Okrążyłem budynek. Znalazłem drzwi dla służby i wszedłem nimi. Trafiłem do kuchni. Był tam straszny gwar. Jeden z lokai - jak mi zdawało - wskazał na mnie ręką.
- Hej ty! - krzyknął. - Jak ci na imię?
Musiałem szybko wymyślić jakieś sensowne imię. Mojego prawdziwego zdradzić nie mogłem.
- Edward - odparłem w końcu. Lokaj zmierzył mnie spojrzeniem.
- Mary, pomóż się mu przebrać; będzie usługiwał w sali balowej.
Poczułem ciągnięcie za rękę. Spojrzałem w bok i zauważyłem rudą dziewczynę w stroju pokojówki.
- Chodź, dam ci strój - powiedziała Mary i zaprowadziła mnie do spokojniejszego miejsca. Chwilę pogrzebała w starej skrzyni po czym wyjęła komplet stroju typowego sługi. Wskazała mi kotarę. Szybko wziąłem strój i poszedłem za kurtynę. Po paru minutach wyszedłem w stroju. Była to biała koszula, a na to brązowa kamizelka. Czarne spodnie pachniały świeżością, a czarne buty lśniły od wypastowania. Tak, to ewidentnie nie jest strój w moim typie.
- Trzeba coś zrobić z włosami - stwierdziła Mary oceniając mój wygląd. Dopiero teraz spostrzegłem, że moje włosy są rozpuszczone i nie podtrzymuje je moja czarna wstążka.
- Tak jest dobrze - szybko odparłem. Dzięki temu będzie mnie trudniej rozpoznać.
- Przynajmniej daj się uczesać.
Nagle w ręce Mary znalazł się grzebień. Wiedząc, że jestem na przegranej pozycji pozwoliłem się uczesać.
Gdy służąca skończyła przedziałek miałem na środku, a niesforna grzywka teraz była starannie rozczesana i ułożona po bokach głowy. Nie wyglądałem tak jak zawsze. Wyglądałem zupełnie inaczej!
Mary szybko zaprowadziła mnie do kuchni po drodze instruując bym się nie garbił, gapił i nie odzywał. Przyjąłem wszystko skinieniem głowy.
W kuchni wręczono mi tacę z przystawkami czyli ogromną ilością kanapek z najróżniejszymi dodatkami. Zająłem miejsce w środku kolumny młodych służących niosących podobne tace. Na komendę lokaja drzwi otwarły się i weszliśmy po kolei tace stawiając na stole. Gdy przechodziłem przez drzwi zauważyłem pod ścianą uwiązaną Amayę. Odetchnąłem z ulgą widząc, że nic poważnego jej nie jest. W tym samym momencie jakiś dzieciuch rzucił w nią ciastem. Najwyższą siłą woli powstrzymałem się by do niej nie podbiec. Gdy położyłem tacę skierowałem się jak pozostali do wyjścia, ale lokaj zatrzymał mnie i kilku innych chłopców ruchem ręki.
Miałem zostać i usługiwać przy stole.
<Amayo? wybacz, ale chyba jeszcze nie mogę za bardzo pomóc...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz