Położyłem ręce na karku. Wyciągnąłem brudną paczkę papierosów, które udało mi się ukraść kilka tygodni temu, i włożyłem jeden do ust.
- Do domu.- rzekłem i uśmiechnąłem się.- Miło mi było cię poznać.
- Ale, ty i ja. Jesteśmy inni, powinniśmy się trzymać razem.- zawołała próbując mnie zatrzymać.
- Słuchaj, Luka, to nie ma większego sensu. My nie przetrwamy. Prędzej nas wyplewią jak jakieś chwasty. Mimo tego mam nadzieję że jeszcze się spotkamy.
Zamieniłem się w lisa i zacząłem biec w stronę lasu. Luka stała jeszcze patrząc się jak odchodzę. Mówiąc szczerze zabolały mnie moje słowa, ale taka będzie nasza przyszłość. Nagle usłyszałem warknięcie. Przedemną stał duży kundel, a z jego pyska płynęła obficie ślina. Zaczął na mnie szczekać. Tuż za nim stał wysoki siwy mężczyzna. Trzymał dubeltówkę.
- Mmm, Rosko.- rzekł do psa.- Masz ochotę na gimnastykę. To biegnij bracie. Złap tego brzydala i wyrwij mu serce, wraz z tętnicą.
Pies ruszył za mną. Na początku biegłem lasem, by drzewa zmyliły tego stwora. Pies uderzał w największe chaszcze. Wybiegłem na szarą polanę. Zauważyłem w dali... O nie... Luka. Pies momentalnie skierował się w jej stronę. Starałem się być szybszy. Szybki jak błyskawica, jak iskra która tworzy ogień. Pies wyskoczył w powietrze, jednak ja byłem szybszy. Dziewczyna zamieniła się w lisa, co ułatwiło mi zadanie. Stanąłem nad nią, widziałem jej spojrzenie. Było pełne niepokoju i wdzięczności. Obroniłem ją moim własnym ciałem, jednak ogień przyszedł mi z pomocą.Pomiędzy nami a tą bestią pojawił się ognisty krąg. Pies sparzył łapy i pysk, po chwili uciekł do swego pana. Zrozumiałem kim jest ten mężczyzna. Kłusownik, dążący do naszej śmierci. Byliśmy teraz bezpieczni.
<Luka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz