- Więęęc - zacząłem niepewnie - nadal nie możesz ruszyć nogami?
Dziewczyna skinęła głową.
- Niestety - powiedziała pochylając głowę. - Przepraszam.
- Za co?! - zaprotestowałem. - Nie masz za co przepraszać.
- Gdybym tylko za tobą nie wybiegła, nic by się nie stało - dziewczyna ukryła twarz w dłoniach. Chwyciłem jedną z jej dłoni.
- Możliwe -stwierdziłem. - Jednak co się stało to się nie odstanie. Teraz musimy wykombinować jak się będziesz przemieszczać. Oczywiście mogę cię wziąć na ręce, ale gdy trzeba będzie nagle uciekać może być niemały problem.
- Len - przerwała mi rozmyślanie Amaya - o mnie się nie martw. Mogę tu zostać.
Pokręciłem przecząco głową.
- Prędzej czy później mogą nas tu znaleźć, a wtedy zostaniesz poddana gorszym eksperymentom, a ja mogę zostać zabity. Wiesz o tym.
- Znowu chcesz się poświęcić?! - Amaya sprawiała wrażenie, że zaraz wstanie i cieknie. Ale wstać nie mogła. - Czy ty mnie kochasz, czy co, że tak się poświęcasz?
Teraz nie byłem w stanie spojrzeć jej w oczy. Wbiłem wzrok w ziemię.
- Możliwe - powiedziałem cicho, Kotka zrobiła ogromne oczy. - Tak, Amayo; chyba się w tobie zakochałem.
To ostatnie dodałem nieco głośniej i śmielej. Amaya otworzyła ze zdziwienia usta. Spodziewałem się dostać kosza.
<Amaya? No to sobie porozmawialiśmy...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz