wtorek, 22 kwietnia 2014

Od Lena - CD Amayi

Obudziłem się w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Leżałem na podłodze. W jednej ścianie było małe okratowane okienko. Zobaczyłem na ręce dziwną bransoletkę z moim imieniem nazwiskiem i jakimś numerem?
- Len Kagamine; 388728 - przeczytałem na głos. Powoli usiadłem opierając się plecami o ścianę i rozejrzałem się wokół. Miałem na sobie szary prosty bezrękawnik i jakieś luźne spodnie. Nogi były bose.
- Gdzie jestem?
Nagle wspomnienia napłynęły z przytłaczającą ilością. Jednak pamiętałem jednie jak wisiałem i ukłucie, a po chwili cień.
Usłyszałem nagle hałas dobiegający z zewnątrz. Podszedłem do drzwi - które można było odróżnić od reszty ściany dzięki klamce i małemu okratowanemu okienku. Ledwo sięgałem do lufciku w drzwiach, ale jednak coś widziałem. Zobaczyłem tylko wysoką postać zamykającą drzwi od sąsiedniej celi. Po chwili skierował się w stronę moich drzwi. Gdy tylko włożył klucz odbiegłem na drugi koniec celi. Po chwili w drzwiach stanął wysoki mężczyzna, który skłonił się w pół wpuszczając do środka czarnowłosą kobietę.
- Całkiem niezłą zdobycz udało ci się znaleźć, Morris - zwróciła się do mężczyzny.
- Dziękuję pani - odparł mężczyzna wciąż się kłaniając.
- Kim jesteś? - spytałem. - Gdzie ja jestem?
Kobieta zaśmiała się.
- Jestem Mia Nagishi; polująca na półludzie, jednak specjalizuję się w jeleniach. Ale ty złapałeś się w jedną z moich pułapek, a jako półczłowiek nie mogłam cię zostawić, mimo, iż jesteś wilkiem - uśmiechnęła się z pogardą. - Z tego co słyszałam za przyprowadzenie ciebie do burmistrza mozna dostać całkiem niezłą sumkę.
Zacisnąłem wargi.
- A gdzie jestem?
- Jesteś w jednej z moich cel. Niedługo i tak wezmę cie do burmistrza i sprzedam.
Zapadła chwila ciszy.
- I nie próbuj żadnych sztuczek; Morris dobrze zna się na najróżniejszych torturach.
Od razu moja chęć ucieczki zmalała do zera. Mia mierzyła mnie wzrokiem jeszcze jakiś czas, po czym wyszła nakazując swemu podwładnemu mnie pilnować. Drzwi się zatrzasnęły i usłyszałem tylko szczęk klucza w zamku.

Po jakichś 2 godzinach Mia znów do mnie zawitała, ale tym razem miała w ręku moje ciuchy. Rzuciła mi ubrania i kazała się przebrać. Szybko zmieniłem odzież. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem po czym kazała Morrisowi mnie skuć i wyprowadzić. Na ręce założył mi metalowe kajdany. Byly luźne i wiedziałem, że mógłbym je zdjąć gdyby były normalne. Problem polegał na tym, że normalne one nie były. Gdybym tylko spróbował ucieczki lub zdjąć kajdany od razu kopnął by mnie prąd. Oprócz tego były połączone łańcuszkiem z obrożą na szyi, która również była pod napięciem. Wniosek? Próba ucieczki = pokopanie prądem i unieruchomienie paralizatorem.
Przed celą stała Mia. Przyjrzała się pracy podwładnego, po czym ruszyła szybkim krokiem w lewo. Zostałem popchnięty; od razu zrozumiałem, że mam za nią iść.
Nie wyszedłem na zewnątrz zostałem poprowadzony do - swego rodzaju - garażu. Czekał tam rząd białych ciężarówek. Kazano mi wejść do jednej z nich. Nim jeszcze zamknięto drzwiczki furgonetki zauważyłem jak z jednej ciężarówki wynoszą nieprzytomną dziewczynę... Nie mogłem uwierzyć! To była Amaya! Rzuciłem się do drzwiczek wykrzykując jej imię, ale od razu zostałem potraktowany prądem i paralizatorem. Znów traciłem kontakt z rzeczywistością. Amaya była w niebezpieczeństwie, a ja? Ja tu dawałem sobą pomiatać tym gnojkom. Żałosne.
***
Obudziło mnie mocne kopnięcie w brzuch. Od razu zwinąłem się z bólu. Przygniotła mnie do tego nagła fala wspomnień. Szybko jednak się otrząsnąłem i wstałem. Przede mną stał Morris. Gdy zobaczył, że stoję odwrócił się i pokłonil się swojej pani. Ja natomiast zmarszczyłem brwi. Nie byłem już w ciężarówce. Staliśmy przed drzwiami do pokoju burmistrza.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Mia ruszyła, a Morris znów mnie pchnął. Spojrzałem na niego jedynie spode łba, ale nic nie powiedziałem.
- Och, Mio! - powitał burmistrz kobietę. - Jestem rad, że postanowiłaś złapać dla mnie tego odmieńca.
- Daj spokój, James - olała go Mia. - Po za tym wplątał się w moją pułapkę zupełnie przypadkiem. Jednak oczekuję solidnej zapłaty.
- Oczywiście - odparł zarządca już mniej uroczystym głosem. -  Gdy tylko zobaczę jak jego głowa odlatuję od reszty ciała.
Przełknąłem ślinę i odruchowo przyłożyłem dłoń do szyi.
- Chcesz teraz to zobaczyć? - spytała panna.
- Egzekucję będzie miał publiczną i dramatyczną - odparł burmistrz.
- James, wiesz, że nie jestem cierpliwą kobietą.
- Tak, jednak dziwolągi są sprytne i lubią uciekać. Gdy będę pewny, że nie żyje sowicie się wynagrodzę.
Burmistrz zmrużył oczy i uśmiechnął się złośliwie.
<Amaya? Trochę dramaturgii jak widzisz DX>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz