Na pewno nie przetrwa zbyt długo, powiedziałem do siebie, pogwizdując cicho. Szedłem właśnie ciemną uliczką. Pod murem siedzieli pijacy, a jeden z nich miał przy sobie chleb. Podszedłem do niego i wyrwałem mu pieczywo. Bezdomny skoczył na równe nogi.
- Ej! Halo! Oddawaj to! To moje jest! - bełkotał.
- To sobie weź staruchu! - warknąłem i wyrzuciłem chleb w powietrze. Zamieniłam się w lisa i wyskoczyłem do góry. Złapałem pieczywo w zęby i spadłem na głowę pijaka. Stamtąd prosta droga na balkon. Chwyciłem się prętów i stanąłem na górze wpatrując się w niego.
- Ty wstrętna, szumowino! - pogroził mi pięścią i wskoczył na zardzewiałą beczkę, która po chwili pękła i spadła a starzec wraz z nią. - Życzę ci żebyś dostał kulę w łeb!
- Klopsiki? Mmm, zrobiłeś mi smaka! - odpowiedziałem złośliwie.- Chętnie dostałbym klopsikiem w pysk, dziękuję za te miłe słowa.
- Ty żmijo! - odrzekł i wziął kamień. Rzucił go w moją stronę ale odbił się od prętów i uderzył go między oczy. Pijak upadł, skrzecząc coś pod nosem.
- Widzę że to pan, pierwszy, dostał kulę w łeb.
W tym samym czasie, w naszą stronę zaczął iść policjant. Oho! Kłopoty... Trzeba iść, pomyślałem i wspiąłem się po rynnie.
- Panie psi... znaczy panie policjancie! - powiedział starzec wymachując ręką w moim kierunku.- Znalazłem tego stwora! Zabrał mi chleb.
Strażnik nie zawahał się nawet i wyciągnął pistolet. Strzelił w moją stronę ale chybił. Ponownie wystrzelił, gdy prawie byłem już na górze. Nagle poczułem jak całe ciało paraliżuje, ból. Nabój trafił mnie w bok, chyba cudem unikając serca. Padłem na ziemię, po czym zacisnąłem pięść.
- Szlak! - warknąłem. Nie mogłem zmienić się w lisa, ponieważ zabrało by mi to energię i zadało gorszy ból. Jeszcze żyję ale na pewno zaraz usnę. Usnę wiecznym snem.
< Luka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz