Nie szukałem długo jej więzienia. Dzięki temu, że jestem wilkiem mój węch jest bardzo dobry. Dosyć szybko znalazłem pokój i do niego wszedłem. Było zgaszone światło; nie zapaliłem go.
W mroku dostrzegłem lśniące oczy dziewczyny. Podszedłem do niej.
- Masz tutaj kilka kanapek i wodę - powiedziałem kładąc przed nią butelkę i talerzyk.
Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem.
- Len? - wyszeptała cicho.
- Jestem Edward - odparłem szybko nie patrząc jej w oczy. - Szybko jedz i pij nim tu przyjdą.
Amaya nie zadawała więcej pytań. Chyba jednak zgasiłem nadzieję na mój powrót. Nagle drzwi rozwarły się szeroko i stanął w nich lokaj.
- Ej ty! - wskazał na mnie. - Co ty tu robisz?
- Przepraszam! - odparłem szybko wstając. - Chciałem dać jej tylko wodę i kilka kromek. Byłem pewny, że jest zmęczona.
Lokaj zmierzył mnie wzrokiem, po czym wzruszył ramionami.
- Ja ci nic nie zrobię, ale burmistrz może nie być zadowolony gdy się o tym dowie. Nie martw się, nie powiem mu. Tylko nie rób tego więcej.
- Tak jest! - szybko odpowiedziałem i skłoniłem się w pasie. Szybko wymaszerowałem, a lokaj zamknął za mną drzwi.
Znów trafiłem do sali bankietowej gdzie znów zacząłem usługiwać.
Wciąż nie wiedziałem jak ją uwolnić!
<Amayo? <3 Trzeba cię jakoś ratować...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz