Nim Zoe zdjęła zamknięcie rozejrzała się wokół. W końcu podniosła metalowy talerz i zeszła. Gdy zauważyłem drabinkę, po której musielismy zejść, powiedziałem Amayi, że wezmę ją na plecy. Po chwili już mnie trzymała za kaptur bluzy. Sprawnie zszedłem po małych stopniach.
- Tędy - usłyszałem cichy głos dziewczynki. Poszedłem za nią długim, ciemnym, podziemnym tunelem.
Korytarze były bardzo zawiłe - aż dziwiłem się, że Zoe nie gubi się w nich. W końcu dziewczynka stanęła i wspięła się po drabince. Musiała się nieco przyłożyć by podnieść deski zasłaniające dziurę. W końcu jej się udało i wyszła. Ja za nią.
Byliśmy w środku lasu, gdzie życie biegło własnym tempem. Położyłem Amayę na trawie.
- Tutaj muszę was zostawić - powiedziała Zoe. - Miło było z wami spędzić czas.
Zoe podeszła do kotki i się do niej mocno przytuliła.
- Do zobaczenia - pożegnała się Amaya.
- Dziękuję - powiedziałem. Po chwili Zoe już nie było.
- Co teraz zrobimy? - spytała Amaya.
- Przeniosę cię do chaty - odparłem. Wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy do drewnianego domku.
Położyłem ją tam gdzie spała.
- Chcesz czegoś? - spytałem z zatroskaną miną.
- Wody - powiedziała. Wręczyłem jej kubek z wodą.
- Co teraz zrobimy? - spytała po chwili.
- Musimy przeżyć - odparłem i pogładziłem ją po policzku.
<Amaya? <3 KC ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz