Wybiegłem z chaty, żeby mnie nie złapała. Cały czas się śmiałem, aż w końcu zaoferowałem pomoc. Wróciliśmy do środka, a Luka trzepła mnie w głowę. Gdy sprzątaliśmy ciasto z podłogi rozpaćkała mi babeczkę na twarzy. Wyglądałem jak letnie wydanie topiącego się bałwana. Zanim zdążyłem się odegrać, usłyszeliśmy grzmot potężnego silnika. Wybiegliśmy z chaty i schowaliśmy sięza drewniną ścianą. Przed nami pojawił się opancerzony pojazd, przypominający czołg bez lufy. Na pancerzu widniało logo (czaszka ze strzykawką i szablą), oraz napis
"Laboratorium chemiczno- biologiczne." Tak. Przyjechali się nas pozbyć.
<Luka? Przepraszam, że krótkie, brak pomysłu xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz