czwartek, 17 kwietnia 2014

Od Amayi CD Len

- Ja? Ja jestem Amaya.- powiedziałam cicho i opuściłam łeb.- Przepraszam.
- Niby za co? - spytał zdziwiony, opierając się o ścianę.
- Za to że wpakowałam cię w kłopoty. - szepnęłam, i spoglądnęłm na niego. Zauważyłam ranę, dość głęboką na jego ramieniu.- Jesteś ranny..!
- Ach, tu? -spojrzał na krew , spływającej po dłoni.- Wytrze się bez obaw...
- Nie, możesz dostać zapalenia, wtedy będzie nie miło.- syknęłam.- Opatrzę cię ale musimy iść, stąd. Tutaj nie jest bezpiecznie.
Ruszyliśmy w kierunku zachodniej części miasta. Był tam opuszony budynek, w całości obklejony plakatami gończymi. Zamieniliśmy się w zwierzęta i przeszliśmy przez małą dziurę w ścianie ( Len miał z tym lekkie problemy, ponieważ był większy ode mnie). Następnie po zapadniętej ścianie, na strych. Było tam pełno siana, a przez witraż w dachu było widać całe miasto i wielki las. Po drugiej stronie ustawione było zardzewiałe wiadro, które wypełniała woda.
- Rozgość się, proszę.- powiedziałam gdy wrócił do ludzkiej postaci.
Obmyłam delikatnie jego ranę. Cały czas słyszeliśmy syreny i ujadanie psów. Sami siedzieliśmy cicho. Lecz nie trwało to długo.
<Len?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz