-Nie kłóć się ze mną kobieto!- krzyknąłem na nią.- Po za tym na pewno jestem starszy, powinnaś się mnie słuchać!
-Ach, na pewno!- krzyknęła i skoczyła w moją stronę. Kajdany zatrzymały ją tuż nad moją głową. Uśmiechnąłem się do niej wyszczerzając moje białe zęby.
-Jesteś okropny!- warknęła, ale nie zdążyła nic powiedzieć więcej, bo ją...pocałowałem.
Później siedzieliśmy już cicho, gdy nagle za ściany usłyszeliśmy ciche głosy.
- Przygotujcie liny i kamerę, nagramy to i puścimy w telewizji. Miejmy nadzieję, że większość z tych mutantów to oglądnie.
- Oczywiście... karabiny są goto...
- Bez karabinów. Ma być masakra, tego bardziej się przestraszą. Zastanawiam się co zrobić z tą liszką.. Możnabybyło oddać ją do zoo, lub poddać jakimś specjalnym eksperymentom.
- Co pan rozkaże, będzie wykonane.
- Jasne. Śpij spokojnie.
Tylko tyle słyszeliśmy. Nagle wybuchnąłem:
- No żesz ku***!
- Błagam nie przeklinaj!
- No nie dam rady..
- Spróbuj zasnąć.
- Tsaaa, bo to mi pomoże.
Usnęliśmy. Rano obudził nas dźwięk otwieranych drzwi. Do sali wszedł jakiś meżczyzna. Złapał mnie za kark i uniósł lekko.
- I co masz do powiedzenia, psie?- zaśmiał się.
Naplułem mu na twarz. Puścił mnie i otarł czoło ujawniając pałające nienawiścią oczy.
- Skoro nie umiesz się zachowywać, to twoja dziewczyna na tym ucierpi!- krzyknął i złapał Lukę za włosy. Ona syknęła na niego. "Puszczaj mnie!"
- Zostaw ją, albo ci oczy wydłubie. - zawołałe i szarpnąłem się.
Strażnik puścił Lukę i uśmiechnął się przecząco. Później przyszło jeszcze dwóch mięśniaków i wyciągnęli nas siłą na plac. Stała tam gilotyna. Związali nam sznur wokół szyi, a prezydent miasta wyszedł na mównicę.
- Drogi ludu! - zaczął- Jesteśmy tutaj by dać nauczkę, tym dziwakom, którzy są niezwykle niebezpieczni. Gdy tylko się ujawnili zaczęliśmy ich ścigać i niszczyć, mimo to oni sobie radzili. Ach... ta zabawa stała się nudna. Czas z tym skończyć! Dość bólu i strachu przed półludźmi! Dość chowania się! Czas na pokazanie do czego jesteśmy zdolni!
Tłum wiwatował, a ja skinąłem głową do Luki. Zrozumiała że chce coś zrobić. Nagle upadłem na kolana i strażnik trzymający ją, nachylił się i zacząl mnie bić.
- Teraz! Uciekaj... - wyszeptałem.
Luka jednak zamiast zrobić to co jej kazałem, rzuciła się na dwóch pozostałych. Udało nam się uwolnić, i zaczęliśmy biec po scenie w tłum.
- Za nimi, idioci! - krzyknął burmistrz.
Tymczasem my zniknęliśmy za budynkiem. Biegliśmy ile sił, aż w końcu, skoczyliśmy przez mur, ogradzający miasto od lasu i sprintem poruszaliśmy się po lesie. Gdy mieliśmy pewność że nikt nas nie śledzi, położyliśmy się na mchu. Oddychałem ciężko.
- Żyjesz? - spytałem z troską, ujawniając siną od uderzeń twarz.
- Ta-ak. - przeciągnęła z trudem.
Uśmiechnąłem się i przybliżyłem do niej. Pocałowałem
< Luka, dajesz xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz