- Nie ruszaj się - rozkazałem. - Oni - wskazałem głową na tłum - mają rację. Na razie jesteśmy niewinni. Jednak jeżeli chcesz mieć powód by mnie zabić rusz się choćby o centymetr, a kulka znajdzie się w twoim mózgu. W tedy będziesz mógł mnie zabić, ale nie ją.
- Czego żądasz - spytał zarządca miasta.
- Zaopiekujcie się nią, wyleczcie, a później wypuśćcie.
- A ty? - spytała protestującym tonem dziewczyna.
- Zostanę oskarżony za grożenie burmistrzowi i zostanę stracony - odparłem z niezmąconym spokojem na twarzy.
Mina dziewczyny wydawała się mówić, że się nie zgadza.
- Dobrze, odmieńcu. Masz moje słowo - powiedział burmistrz. Jeden z ministrów podszedł do niego. Usłyszałem jedynie odpowiedź prezydenta:
- Jeżeli ją wypuścimy będziemy mięli szansę by ją złapać samą. Z tym gościem to nie wiem.
- W tej sprawie wam ufam - powiedziałem.
Zarządca machnął głową na jednego ochroniarza. Podszedł do mnie, a ja wręczyłem mu Amayę.
Wiedziałem, że się nie zgodzi. Zaczęła wrzeszczeć. Ja natomiast powiedziałem jej jeszcze do ucha.
- Dotrzymuję obietnicy: przeżyjesz.
Później poczułem ból w karku i osunąłem się na ziemię. Ostatnim co widziałem było przerażenie na twarzy dziewczyny.
Straciłem przytomność.
<Amaya? Jaka akcja ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz