czwartek, 24 kwietnia 2014

od Lena - CD Amayi

Amayi nie było już dłuższy czas co mnie zaczęło niepokoić. Od razu ten czarnowłosy chłopak mi się nie podobał. Nagle burmistrz na mnie skinął, a ja posłusznie podszedłem.
- Gdzie ona jest? - spytał przyciszonym głosem. Ja pokręciłem tylko głową.
- Idź jej poszukać - nakazał burmistrz. Skłoniłem się i wyszedłem śpiesznym krokiem z sali bankietowej. Gdy byłem w korytarzu zacząłem biec, a prowadził mnie mój wilczy węch. Doszedłem do pokoju, w którym powinna znajdować się Amaya. Nacisnąłem klamkę.
Zamknięte!
Nacisnąłem mocniej. Dalej nie chciały się otworzyć!
Usłyszałem ciche jęki Amayi.
- Panienko! - zacząłem wołać przez drzwi. - Niech panienka otworzy drzwi!
- Wybacz, sługusie - odparł mi męskie głos. - Panienka jest teraz zajęta.
Dość tego udawania - to była moja pierwsza myśl. I ta myśl miała chyba rację. Zacząłem walić w drzwi i kopać je. Niestety na próżno.
- Zostaw ją! - zacząłem krzyczeć.
- Sługusie, czyżby była dla ciebie taka cenna? - znów ten sam głos.
- Jest dla mnie cenniejsza od mojego życia - odparłem machinalnie. Rozpędziłem się i mocno kopnąłem drzwi. Wypadły z zawiasów z głośnym hukiem.
Czarnowłosy chłopak - mniej więcej w moim wieku - trzymał mocno Amayę.
- Ostrzegam cię - zacząłem, a moje brwi się zbiegły - zostaw ją, jeśli ci zycie miłe.
On tylko się zaśmiał, a Amaya patrzyła na mnie przerażona.
- Jako sługus nie masz żadnych praw.
Zza mankietu wyciągnąłem nóż.
- Wybacz, ale nie jestem sługusem. Jestem tym, który powinien nie żyć.
Chłopak nie zrozumiał. Podszedłem do niego wciąż trzymając nóż. On cofnął się o krok.
- Teraz puścisz ją, natychmiast.
Chłopak wyprostował się.
- Ani mi się śni.
Walnąłem go w nos. On wypuścił Amayę po czym złapał się za twarz. Zaczął rozcierać obolałe miejsce. Amaya przylgnęła do mnie.
- L-Len! - zaczęła, ale ja ją szybko ucieszyłem.
- Uciekamy - odparłem.
By było szybciej wziąłem ją na ręce i wybiegłem z pokoju. Pobiegłem do końca korytarza. Było tam okno. Szybko je otworzyłem i stanąłem na parapecie. Pobliski budynek nie był daleko, a okno też nie było wysoko umieszczone. Skoczyłem na dach sąsiedniego budynku.
***
W lesie było cicho.
Zatrzymałem się pod jednym z wielkich dębów i posadziłem Amayę na pobliskim omszałym kamieniu. Ja kucnąłem przed nią.
- Pokaż nogi - powiedziałem.
Dziewczyna lekko podniosła spódnicę i pokazała mi nogi. 
- Bolą? - spytałem.
- Bardzo.
- Nie wyleczyły się do końca. Musisz je oszczędzać.
Wstałem i wtedy został mi wymierzony potężny cios z liści w prawy policzek.
- Czemu nic nie mówiłeś!? - krzyknęła Amaya.
- Nie mogłem. To było dla mojego i twojego bezpieczeństwa.
Po policzkach dziewczyny zaczęły lecieć duże łzy.
- Było mi tak strasznie smutno! Nawet nie wiesz co przeżyłam, głąbie!
Uśmiechnąłem się lekko.
- Wybacz - powiedziałem.
Amaya przytuliła mnie mocno, a ja ją objąłem.
- Tęskniłam za tobą, Len.
<Amaya? Prawda wyszła na jaw ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz