmy się śmiać ale "jakoś" nie mogłam tego cofnąć. Zaczęłam panikować, lecz po chwili udało mi się powrócić do kociej formy.
<Len? Brak weny ;-;>
Od Seiki CD Luki
Co miałem zrobić? Musiałem iść z nimi. Trochę się szarpałęm ale oni tłumili mnie, uderzając ręką w głowę.
- A co zrobicie... z jej zwłokami?- szepnąłem cicho.
- Jak to trupy, rozłożą się!- odrzekł, na co drugi strażnik odpowiedział śmiechem.
A ten jego śmiech był tak idiotyczny, że żałowałem iż nie mogę zatkać ani jednego ucha. Zrobiło mi się strasznie przykro. Szlak!
- Mów gdzie reszta! - krzyknął jeden z ludzi w garniturze.
Chwycił mnie za kark i włożył moją głowę do skrzyni z wodą. Gdy tylko mnie wyciągnął, naplułem mu na twarz. Dostałem z liścia. Cóż, to chyba najprzyjemniejsze tortury jakie w życiu miałem.
<Juka? O matko jakie krótkie T-T wena mnie opuszcza.>
- A co zrobicie... z jej zwłokami?- szepnąłem cicho.
- Jak to trupy, rozłożą się!- odrzekł, na co drugi strażnik odpowiedział śmiechem.
A ten jego śmiech był tak idiotyczny, że żałowałem iż nie mogę zatkać ani jednego ucha. Zrobiło mi się strasznie przykro. Szlak!
- Mów gdzie reszta! - krzyknął jeden z ludzi w garniturze.
Chwycił mnie za kark i włożył moją głowę do skrzyni z wodą. Gdy tylko mnie wyciągnął, naplułem mu na twarz. Dostałem z liścia. Cóż, to chyba najprzyjemniejsze tortury jakie w życiu miałem.
<Juka? O matko jakie krótkie T-T wena mnie opuszcza.>
Od Enomoto - CD Teichi'ego
Teichi stał - a raczej kucał - bliżej wyjścia więc miał na wszystko widok. Co chwila obracał głowę w którąś stronę. Usłyszałam nagle strzały, a ja zobaczyłam tylko coś co padło na ziemię. Nie wiem czy to był kot, czy może, lis lub coś innego. Gdy tylko otworzyłam usta chłopak zatkał mi je dłonią. I czekaliśmy. Miałam wrażenie, że każda minuta trwa wiek. Podeszli do martwego ciała. Byli tuż przy namiocie. W każdej chwili mogli nas zauważyć. Bardzo, bardzo powoli zdjęłam bluzę. Myśliwy zaczął oglądać trupa. Zaraz nas zauważy! I nagle to się stało - kichnęłam. Jak zawsze w takich sytuacjach. Niby próbowałam to stłumić, ale słychać było. Teichi gwałtownie obrócił się w moją stronę. U wejścia do namiotu stanął uzbrojony mężczyzna. Nim się zorientował o co chodzi zarzuciłam mu na głowę bluzę - którą wcześniej zdjęłam. Razem z wilkiem - w zwierzęcych formach - wybiegliśmy z tipi i skierowaliśmy się do lasu. Mimo, ze byliśmy na otwrtym polu nie potrafili w nas trafić! Czy czegoś nie szykują?
<Teichi? Wybacz, że krótkie T.T Weny trochę brak>
Od Nessie CD Hisashi
Zawahałam się. Z jakiegoś powodu nie chciałam, żeby cokolwiek o mnie wiedział, nawet jeśli chodziło o tak mało istotną sprawę jak wiek.
- Nieważne. - odparłam w końcu wymijająco.
- Co złego się stanie, jeśli mi to powiesz? - padła odpowiedź.
- Właściwie to nic...
W duchu przyznałam mu rację.
- A więc, powiesz? - zapytał z uśmiechem.
- Szesnaście. A Ty...? - spytałam nieśmiało.
- Osiemnaście. Nie dziwię się, że jesteś młodsza.
- Bo co?
- Bo masz taki niski wzrost.
- Wcale nie...! - stwierdziłam oskarżycielskim tonem.
- Czyżby? - spojrzał na mnie z góry.
Nie odpowiedziałam, tylko popatrzyłam na niego ponurym wzrokiem. Starałam się ze wszystkich sił... nie zakochać w nim. Jak na razie dobrze mi szło. A tak przynajmniej sobie wmawiałam.
Wkrótce dotarliśmy do naszego obozowiska. Większość osób już wstała i przypatrywała się nam z zaciekawieniem. Postanowiłam natychmiast zniknąć za swoim namiotem bez żadnego wyjaśnienia, ale Hisashi przemówił, zanim zdążyłam mu uciec.
< Hisashi? ^^ >
- Nieważne. - odparłam w końcu wymijająco.
- Co złego się stanie, jeśli mi to powiesz? - padła odpowiedź.
- Właściwie to nic...
W duchu przyznałam mu rację.
- A więc, powiesz? - zapytał z uśmiechem.
- Szesnaście. A Ty...? - spytałam nieśmiało.
- Osiemnaście. Nie dziwię się, że jesteś młodsza.
- Bo co?
- Bo masz taki niski wzrost.
- Wcale nie...! - stwierdziłam oskarżycielskim tonem.
- Czyżby? - spojrzał na mnie z góry.
Nie odpowiedziałam, tylko popatrzyłam na niego ponurym wzrokiem. Starałam się ze wszystkich sił... nie zakochać w nim. Jak na razie dobrze mi szło. A tak przynajmniej sobie wmawiałam.
Wkrótce dotarliśmy do naszego obozowiska. Większość osób już wstała i przypatrywała się nam z zaciekawieniem. Postanowiłam natychmiast zniknąć za swoim namiotem bez żadnego wyjaśnienia, ale Hisashi przemówił, zanim zdążyłam mu uciec.
< Hisashi? ^^ >
Od Lena - CD Amayi
Gdy dziewczyna opowiedziała mi historię o niedźwiedziu spytałem.
- W kociej formie lepiej się czujesz?
- Czuję nogi i mogę nimi ruszać - odparła.
- A tak w ogóle to co ci przyszło do głowy by wychodzić w swoim stanie z chaty?
- Chciałam rozruszać mięśnie - powiedziała dziewczyna spuszczając lekko głowę.
- Rób to tylko gdy jestem w okolicy, gdyż możesz mieć problem z ucieczką.
Amaya kiwnęła głową. Ostrożnie postawiłem ją na trawie. Niepewnie stała, ale stała.
- Trzymać cię za ręce? - zaoferowałem pomoc.
Pokręciła głową.
- Chcę spróbować sama.
Ostrożnie i powoli zaczęła iść. Jednak po kilku krokach przewróciła się. Podszedłem do niej i spojrzałem na nogi.
- Jest już lepiej - stwierdziłem - ale nie idealnie.
- Nigdy nie będzie idealnie - powiedziała Amaya ze smutkiem patrząc na swe nogi.
- Czemu tak uważasz?
- Możliwe, że nigdy nie będę w stanie biegać, i będę musiala chodzić o lasce.
Uśmiechnąłem się.
- Amayo; masz mnie. A ja zawszę będę cię kochać. Na dobre i na złe.
Zapadła chwila ciszy. Nagle sobie coś przypomniałem. Usiadłem na trawie obok niej.
- Czytałem kiedyś książkę. Opowiadała o psie, który w 1/4 był wilkiem. Gdy uciekł spotkał piękną wilczycę. Zostali parą. Niestety pewnego pechowego ranka ryś zaatakował ją i wydrapał oczy. Ale ten pies jej nie pozostawił. Kochał ją tak bardzo, że postanowił jej pomóc. Mimo, iż była ślepa dzięki niemu mogła w pełni funkcjonować. No, jednak prawie gdyż polować nie mogła. Ta książka nosiła tytuł "Szara wilczyca". Bardzo mi się to podobało. I wiesz co? Ja ciebie nigdy nie zostawię. Będę przy tobie zawsze.
<Amayo? Mój monolog... Wybacz, że takie coś; weny nie ma znów ;_;>
- W kociej formie lepiej się czujesz?
- Czuję nogi i mogę nimi ruszać - odparła.
- A tak w ogóle to co ci przyszło do głowy by wychodzić w swoim stanie z chaty?
- Chciałam rozruszać mięśnie - powiedziała dziewczyna spuszczając lekko głowę.
- Rób to tylko gdy jestem w okolicy, gdyż możesz mieć problem z ucieczką.
Amaya kiwnęła głową. Ostrożnie postawiłem ją na trawie. Niepewnie stała, ale stała.
- Trzymać cię za ręce? - zaoferowałem pomoc.
Pokręciła głową.
- Chcę spróbować sama.
Ostrożnie i powoli zaczęła iść. Jednak po kilku krokach przewróciła się. Podszedłem do niej i spojrzałem na nogi.
- Jest już lepiej - stwierdziłem - ale nie idealnie.
- Nigdy nie będzie idealnie - powiedziała Amaya ze smutkiem patrząc na swe nogi.
- Czemu tak uważasz?
- Możliwe, że nigdy nie będę w stanie biegać, i będę musiala chodzić o lasce.
Uśmiechnąłem się.
- Amayo; masz mnie. A ja zawszę będę cię kochać. Na dobre i na złe.
Zapadła chwila ciszy. Nagle sobie coś przypomniałem. Usiadłem na trawie obok niej.
- Czytałem kiedyś książkę. Opowiadała o psie, który w 1/4 był wilkiem. Gdy uciekł spotkał piękną wilczycę. Zostali parą. Niestety pewnego pechowego ranka ryś zaatakował ją i wydrapał oczy. Ale ten pies jej nie pozostawił. Kochał ją tak bardzo, że postanowił jej pomóc. Mimo, iż była ślepa dzięki niemu mogła w pełni funkcjonować. No, jednak prawie gdyż polować nie mogła. Ta książka nosiła tytuł "Szara wilczyca". Bardzo mi się to podobało. I wiesz co? Ja ciebie nigdy nie zostawię. Będę przy tobie zawsze.
<Amayo? Mój monolog... Wybacz, że takie coś; weny nie ma znów ;_;>
Od Luki CD Seiki
Znaleźli mnie, wstrzykneli mi coś ze Wyglądałam jak martwa i jeszcze perfekcyjnie dodali czyjąś krew na mnie FUU... żeby było ze ee nie żyje ? Tak na prawdę byłam przytomna, słyszałam wszystko co się działo ale nie mogłam niczego zrobić.
- Widzę ze znalazłeś juz swoją martwą partnerkę? - zaśmiał się facet wychodzący zza drzewa z innymi.
- Co wy jej ...
Ewidentnie panikował, i taki był ich cel, by go łatwo o bezwładnić, Cholera.
- Masz zaproszenie na jej pogrzeb, a teraz choć z nami bo inaczej tego idealnego pogrzebu nie będzie- uśmiechnął się wrednie.
- Z-zabiliście ją ... - mówił takim głosem jakby za chwile chciał popełnić samobójstwo, jasny gwint niech ktoś mnie od ten tego wuje, to jak ja im pokaże !!
- Idziesz z nami czy wyrzucić ją do pobliskiej rzeki by powoli zżerały ją rybki ? - wciąż mówił z takim samym uśmiechem na twarzy.
Trzęsł się, czułam jego ręce na sobie. Byłam zimna jak lód, ciekawe Jak oni to zrobili... nawet nie słychać było bicia serca, nic. Żywy trup normalnie.
Zabrali go i z tego co usłyszałam da się zabić, tak po prostu, IDIOTA. Dajcie mi wstać! Dajcie mi do niego iść! Zrobię wszystko ale dajcie mi przekonać go ze ja żyję i mam się dobrze!
Za godzinę ma nastąpić egzekucja, nawet się nie opiera.. Do cholery !! Luka musisz jakoś do niego dość. Ale to jest niemożliwe... co teraz ?!
< Tragiczny moment T-T Masz przeżyć! Seiki >
- Widzę ze znalazłeś juz swoją martwą partnerkę? - zaśmiał się facet wychodzący zza drzewa z innymi.
- Co wy jej ...
Ewidentnie panikował, i taki był ich cel, by go łatwo o bezwładnić, Cholera.
- Masz zaproszenie na jej pogrzeb, a teraz choć z nami bo inaczej tego idealnego pogrzebu nie będzie- uśmiechnął się wrednie.
- Z-zabiliście ją ... - mówił takim głosem jakby za chwile chciał popełnić samobójstwo, jasny gwint niech ktoś mnie od ten tego wuje, to jak ja im pokaże !!
- Idziesz z nami czy wyrzucić ją do pobliskiej rzeki by powoli zżerały ją rybki ? - wciąż mówił z takim samym uśmiechem na twarzy.
Trzęsł się, czułam jego ręce na sobie. Byłam zimna jak lód, ciekawe Jak oni to zrobili... nawet nie słychać było bicia serca, nic. Żywy trup normalnie.
Zabrali go i z tego co usłyszałam da się zabić, tak po prostu, IDIOTA. Dajcie mi wstać! Dajcie mi do niego iść! Zrobię wszystko ale dajcie mi przekonać go ze ja żyję i mam się dobrze!
Za godzinę ma nastąpić egzekucja, nawet się nie opiera.. Do cholery !! Luka musisz jakoś do niego dość. Ale to jest niemożliwe... co teraz ?!
< Tragiczny moment T-T Masz przeżyć! Seiki >
Od Teichi CD Enomoto
- Dziękuję.
- Za co ? - zapytała zdziwiona.
- Bez ciebie pewnie bym się wykrwawił - uśmiechnąłem się.
- Aj tam przesadzasz - odpowiedziała takim samym wesołym uśmiechem.
- Masz jakieś zdolności medyczne czy coś ? Ta rana zadziwiająco szybko się goi.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
Wstałem i weszłem by trochę odetchnąć bo w namiocie jest strasznie duszno. Nie wpadli na nasz trop, a to dziwne bo po mojej ranie powini tu szybko dojść.. może tylko czekają by uderzyć ? Na razie nie ma co się przejmować, nie wyczuwam zagrożenia.
- Nie ma nikogo ? - zapytała.
- Nie - mruknąłem niepewnie.
- Coś jesteś mało przekonujący.
- Po prostu nie jestem dziś w formie.
Zdjąłem "bandaż" i ujrzałem no właśnie co... nic. Po ranie nie było śladu a minęło zaledwie ee godzina ? Nagle usłyszałem ze ktoś jest za krzakami.
- Do namiotu, już ! - warknąłem na dziewczynę a sam podszedłem do krzaków przygotowany na najgorsze.
< znów akcja XD Enomoto ^^ >
- Za co ? - zapytała zdziwiona.
- Bez ciebie pewnie bym się wykrwawił - uśmiechnąłem się.
- Aj tam przesadzasz - odpowiedziała takim samym wesołym uśmiechem.
- Masz jakieś zdolności medyczne czy coś ? Ta rana zadziwiająco szybko się goi.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
Wstałem i weszłem by trochę odetchnąć bo w namiocie jest strasznie duszno. Nie wpadli na nasz trop, a to dziwne bo po mojej ranie powini tu szybko dojść.. może tylko czekają by uderzyć ? Na razie nie ma co się przejmować, nie wyczuwam zagrożenia.
- Nie ma nikogo ? - zapytała.
- Nie - mruknąłem niepewnie.
- Coś jesteś mało przekonujący.
- Po prostu nie jestem dziś w formie.
Zdjąłem "bandaż" i ujrzałem no właśnie co... nic. Po ranie nie było śladu a minęło zaledwie ee godzina ? Nagle usłyszałem ze ktoś jest za krzakami.
- Do namiotu, już ! - warknąłem na dziewczynę a sam podszedłem do krzaków przygotowany na najgorsze.
< znów akcja XD Enomoto ^^ >
Od Hisashi CD Nessie
- Hm..? - popatrzyłem na dziewczynę kontem oka - Coś się stało?
- Pomożesz? - wymamrotała.
Nie wiedziałem dokładnie o co chodzi. Byłem lekko zdziwiony, że jednak prosi mnie o pomoc. Podszedłem do niej i nachyliłem się.
- No, mów... - powiedziałem zainteresowany o co mnie poprosi.
Niepewna zrobiła krok do tyłu, a ja się nawet nie ruszyłem by jej bardziej nie wystraszyć.
- Pomożesz mi w dojściu do namiotu? - zapytała przekładając własne palce jak by się denerwowała.
Zaśmiałem się i chwyciłem dziewczynę za rękę, ale ona od razu ją zabrała.
- Spokojnie, nie zrobię Ci krzywdy - zacząłem ją uspokajać.
Wiedziałem, że nie będzie sensu iść obok niej, albo ramie w ramie, więc szedłem te trzy kroki do przodu. Po chwili odwróciłem się do niej idąc tyłem.
- Hej, Nessie..? - zapytałem patrząc w chmury.
- T-Tak? - powiedziała lekko drżącym głosem.
- Ile masz lat? - powiedziałem rozbawionym głosem.
Tak... No to cały ja. Wale wszystko prosto z mostu...
<Nessie? Zdradź mi wiek ^^ >
- Pomożesz? - wymamrotała.
Nie wiedziałem dokładnie o co chodzi. Byłem lekko zdziwiony, że jednak prosi mnie o pomoc. Podszedłem do niej i nachyliłem się.
- No, mów... - powiedziałem zainteresowany o co mnie poprosi.
Niepewna zrobiła krok do tyłu, a ja się nawet nie ruszyłem by jej bardziej nie wystraszyć.
- Pomożesz mi w dojściu do namiotu? - zapytała przekładając własne palce jak by się denerwowała.
Zaśmiałem się i chwyciłem dziewczynę za rękę, ale ona od razu ją zabrała.
- Spokojnie, nie zrobię Ci krzywdy - zacząłem ją uspokajać.
Wiedziałem, że nie będzie sensu iść obok niej, albo ramie w ramie, więc szedłem te trzy kroki do przodu. Po chwili odwróciłem się do niej idąc tyłem.
- Hej, Nessie..? - zapytałem patrząc w chmury.
- T-Tak? - powiedziała lekko drżącym głosem.
- Ile masz lat? - powiedziałem rozbawionym głosem.
Tak... No to cały ja. Wale wszystko prosto z mostu...
<Nessie? Zdradź mi wiek ^^ >
Od Seiki CD Luki
Wróciłem do chaty. Byłem wściekły. Skoro potrzebuje rozmowy i pomocy mogła mnie poprosić. Teraz jest niebezpieczna. Zbyt niebezpieczna. I tak jej nie zostawię. Kocham ją, z całego serca. Położyłem się na łóżku i wpatrywałem w sufit. Zdenerwowałem się i rzuciłem poduszką w ścianę. Sukin**ty, co oni jej zrobili?! Położyłem się spać, bo nie miałem co do roboty. Rano szukałem, jej lśniących, włosów obok mnie, jednak ich nie było. Postanowiłem wyruszyć, z pustym żołądkiem, jej poszukać. Wybiegłem z domu i chwilę zastanawiałem się, w którą stronę mam wyruszyć, żebym mógł ją odnaleźć. Z pomocą przyszła mi ziemia, która zachowała ślady - człowieka i lisa. Po godzinie ślad wsiąkł w błoto, gdy nagle zauważyłem powalone drzewo.
- Co do...- westchnąłem zdziwiony.
Przeskoczyłem przez konar i mój wzrok wbił się w... leżącą Lukę. Jej włosy splamione były świeżą krwią. Zerwałem się z miejsca,
<Luka ^^ Czo się będzie działo! :D >
- Co do...- westchnąłem zdziwiony.
Przeskoczyłem przez konar i mój wzrok wbił się w... leżącą Lukę. Jej włosy splamione były świeżą krwią. Zerwałem się z miejsca,
<Luka ^^ Czo się będzie działo! :D >
Od Amayi CD Len
- Len, ja się boję.. - szepnęłam patrząc się mu w oczy.
- Nie masz czego - uśmiechnął się.- Jestem przy tobie. I zawsze będę.
- Obiecaj mi to- szepnęłam przez łzy.- Obiecaj, że zawsze będziesz przy mnie.
Len zawahał się.
- Obiecuję.
Wiedziałam że nie mogę być tego pewna. Zawsze coś może się coś popsuć i wtedy nie będzie odwrotu. Czuję, że wszyscy podobni do nas, są skazani na zagładę. Zrobiło się późno i położyliśmy się spać. Prosiłam, wręcz nalegałam by spał blisko mnie. Po kiku minutach bezsensownego myślenia , o tym czy spełnię się w roli dziewczyny, zasnęłam. Rano Len wyruszył do miasta. Miałam więcej czasu by zacząć ćwiczyć obolałe mięśnie. Samo wyjście z domu okazało się syzyfową pracą. Na początku ściągnęłam bandaże by zobaczyć jak zrosła się rana. Nadal była otwarta, a skrzepnięta krew zasłaniała dziure powstałą bo naboju. Podciągnęłam się na najniższej gałęzi. Udało mi się utrzymać równowagę, gdyby nie to iż kora pękła. Spadłam na trawę i poczułam się jeszcze gorzej. Otarłam pot z czoła, gdy przedemną stanęła niedźwiedzica, obnażając białe kły.
- Szlak! - przestraszyłam się i zakryłam twarz ręką.
Widocznie drapieżnik wyczuł krew, rannej zdobyczy. Z trudem i bólem zamieniłam się w kotkę. Syknęłam, a gdy tylko zbliżyła swój brązowy pysk, drasnęłam ją w nos. Samica odsunęła się liżąc rankę. Coś dziwnego stało się w tej chwili i to nie był zezłoszczony ryk drapieżnika. Czułam je. Czułam swoje nogi! Wdrapałam się na drzewo, zanim misiek zdążyl zadać mi cios łapą. Po godzinie samica odeszła wyraźne zdruzgotana. Gdy tylko zeszłam na dół, zauważyłam Lena. Pobiegłam do niego i łasiłam się o jego nogi. Chłopak był zaskoczony.
- Mraaaau- zamruczałam, po czym zamieniłam się w dziewczynę.
Spadłam w jego ramiona. Ten tylko się uśmiechnął. Oczywiście od razu zaczęłam mu to wszystko tłumaczyć.
<Len <3 dawaj ^^>
- Nie masz czego - uśmiechnął się.- Jestem przy tobie. I zawsze będę.
- Obiecaj mi to- szepnęłam przez łzy.- Obiecaj, że zawsze będziesz przy mnie.
Len zawahał się.
- Obiecuję.
Wiedziałam że nie mogę być tego pewna. Zawsze coś może się coś popsuć i wtedy nie będzie odwrotu. Czuję, że wszyscy podobni do nas, są skazani na zagładę. Zrobiło się późno i położyliśmy się spać. Prosiłam, wręcz nalegałam by spał blisko mnie. Po kiku minutach bezsensownego myślenia , o tym czy spełnię się w roli dziewczyny, zasnęłam. Rano Len wyruszył do miasta. Miałam więcej czasu by zacząć ćwiczyć obolałe mięśnie. Samo wyjście z domu okazało się syzyfową pracą. Na początku ściągnęłam bandaże by zobaczyć jak zrosła się rana. Nadal była otwarta, a skrzepnięta krew zasłaniała dziure powstałą bo naboju. Podciągnęłam się na najniższej gałęzi. Udało mi się utrzymać równowagę, gdyby nie to iż kora pękła. Spadłam na trawę i poczułam się jeszcze gorzej. Otarłam pot z czoła, gdy przedemną stanęła niedźwiedzica, obnażając białe kły.
- Szlak! - przestraszyłam się i zakryłam twarz ręką.
Widocznie drapieżnik wyczuł krew, rannej zdobyczy. Z trudem i bólem zamieniłam się w kotkę. Syknęłam, a gdy tylko zbliżyła swój brązowy pysk, drasnęłam ją w nos. Samica odsunęła się liżąc rankę. Coś dziwnego stało się w tej chwili i to nie był zezłoszczony ryk drapieżnika. Czułam je. Czułam swoje nogi! Wdrapałam się na drzewo, zanim misiek zdążyl zadać mi cios łapą. Po godzinie samica odeszła wyraźne zdruzgotana. Gdy tylko zeszłam na dół, zauważyłam Lena. Pobiegłam do niego i łasiłam się o jego nogi. Chłopak był zaskoczony.
- Mraaaau- zamruczałam, po czym zamieniłam się w dziewczynę.
Spadłam w jego ramiona. Ten tylko się uśmiechnął. Oczywiście od razu zaczęłam mu to wszystko tłumaczyć.
<Len <3 dawaj ^^>
Od Nessie CD Hisashi
- Nessie. - odpowiedziałam cicho, nie podając nazwiska.
Jednym, płynnym ruchem wstałam z zamiarem jak najszybszego odejścia, ale oczywiście musiałam potknąć się o własne nogi i upaść, na szczęście tym razem nie wylądowałam na chłopaku.
- Może ci pomóc? - zapytał z rozbawieniem.
- Nie, dziękuję! - oświadczyłam może zbyt gwałtownie.
- Spokojnie... Nie bój się mnie tak. Wyglądam aż tak strasznie?
Zmieszałam się. Wcale nie wyglądał strasznie, wręcz przeciwnie.
- Wcale się ciebie nie boję. - zaprzeczyłam, choć niepewny ton mojego głosu nie brzmiał zdecydowanie.
- To dlaczego chcesz wstać sama?
- Bo... No dobrze już...
Nie potrafiłam znaleźć więcej argumentów. Niechętnie chwyciłam jego wyciągniętą dłoń.
- To może ja już sobie pójdę. - oznajmiłam.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, oddaliłam się, nie patrząc na reakcję chłopaka. I wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że nie wiem, jak wrócić do namiotu. Zawahałam się. Nie chciałam prosić go o pomoc w odnalezieniu drogi, ale równocześnie pragnęłam jak najszybciej dojść do suchego, ciepłego miejsca, bo było mi zimno. Westchnęłam ze zrezygnowaniem. Dlaczego nie mogłam napotkać jakiejś dziewczyny?
- Hisashi...? - zawołałam niepewnie.
< Hisashi? :3 >
Jednym, płynnym ruchem wstałam z zamiarem jak najszybszego odejścia, ale oczywiście musiałam potknąć się o własne nogi i upaść, na szczęście tym razem nie wylądowałam na chłopaku.
- Może ci pomóc? - zapytał z rozbawieniem.
- Nie, dziękuję! - oświadczyłam może zbyt gwałtownie.
- Spokojnie... Nie bój się mnie tak. Wyglądam aż tak strasznie?
Zmieszałam się. Wcale nie wyglądał strasznie, wręcz przeciwnie.
- Wcale się ciebie nie boję. - zaprzeczyłam, choć niepewny ton mojego głosu nie brzmiał zdecydowanie.
- To dlaczego chcesz wstać sama?
- Bo... No dobrze już...
Nie potrafiłam znaleźć więcej argumentów. Niechętnie chwyciłam jego wyciągniętą dłoń.
- To może ja już sobie pójdę. - oznajmiłam.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, oddaliłam się, nie patrząc na reakcję chłopaka. I wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że nie wiem, jak wrócić do namiotu. Zawahałam się. Nie chciałam prosić go o pomoc w odnalezieniu drogi, ale równocześnie pragnęłam jak najszybciej dojść do suchego, ciepłego miejsca, bo było mi zimno. Westchnęłam ze zrezygnowaniem. Dlaczego nie mogłam napotkać jakiejś dziewczyny?
- Hisashi...? - zawołałam niepewnie.
< Hisashi? :3 >
Od Hisashi CD Nessie
Otworzyłem powoli oczy. Zobaczyłem leżącą na mnie lekko wystraszoną dziewczynę. Pomasowałem się lekko po głowie i uśmiechnąłem.
- Cała?
- T-Tak... - powiedziała zakłopotana i wstała ze mnie. Jej buzia lekko zaczerwieniła się.
Dziewczyna sprawiała wrażenie zakłopotanej... nie, raczej wystraszonej. Nie wiem czemu. Może to tylko moja wyobraźnia. Joj... Miejmy nadzieje, że jej w żaden sposób nie wystraszyłem.
- Przepraszam... - wyszeptała
- Przepraszasz? - usiadłem na ziemi - Nie masz przecież za co. Zamyśliłaś się i tyle. Nic się nie stało... - Hisashi. Hisashi Kahaya - zaśmiałem się i wstałem - A panna?
<Nessie? Wybacz, że krótkie>
- Cała?
- T-Tak... - powiedziała zakłopotana i wstała ze mnie. Jej buzia lekko zaczerwieniła się.
Dziewczyna sprawiała wrażenie zakłopotanej... nie, raczej wystraszonej. Nie wiem czemu. Może to tylko moja wyobraźnia. Joj... Miejmy nadzieje, że jej w żaden sposób nie wystraszyłem.
- Przepraszam... - wyszeptała
- Przepraszasz? - usiadłem na ziemi - Nie masz przecież za co. Zamyśliłaś się i tyle. Nic się nie stało... - Hisashi. Hisashi Kahaya - zaśmiałem się i wstałem - A panna?
<Nessie? Wybacz, że krótkie>
Od Nessie
Tego dnia wstałam bardzo wcześnie, jak na
mnie. Przetarłam oczy i wychynęłam z namiotu. Było zimno, a do tego
zacinał deszcz. Narzuciłam na siebie ciepłą, wełnianą bluzę. Mimo pogody
postanowiłam wybrać się na krótki spacer w celu obeznania terenu.
Nocowaliśmy w sosnowym zagajniku. Nie groziło nam żadne
niebezpieczeństwo - po kilkunastominutowej wędrówce nie dostrzegłam ani
śladu potencjalnego przeciwnika. Zawróciłam, w pewnym sensie zadowolona z
siebie. Jak na razie spełnianie obowiązków zwiadowcy wychodziło mi
całkiem dobrze. Osoby należące do watahy były nawet całkiem miłe, ale
jeszcze nie nawiązałam z nikim bliższego kontaktu. Starałam się unikać
chłopaków, chociaż nie było to wcale takie łatwe.
Z zamyślenia wyrwało mnie mocne uderzenie. Wpadłam na kogoś i wywróciłam się, a ten ktoś razem ze mną. Podniosłam głowę, po czym z niemałym przerażeniem odkryłam, że na kimś leżę.
< Ktosiu? ^^ >
Z zamyślenia wyrwało mnie mocne uderzenie. Wpadłam na kogoś i wywróciłam się, a ten ktoś razem ze mną. Podniosłam głowę, po czym z niemałym przerażeniem odkryłam, że na kimś leżę.
< Ktosiu? ^^ >
Nessie Colville
Imię: Nessie
Nazwisko: Colville
Pseudonim: Vi
Płeć: Kobieta
Wiek: 16 lat
Rasa: Kot
Stanowisko: Zwiadowca
Partner: Brak
Charakter: Sprawia wrażenie miłej i rozgadanej w obecności dziewczyn, natomiast chłopaków unika jak ognia. Bardzo szybko się zakochuje, czego w sobie nienawidzi. Vi nie potrafi być asertywna, łatwo nią manipulować. Roztargniona i zapominalska.
Aparycja: Bardzo niska, chuda i w ogóle drobna. Ma gęste, jasnobrązowe włosy, podobne oczy oraz bladą karnację. Zazwyczaj ubiera sukienki lub stroje w delikatnych kolorach.
Moce: Niewidzialność, władanie nad powietrzem, przenikanie przez przedmioty.
Historia: Urodziła się w bogatej, zarozumiałej rodzinie. Jej rodzice traktowali ją tak, jakby w ogóle jej nie było. Nie miała przyjaciół - osoby z klasy Nessie nie chciały się z nią zadawać. Gdy miała 12 lat, została poinformowana o śmierci rodziców podczas zatonięcia jednego z luksusowych statków, którym wyruszyli w rejs. Nie wiedziała, co myśleć o zaistniałym zdarzeniu, ale w każdym razie całkiem się załamała. Opiekę nad nią przejął wuj z ciotką, wcale nie lepsi od swoich poprzedników. W wieku 16 lat uciekła od nich bez wyjaśnienia. Na szczęście trafiła na watahę i, nie widząc innej możliwości, dołączyła do niej.
Sterujący: Lunałcia
Nazwisko: Colville
Pseudonim: Vi
Płeć: Kobieta
Wiek: 16 lat
Rasa: Kot
Stanowisko: Zwiadowca
Partner: Brak
Charakter: Sprawia wrażenie miłej i rozgadanej w obecności dziewczyn, natomiast chłopaków unika jak ognia. Bardzo szybko się zakochuje, czego w sobie nienawidzi. Vi nie potrafi być asertywna, łatwo nią manipulować. Roztargniona i zapominalska.
Aparycja: Bardzo niska, chuda i w ogóle drobna. Ma gęste, jasnobrązowe włosy, podobne oczy oraz bladą karnację. Zazwyczaj ubiera sukienki lub stroje w delikatnych kolorach.
Moce: Niewidzialność, władanie nad powietrzem, przenikanie przez przedmioty.
Historia: Urodziła się w bogatej, zarozumiałej rodzinie. Jej rodzice traktowali ją tak, jakby w ogóle jej nie było. Nie miała przyjaciół - osoby z klasy Nessie nie chciały się z nią zadawać. Gdy miała 12 lat, została poinformowana o śmierci rodziców podczas zatonięcia jednego z luksusowych statków, którym wyruszyli w rejs. Nie wiedziała, co myśleć o zaistniałym zdarzeniu, ale w każdym razie całkiem się załamała. Opiekę nad nią przejął wuj z ciotką, wcale nie lepsi od swoich poprzedników. W wieku 16 lat uciekła od nich bez wyjaśnienia. Na szczęście trafiła na watahę i, nie widząc innej możliwości, dołączyła do niej.
Sterujący: Lunałcia
Od Lena - CD Amayi
Nim Zoe zdjęła zamknięcie rozejrzała się wokół. W końcu podniosła metalowy talerz i zeszła. Gdy zauważyłem drabinkę, po której musielismy zejść, powiedziałem Amayi, że wezmę ją na plecy. Po chwili już mnie trzymała za kaptur bluzy. Sprawnie zszedłem po małych stopniach.
- Tędy - usłyszałem cichy głos dziewczynki. Poszedłem za nią długim, ciemnym, podziemnym tunelem.
Korytarze były bardzo zawiłe - aż dziwiłem się, że Zoe nie gubi się w nich. W końcu dziewczynka stanęła i wspięła się po drabince. Musiała się nieco przyłożyć by podnieść deski zasłaniające dziurę. W końcu jej się udało i wyszła. Ja za nią.
Byliśmy w środku lasu, gdzie życie biegło własnym tempem. Położyłem Amayę na trawie.
- Tutaj muszę was zostawić - powiedziała Zoe. - Miło było z wami spędzić czas.
Zoe podeszła do kotki i się do niej mocno przytuliła.
- Do zobaczenia - pożegnała się Amaya.
- Dziękuję - powiedziałem. Po chwili Zoe już nie było.
- Co teraz zrobimy? - spytała Amaya.
- Przeniosę cię do chaty - odparłem. Wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy do drewnianego domku.
Położyłem ją tam gdzie spała.
- Chcesz czegoś? - spytałem z zatroskaną miną.
- Wody - powiedziała. Wręczyłem jej kubek z wodą.
- Co teraz zrobimy? - spytała po chwili.
- Musimy przeżyć - odparłem i pogładziłem ją po policzku.
<Amaya? <3 KC ^^>
- Tędy - usłyszałem cichy głos dziewczynki. Poszedłem za nią długim, ciemnym, podziemnym tunelem.
Korytarze były bardzo zawiłe - aż dziwiłem się, że Zoe nie gubi się w nich. W końcu dziewczynka stanęła i wspięła się po drabince. Musiała się nieco przyłożyć by podnieść deski zasłaniające dziurę. W końcu jej się udało i wyszła. Ja za nią.
Byliśmy w środku lasu, gdzie życie biegło własnym tempem. Położyłem Amayę na trawie.
- Tutaj muszę was zostawić - powiedziała Zoe. - Miło było z wami spędzić czas.
Zoe podeszła do kotki i się do niej mocno przytuliła.
- Do zobaczenia - pożegnała się Amaya.
- Dziękuję - powiedziałem. Po chwili Zoe już nie było.
- Co teraz zrobimy? - spytała Amaya.
- Przeniosę cię do chaty - odparłem. Wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy do drewnianego domku.
Położyłem ją tam gdzie spała.
- Chcesz czegoś? - spytałem z zatroskaną miną.
- Wody - powiedziała. Wręczyłem jej kubek z wodą.
- Co teraz zrobimy? - spytała po chwili.
- Musimy przeżyć - odparłem i pogładziłem ją po policzku.
<Amaya? <3 KC ^^>
Subskrybuj:
Posty (Atom)