Osunęła mi się w ramiona. Trzymałem i ją i sztylet. Wziąłem ją w ramiona i zaniosłem na łóżko. Sprawdziłem czy oddycha i czy jej serce jeszcze bije. Na szczęście ta "trucizna" jeszcze nie doszła do organów. Wziąłem sztylet do ręki i powąchałem. Zapach tego paskudztwa przypominał zmieszanie się truskawek z błotem i piwem, czyli nieprzyjemnie. Wziąłem trochę na palec i włożyłem do ust. Nikotyna... mięta i... trutka na szczury. Zabójcza mieszanka, która niszczy od wewnątrz. Pytanie było takie: co mam zrobić? Nie znam się na medycynie ani na zatruciach. Jedyne co umiem to zakleić plaster, a co dopiero pokonywać dziwne mieszanki.
- Trzymaj się Luka. - powiedziałem i wstałem. Przybliżyłem się do niej i samowładnie pocałowałem w policzek.- Ten idiota zapłaci za to co zrobił a ja znajdę lekarstwo.
Wyszedłem z domku i poszedłem w stronę miasta, w tą ciembą uliczkę. Policjant stał tam jeszcze przesłuchując pijaka. Stałem się na wpół niewidzialny i poderżnąłem mu gardło. Strażnik osunął się na ziemię, a menel zaczął grzebać w jego portfelu w celu znalezienia pieniędzy. Wszedłem do pierwszej lepszej apteki. Miałem trochę "piapierków" więc kupiłem wszystko co mogło pomóc. Farmacetka nie miała żadnych podejrzeń. Po chwili wypadłem ze sklepu i pobiegłem wvstronę jej domu. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy, czyli okłady, podawałem maść i tabletki. Teraz trzeba czekać.
<Luka? c; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz