Gdy Amaya przemyła ranę zawiązała mi na niej mocno chustkę.
- Powinno być dobrze - powiedziała spoglądając na owoce swej pracy.
- Dzięki - powiedziałem patrząc na opatrunek. - Jesteśmy kwita.
- Kwita?
- Ja pomogłem tobie, a ty pomogłaś mi. Teraz raczej sobie pójdę. Mam nadzieję, że będzie nam dane się jeszcze spotkać.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Amaya, jesteś bardzo miłą dziewczyną, jednak prawda jest taka, że ludzie nienawidzą odmieńców. Prędzej czy później nas wszystkich zabiją.
- Dlatego powinniśmy trzymać się razem!
- Amaya, rozumiem. "W grupie siła". Ale oni są podejrzliwi...
Przerwało mi szczekanie. Gwałtownie się odwróciłem i spojrzałem w dół.
- Cholerne bestie - szepnąłem, ale zachowałem spokój i dalej stałem.
<Amaya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz