- Puście mnie do niego! - krzyknęłam głośno. Wgryzłam się w rękę tego ochroniarza.
On nagle puśc mnie, a ja spadłam na zranioną nogę. Dostałam porządnie z liścia, a po chwili burmistrz rozkazał zawiązać mi na ręce sznur i ciągnąć. To tak strasznie bolało, aż się popłakałam. Wrzeszczałam przez całą drogę aż postanowili dać mi coś na uspokojenie. Dostałam kilka tabletek i po chwili straciłam kontakt z rzeczywistością. Patrzyłam się się monotonnie na chmury, dopóki nie weszliśmy do głównego budynku miasta.
Tymczasm nad Lenem pieczę miało kilka bezdomnych. Ściągnęli go z drogi i czekali aż się wybudzi. Gdy tylko to zrobił starsza kobieta wrzasnęła na niego:
-CZYŚ TY ZGŁUPIAŁ CHŁOPAKU? TY IM WIERZYSZ? TO KARYGODNE!.
- Właśnie - zgodził sie z nią mężczyzna siedzący po drugiej stronie. Nie miał lewej ręki ; od dłoni do łokcia.- Oddałeś tą dziewczynę na pewną śmierć. Może to i lepiej...
- Zamknij się! - krzyknęła młodsza dziewczyna w podartych łachmanach.- Widzisz jak tu żyjemy? Nie mamy wcale gorzej od WAS. Chociaż nas nie poddają eksperymentom. Nikt nie zasługuje na śmierć, nawet najmniejszy robak.
- Ale ona jest poważnie ranna. Wątpię czy udało by mi się uratować jej nogi. - odrzekł Len.
- No bez przesady! - powiedziała staruszka.- Idziemy tam! Odbijemy ją, choćbyśmy mieli zginąć!
- Tatusiu? - spytal cichy głosik. Zza pleców mężczyzny bez ręki, wychyliła się mała dziewczynka, z szarym, brudnym misiem.- Kim jest ten pan?
- Kimś komu musimy pomóc.
- To niebezpieczne- zaprotestował Len. - Możecie zginąć, a po za tym...
- Synu, jak ja się uprę to nawet świat stanie w miejscu!- wykrzyknęła wojowniczo staruszka.
- Więc chodźmy- powiedział mężczyzna chwytając dziewczynkę za rękę.
- Ale będzie sie działo! - odpowiedziała młodsza dziewczyna.
Tak czy siak Len, nie miał wyjścia. Musiał mnie odbić, wraz z nowopoznanymi.
<Len, zapodaj jakąś akcję.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz