- Co ci powiedział - odezwałem się nagle. Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale po chwili zrozumiała o co chodzi.
- Mam być jego partnerką na dzisiejszym bankiecie. Tam gdzie ty i inni chłopcy jedziecie.
- Rozumiem - odparłem.
Nastała chwila ciszy, którą przerwała kotka.
- Dziękuję.
Spojrzałem na nią nie za bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
- Za wczoraj - dodała szybko. - Dzięki temu było mi lżej.
Wzruszyłem ramionami.
- Bardzo proszę - odparłem.
- Od kiedy tu służysz?
Musiałem się chwilę zastanowić, by wymyślić sensowną odpowiedź. Przecież nie mogłem powiedzieć "Od wczorajszego bankietu".
- Od kilku dni - powiedziałem w końcu.
- Widziałeś egzekucję pewnego chłopca? Takiego w mniej więcej moim wieku?
- Nie. Ale słyszałem coś niecoś od innych sług.
- Ja tam byłam i stałam na tym cholernym podium. A ten młodzieniec to był mój chłopak. Jesteś do niego bardzo podobny, dlatego wczoraj nazwałam cię jego imieniem.
- Len?
Skinęła głową.
- Bardzo mi przykro z powodu twojej straty - doszliśmy do jej pokoju. - Musisz tutaj zaczekać dopóki ktoś tu po ciebie nie przyjdzie.
Otworzyłem jej drzwi, a ona weszła; po czym zamknąłem.
***
Była godzina 5. Burmistrz kazał się zbierać. Byłem już przebrany i gotowy. Pół godziny wcześniej na moją prośbę Mary podcięła mi włosy i znów je ułożyła. Teraz sięgały mi brody, a czego z tyłu były krótsze. Burmistrz nie zwrócił na nas (czyli na mnie innych chłopców) uwagi. Skupił się raczej na Amayi. Ona zaś zauważyła moją zmianę fryzury i uśmiechnęła się.
Wszyscy weszliśmy do dużej limuzyny. Wcześniej poznałem imiona moich towarzyszy sług. Byli to Sage, Morty, Raphael, Emis oraz Alkul. Cała nasza szósta siedziała naprzeciwko Burmistrza. Wszyscy mięliśmy wzrok wlepiony w podłogę lub kolana.
Miejsce bankietu było ogromne. Był to raczej ogromny pałac otoczony wspaniałymi i symetrycznymi ogrodami. Pałac też był symetryczny. Na powitanie nas przyszło dwóch niemal identycznych ubranych na czarno lokai. Otworzyli oni nam najpierw bramę ogrodu i zaprowadzili pod drzwi. Były ogromne; miały chyba wysokość 3 metrów. Lokaje zapukali 3 razy, po czym wrota otworzyły się same. Pokłonili się i burmistrz wszedł. Ja i reszta chłopców ruszyliśmy o jakieś 6 kroków za nim. Amaya szła obok niego. Ubrana została w długą łososiową, balową sukienkę z białymi kokardkami i falbankami. Wyglądała naprawdę pięknie.
My - jako służba - zostaliśmy przydzieleni do noszenia potraw. Wszyscy się śmiali, gadali i tańczyli. Amaya cieszyła się wielkim powodzeniem mimo swojej odmienności. Wielu mężczyzn z nią tańczyło. Może to i dobrze?
Ale w pewnym momencie wydarzył się pewien niemiły dla Amayi incydent...
<Amaya? Jaki to będzie incydent? ^-^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz