Podniosłem kamień.
- L-Len - powiedziała cicho Amaya. - Co chcesz zrobić?
- Mam lepszego cela, niż się większości wydaje - odparłem równie cicho.
Rękę uniosłem lekko i zatrzymałem przy uchu. Spojrzałem na nieproszonego gościa, po czym z całych sił wypuściłem kamień. Odłamek skały dosięgł celu; a celem była głowa człowieka. Mężczyzna osunął się na ziemię, a po jego skroni spłynęła stróżka krwi. Uciszyłem się w duchu, że napastnik stracił przytomność. Ale moja radość nie potrwała zbyt długo.
Usłyszeliśmy głosy z zewnątrz. Krzyczeli do siebie "Co się stało?!" i tego typu rzeczy.
Do budynku wtargnął kolejny człowiek, jednak ten miał pistolet. Prawie od razu dostrzegł mnie i stojącą za mną Amayę. Uniósł broń celując w nią. Gdy to zauważyłem, posunąłem się nieco w bok rozkładając ręce, by pocisk nie trafił dziewczyny. W tym samym momencie kula wystrzeliła. Trafiła mnie w prawą pierś. Poczułem jak po skórze leci mi ciepła krew. Do ust również naplynęła. Zacząłem kaszleć i wypluwać ją.
- Amaya, uciekamy - powiedziałem. - Biegnij przodem.
- Nie mogę cię zostawić! - zaprotestowała.
- I nie zostawisz, będę biec za tobą.
Dziewczyna ruszyła biegiem, a ja za nią. Zmieniliśmy się w zwierzęta. Jako większy wilk od razu ją dogoniłem. Pochwyciłem ją lekko w zęby.
- Tak będzie szybciej - powiedziałem.
Zniknęliśmy kłusownikom w lesie.
<Amaya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz