- To nie jest śmieszne! -odpowiedziałem wymachując ręką.- Przecież mogłem zginąć!
Dziewczyna nie przestawała się jednak śmiać. Cóż, szczerze specjalnie mi to nie przeszkadzało. Miała ładny śmiech. Może zbyt ładny.
- A gdzie moja iście ważna zdobycz, którą wyrwałem szatanowi z rąk.
- Chodzi ci o ten chleb, który zabrałeś bezbronnemu menelowi? - zaśmiała się.
- Coś w tym rodzaju... - powiedziałem wyszczerzając do niej zęby.
- Nie wiem, nie zabrałam go ze sobą.
- To po to dawałem się przekłuć jakimś karabinkiem, żeby teraz dowiedzieć się że mojego skarbu nie ma?
Luka zaśmiała się ponownie. Cóż nasza kłótnia nie trwała zbyt, długo. Doszliśmy szybko do porozumienia, po czym zjedliśmy na wiór wysuszoną szynkę. A co do rany, to ach... Była poważna to fakt, ale dzięki starannej pomocy Luki szybko zaczęła się goić, a ja dochodziłem do siebie w zaskakującym tempie. Kiedyś wyszedłem na zewnątrz i dostałem natychmiastowej inspiracji, co do ułożenia nowej piosenki. Zachodzące słońce było wspaniałym tłem do zaśpiewania czegoś. Tak wiem, wiem... Jestem chłopakiem, no halo! Ale ja czasami mam takie dziwne przebłyski. Zacząłem śpiewać, bo przynajmniej ten mój jedyny talent do czegoś się przydał. Kiedyś w młodym wieku zarobiłem dużo pieniędzy dzięki śpiewaniu w jakimś klubie, restauracji, bóg wie może nawet to była kafejka. Teraz miałem troszkę pecha bo zaczęła mnie podsłuchiwać Luka. Od zawsze wstydziłem się śpiewać przed znajomymi. A teraz o tym nie wiedziałem.
< Luka, ty zła jesteś xDDD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz