Cała ta cholerna impreza trwała bardzo długo. Połowa osób zdążyła wyjść przed północą, jednak ci co nie mieli żon i dzieci siedzieli do popołudnia. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Uniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś służącego o czarnych włosach.
- Musisz iść. Burmistrz nakazuje ci abyś do niego przyszła.
Po chwili wstałam i szłam przez korytarz za lokajem. Otworzył on drzwi do biura, w którym śmierdziało tuszem drukarskim i papierosami. Zauważyłam że siedzi on na fotelu przy biurku i przeglądał papiery.
- Dziękuję, że ją tutaj przyprowadziłeś. Możesz iść i zawołaj kilku lokaji. Tych których spotkasz pierwszych. Niech się tu zjawią.
Skinął głową i wyszedł. Burmistrz wstał i podszedł do mnie. Ja przechyliłam głowę w drugą stronę, by na niego nie patrzeć.
- Spodobałaś się moim gościom, dlatego dzisiaj zabiorę cię jako moja partnerka na bankiet w ośrodku badawczym. Oczywiście jeżeli będziesz się źle zachowywać - przybliżył się do mnie znacznie i złapał za ramię- potraktujemy cię czymś złym.
Co on sobie myślał?! Jako partnerka, boże... Jak dobrze że dzrwi ponownie się otworzyły. Do pokoju weszło kilku chłopaków, mniej więcej w moim wieku, w tym lokaj który wczoraj mi pomógł, dając mi kanapkę i wodę. Był taki podobny do Lena. Ale pewnie to nie był on...
- Wy! - wskazał, burmistrz, palcem na służących.- Pojedziecie ze mną na bankiet. Muszę pokazać się z kimś u boku, żebym nie wyszedł na jakiegoś biedaka. A teraz idźcie. A ty zaprowadzisz ją do pokoju.
Wskazał na Lena, a ja poszłam za nim.
<Len? Sprawę imprezy zostawiam tobie c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz