Czułam jakbym spała latami. Otworzyłam moje oczy i zauważyłam coś dziwnego. Znajdowałam się w szklanej tubie, wypełnionej po brzegi szkarłatną wodą, na moich ustach zawieszona była maska, a do moich nóg i czaszki poprzyczepiane druciki. Za szybą zauważyłam jakiegoś człowieka w białym kitlu z teczką, a na niej kilka kartek. Coś zapisywał. Przechyliłam głowę w dół i usłyszałam kilka wyrazów. naukowiec rozmawiał z jakąś dziwną kobietą w czarnych włosach. Była ubrana niezwykle wyzywająco. Nagle przyłożyła mu pistolet do głowy.
- Panno, Mio! - rzekł człowiek, dotykając i zniżając lufę pistoletu.- Proszę mnie wysłuchać. Ona nie jest gotowa żeby wyjść poza sterylne pomieszczenie. Prawie zabiła jednego z moich pracowników, używając umysłu.
- A teraz to niech pan mnie posłucha! - krzyknęła uderzając go palcem w ramię.- Jeżeli pan jej nie wyda, będę zmuszona zlikwidować kilka osób z tego nielegalnego ośrodka badawczego. Burmistrz będzie bardzo zadowolony.
Naukowiec zawahał się wyraźne, po czym lekko skinął głową. Nacisnął zielony przycisk na panelu, a woda zaczęła spływać ku odpływowi. Do komory wpuszczony został gaz, który natychmiast mnie uśpił.
***
Otworzyłam oczy. Byłam właśnie zamknięta w jakimś pojeździe. Wstałam z wielkim trudem i poczłapałam do zakratowanego okienka. Widziałam ulicę i ludzi, idących za pojazdem. Nie ludzi, lecz tłum! Usłyszałam donośny głos z mikrofonu, gdy nagle stanęliśmy i poleciałam do tyłu. Moje nogi jeszcze bolały, nie mogłam chodzić. Byłam ubrana w jakąś balową, bordową suknię.
- Kolorek będzie pasował ci do krwi z twojego łba - odezwał się głos, zza otwierających się drzwi.
Do pojazdu wszedł rosły mężczyzna. Podszedł do mnie i chwycił mnie za podbródek, oglądając dokładnie.
- Szkoda, że jesteś tą paskudą. Mógłbym się z tobą ożenić! - zaśmiał się złośliwie.
Szarpnęłam się i oplułam mu twarz. Wziął mnie brutalnie za ramię i pociągnął. Moja noga wygięła się do tyłu, co wyglądało tak nienaturalnie. Boże... Wyszliśmy na plac, a później na podium, gdzie prezydent powitał mnie, a za mną kłusowniczkę o czarnych włosach. Stanęłam z boku, wraz z dryblasem. Zaczęłam płakać.
- Amaya! - usłyszałam ciche wołanie.
Rozglądnęłam się i zauważyłam Lena. Nie wyglądał za dobrze. Rzuciłam się w jego stronę, prawie niezauważalnie. Podszedł w moją stronę, lecz ograniczał go łańcuch na szyi. Podciągnęłam się z podłogi by być bliżej niego.
- Cholerny łańcuch! - odrzekł cicho.
Udało mi się jedynie chwycić go za rękę i musnąć delikatnie jego usta, gdy poczułam że wymyka mi się. Uderzył go jakiś mężczyzna.
- Zostaw go! - krzyknęłam, głośniej. Wtedy poczułam, uderzenie w plecy.
- Zła kicia! - zaśmiał się mój strażnik.
< Len? xd Jest moc, jest akcja xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz