Tego dnia wstałam bardzo wcześnie, jak na
mnie. Przetarłam oczy i wychynęłam z namiotu. Było zimno, a do tego
zacinał deszcz. Narzuciłam na siebie ciepłą, wełnianą bluzę. Mimo pogody
postanowiłam wybrać się na krótki spacer w celu obeznania terenu.
Nocowaliśmy w sosnowym zagajniku. Nie groziło nam żadne
niebezpieczeństwo - po kilkunastominutowej wędrówce nie dostrzegłam ani
śladu potencjalnego przeciwnika. Zawróciłam, w pewnym sensie zadowolona z
siebie. Jak na razie spełnianie obowiązków zwiadowcy wychodziło mi
całkiem dobrze. Osoby należące do watahy były nawet całkiem miłe, ale
jeszcze nie nawiązałam z nikim bliższego kontaktu. Starałam się unikać
chłopaków, chociaż nie było to wcale takie łatwe.
Z zamyślenia wyrwało mnie mocne uderzenie. Wpadłam na kogoś i wywróciłam się, a ten ktoś razem ze mną. Podniosłam głowę, po czym z niemałym przerażeniem odkryłam, że na kimś leżę.
< Ktosiu? ^^ >
Z zamyślenia wyrwało mnie mocne uderzenie. Wpadłam na kogoś i wywróciłam się, a ten ktoś razem ze mną. Podniosłam głowę, po czym z niemałym przerażeniem odkryłam, że na kimś leżę.
< Ktosiu? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz