sobota, 19 kwietnia 2014

Od Amayi CD Len

-Len nie czekaj! - zawołałam za nim i wybiegłam z chaty. Widziałam jak odchodzi. - Len, proszę! Nie żartuj sobie!
Lecz on się nie odwrócił. Uklęknęłam i zaczęłam płakać. Co innego miałam robić? Nigdy nie miałam przyjaciół, a stracenie jedynego ( o ile mogłam Lena, nazwać, moim przyjacielem) kosztowało mnie wiele. Od tej histerii dostałam porządnej czkawki.
- I co teraz zrobisz, ty głupia mendo! - krzyknęłam do siebie.- Ty nawet nie zasługujesz żeby żyć.
- A i tu się zgodzę. - rzekł jakiś głos za mną.- Rączki do góry inaczej poleje się krew.
Obróciłam się. Za mną stał wysoki facet o blond włosach. Celował we mnie niedużym nożykiem.
- A proszę! - warknęłam, odwracając wzrok.- Niech pan to zrobi, może oboje sobie ulżymy.
- Pierwszy raz widzę, takiego jak ty nie próbującego uciekać. - zaśmiał się facet.
Nie odezwałam się. Siedziałam cicho jak mysz pod miotłą. Co tu robić? Co robić? Nie chciałam umrzeć, ale nie chciałam też żyć.
- Niech pan pilnuje swoich interesów! - syknęłam.
- Wygadana paskuda... no, no, no. Ciekawe czy w dniu egzekucji będziesz taka pyskata.
Złapał mnie za rękę. Na początku miałam ochotę się wyrwać, ale tego nie zrobiłam. Grzecznie jak jakaś trusia, szłam za kłusownikiem. Ach, jakbym teraz dostała tej cholernej wizji. Ale nie, musiało się to stać akurat wtedy. Zakaszlałam niespokojnie, aż na ręce odbiła mi się krew. Czy to oznaka że mi przechodzi? Niech krew nagła zaleje! Chce stąd uciec. Usłyszałam grzmot skrzydeł a mężczyzna wyciągnął rękę z grubą rękawicą do góry. Dostojny ptak usiadł mu na ramieniu. Drapieżnik popatrzył się na mnie wzrokiem mówiącym " Jak spróbujesz uciec, to nabiję twoje oczy na me szpony i wyciągnę ci krtań z gardła!". Szarpnęłam się.
- Nie kombinuj, nic i tak ci to nie da. Złapanie mojej pierwszej zdobyczy było proste. Aż zbyt proste. Pewnie reszta kryje się gdzieś w krzakach i wyskoczy gdy tylko zrobię ci krzywdę.
Mężczyzna zatrzymał się i wyciągnął strzelbę. Zaczął strzelać w pobliskie krzaki, by upewnić się że jest w miarę bezpieczny. Zabił przy tym kilka ptaków i króliczka, który padł martwy. Poczułam jak zaczyna mnie boleć serce. Nie dałam rady iść. Spadłam na kolana i zaczęłam kaszleć, a z moich ust wylatywała bordowa krew.
Kłusownik zastanawiał się czy jest sens zaprowadzać chorą do miasta. Przecież po drodze mogę paść z wycieńczenia i bólu. Skierował strzelbę w moim kierunku po czym wycelował między oczy. Speszył się chyba i strzelił mi w obie nogi i rękę. Ból był niesamowity.
- Teraz to się nie będziesz mogła ruszyć. Nie ma sensu targać truchła do miasta.
Spojrzał jeszcze na mnie i wypuścił ptaka w powietrze. Odszedł ale ptak jeszcze krążył nade mną. Usiadł po chwili na pobliskiej gałęzi i niemal niezauważenie obserwował. Uśmiechnęłam się, samoistnie. Jak przeżyję to zrobię sobie kolczyki w nodze tam gdzie mam dziurę. Jak na razie jest spoko, tylko okropnie boli. Eee, tam, było gorzej. O wiele. Czy ja zasypiam, bo moje ciało zastyga? Nie to tylko deszcz. Delikatnie obmywa ciągle sączącą się krew. Moje oczy napełniły się łzami i zauważyłam przed sobą dziwny cień. Pewnie mój umysł szwankuje. teraz to nic nie widzę... ciekawe dlaczego?
< Len? To się porobiło.. ;p>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz