Na stole było pełno jedzenia. Musiałam się powstrzymywać od spróbowania, chociaż jedna z żon bogatych naukowców nakłaniała mnie to tego. Mój honor na to nie pozwalał. Niestety. Cały czas musiałam wstawać od stolika, bo jakiś idiota ubzdurał sobie taniec ze mną, a przez to czułam że nogi mi wysiadają. Nie dość że dopiero co zagoiły się po długiej rehabilitacji, to jeszcze ciągłe ich przemęczanie mogło całkowicie je wykończyć. Zauważyłam jak obok mnie siada jakiś chłopak. Być może niewiele starszy ode mnie. Miał czarne włosy i zadarty nos oraz lekko spiczasty podbródek co dodawało mu dziwnej pewności siebie. Cały czas się we mnie wpatrywał co przyprawiało mnie o dreszcze.
- Jak ci na imię? - spytał odgarniając mi włosy z czoła.
Chciałam go uderzyć jednak z ukosa zauważyłam poważną twarz burmistrza. Pokręcił on głową.
- A...amaya - powiedziałam nieśmiało.
- Cóż, piękne imię. Miło mi cię poznać jestem Takeshi. Miałabyś ochotę przejść się ze mną na plac? Mógłbym pokazać ci ogród.
- Tak, bardzo chętnie - skinęłam głową i wstałam od stołu.
To była dobra chwila by uciec. Nawet zbyt dobra... Szliśmy przez korytarz - ja ze spuszczoną głową, on ze wzrokiem wbitym we mnie.
- Widzę że jesteś nieśmiała - odpowiedział, próbując się do mnie przybliżyć.
Poczułam jak kładzie mi rękę na ramieniu. Nagle stanęłam i oznajmiłam że muszę iść do toalety.
- Jasne poczekam tu na ciebie - rzekł szorstko.
Co on sobie do cholery myślał?! Czy ja wyglądam jak pierwsza lepsza panienka do "towarzystwa"? Pobiegłam w stronę toalety. Po chwili się zgubiłam i weszłam do pierwszego lepszego pomieszczenia. Po krótkim szukaniu włącznika, zapaliłam światło. Pomieszczenie chyba należało do jakiegoś dzieciaka.
- Dobrze się bawisz? - usłyszałam głos za sobą.
Obróciłam się i ujrzałam Takeshi.
- Myślałam że tutaj jest łazie...
Nagle chwycił mnie mocno za rękę. Dotknął mojego policzka.
- Co robisz? Zostaw mnie w spokoju - syknęłam próbując go ugryźć.
- Widzę że trafiła mi się niezła sztuka - zaśmiał się i chwycił jedną ręką, moją talię.
Próbowałam się wyrwać, gdy nagle z pomocą przyszła mi kocia forma. Zamieniłam się w kotkę i skoczyłam mu na twarz, drapiąc skórę. On jednak okazał się za silny i gdy już miałam odskoczyć chwycił mnie za kark. Syknęłam i zaczęłam miauczeć. Ruszałam moimi łapami w celu dosięgnięcia twarzy chłopaka. Ten tylko rzucił mną o podłogę i kopnął. Pobiegł do drzwi i zatrzasnął je, zamykając na klucz. Powróciłam do ludzkiej formy i uderzyłam w drzwi.
- Wypuść mnie! - krzyczałam.
Mogłam się domyślić. Nikt nie przyjdzie mi na pomoc i to dlatego że byłam INNA. W pokoju nawet nie było okna, wtedy mogłabym wyskoczyć i uciec. Zsunęłam się po ścianie i zalałam łzami.
< Len, taki średni ten incydent ale nic nie mogłam wymyślić T-T>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz