- Brzydko - mruknęłam i uśmiechnęłam się. - Myślałam, że mieszkasz w jakimś drewnianym domu na skraju polany, skąd widać morze, a fale uderzają o krańce klifu.
Rozmarzyłam się do reszty.
- Chyba powinnaś już iść... - mruknął chłopak.
- Eee, tam nie spieszy mi się - odpowiedziałam, po czym zaczęłam się rozglądać, dotykając wszystkiego. Nieumyślnie zaczepiłam o kawałek "zasłony" i przewróciłam się. Naraz tamta część całkowicie się rozwaliła.
- Ups... hehehe, to ci ciekawe zdarzenie - zaśmiałam się sztucznie przez zęby i zaczęłam się cofać. Chłopa patrzył się na mnie ze wściekłością.
- To ja już pójdę, o chyba ktoś mnie woła! Już idę mamusiu - odpowiedziałam i zaczęłam uciekać. Skoczyłam przez wyjście, do góry i zamieniłam się w sarnę. Chłopak jednak nie odpuścił. Pobiegł za mną, także przybierając zwierzęcą formę. Mimo iż biegł, na pewno, szybciej ode mnie, ja zręczniej omijałam drzewa. Jego poroże, co chwile plątało się w gałęzie. Wybiegłam przez las, na drogę. Nagle uderzyło we mnie jakieś sportowe auto. Wyleciałam w powietrze i uderzyłam o asfalt. Kierowca owego samochodu nawet się nie zatrzymał.
< Noir, co zrobisz xd?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz